Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą związek. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 maja 2022

389

 Wszedłem przypadkiem, postanowiłem coś napisać...


Coś dobrego: mieszkam na swoim, jak to pisałem w jednym z poprzednich postów. Właścicielka po ponad  roku zabrała swoje graty z mieszkania więc mogę urządzać po swojemu. Ale powolutku, raty rosną, więc pasa człowiek musi zaciskać. 


Coś dobrego 2: chciałem kotka. I mam kotka. Rudzielca. Wziąłem go jak miał 1,5 miesiąca, więc praktycznie wychowałem. Teraz jest już nieco ponad rocznym kocurkiem. Mój mały dzikusek, przed obcymi się chowa (ale po paru minutach ciekawość bierze górę ;)) ale mizianie o 5 rano jest miłe (i obowiązkowe).


Irytuje mnie, gdy ludzie pytają "A jak tam sprawy sercowe?". Powiedziałbym, że chujowo ale z tego chuja to bym się ucieszył. Były epizody, nadzieja na coś trwalszego, ale oczywiście przyciągnąłem kolesi z problemami. I nie mówcie, że sobie wmawiam.

Teraz? Teraz mam kryzys wieku średniego i uganiam się tylko za 20 letnimi dupami. No dobra za 22 letnią. Poznaliśmy się w pracy, gdyby nie to, w życiu bym się z nim nie umówił. Gdy mu podziękowano napisałem, od słowa do słowa, spotkaliśmy się raz, drugi, trzeci w końcu u mnie. Całowanie było na 4 tej randce (po 6tej wyszło szydło z worka, dlaczego jeszcze do łóżka nie poszliśmy). 

Jakieś 3 tygodnie temu powiedziałbym nawet, że mam chłopaka ale chyba jednak nie. Ma swoje priorytety. Ja do nich najwyraźniej nie należę. Nie rozumiem tylko, dlaczego nie powie wprost "pozostańmy na stopie koleżeńskiej". Nie będę zrzędzić, parcia jakoś nie mam, zobaczę co czas przyniesie.


Ze złych rzeczy - w pandemii wyszła mi borelioza. Teoretycznie jestem z niej 'wyczyszczony' (terapia generatorem plazmowym - medycyna naturalna. Mniejsza o większość, po 2 sesjach poczułem znaczną poprawę - zniknęły stany depresyjne, znowu miałem siłę, żeby rano wstać z łóżka). Jedynie nogi od kolan w dół bolą, kiepsko sypiam i jestem zmęczony. Jak uzbieram kasę, to będę szukał pomocy.


Daję radę. Powolutku. 

Do przodu.

piątek, 22 kwietnia 2016

356

Spojrzałem na poprzednią notkę i moją uwagę przykuły słowa "Nie mam serca żeby to uciąć".

Skoro nie mam serca, to od minionego poniedziałku już oficjalnie exMOB.

Zmiany, zmiany, zmiany...

*tylko samopoczucie bez zmian.

niedziela, 10 kwietnia 2016

355

Zmiany, zmiany, zmiany...

Rozpocząłem życie na pół etatu w Stolycy.
Nawet pokój mam wynajęty z kumplem (żona z domu go wywaliła. Jak znalazł mieszkanie to jej się odwidziało i już by chciała wrócić...).
W sensie, że mieszkanie z kumplem, pokój mam osobny ;)

Gdzieś tam, podczas ferii weekend spędzony w górach.
Cisza, spokój... nic tylko wygrać parę milionów, kupić domek i mieć wszystko w nosie...



Święta sympatycznie, dziecię rośnie i ciągle tylko wujek, wujek, wujek...



Jedynie z MOBem ciągle tak samo, bez zmian, bez emocji... a ja nie mam jakoś serca aby to uciąć.
Chyba z miesiąc się nie widzieliśmy, zwykle ciągle coś mi w weekendy wyskakiwało, a tu święta, a tu brak samochodu (swoją drogą stoi na warsztacie i jestem ciekawy co z niego będzie)...
Tylko problem w tym, że mi nie zależy.
Przed rozstaniem żyliśmy jak przyjaciele, teraz po zejściu też żyjemy jak przyjaciele, chyba tak byłoby najlepiej.
Z drugiej strony jak to Wielebny mi napisał "Przynajmniej ktoś jest".

No właśnie. "Ktoś".

czwartek, 31 grudnia 2015

354

Czasami zapominam, że coś wypadałoby napisać. A czasami coś tam w głowie siedzi, ale weny do wywalenia brak...

Coroczne, przedwigilijne spotkanie z Wiedźmami udane. Jedną uświadomiłem, bo Wiedźma Be zaczęła wywalać smuty o swoim mężu (o czym ja się nasłuchałem ;)), Wiedźma A była "przeszczęśliwa", że tyle niusów w jeden wieczór, to i da dowaliłem niusa. Na co z rozbrajającą szczerością wypaliła: "A to ja o tym jeszcze nie wiedziałam??".

 Oczywiście prezentów nie mogło zabraknąć dla jego Boskości...



Święta, święta i po świętach.
Kiedyś pisałem, że urok znikł. Wigilia w tym roku dość krótka, brat z familią po 2 godzinach zwinęli się do teściów.
Ale radocha była, gdy Bibi prezenty rozdawała. Najbardziej interesowało ją rozrywanie opakowań :) Jakby przewidziawszy to, matka Boska zapakowała każdego pluszaka z osobna...




 A mi ktoś wyjątkowo w te święte pożałował zdrowia, w gardle drapać zaczęło przed świętami, po to by w pierwszy dzień świąt odebrać mi głos, zaprawić mega kaszlem...

I tak dochodzimy do Sylwestra...




Który spędzam w domu. Była opcja góry ze znajomymi, była opcja z MOBem u jego znajomych. Opcja góry nie uwzględniała pakietu MOB, bo nie wszyscy zaznajomieni z sytuacją, a MOB z kolei powiedział, że pójdzie do swoich znajomych. Więc tak czy siak, ten mega ważny dzień w roku, w którym wszyscy czekają do północy nie wiadomo na co (bo chyba nie na fajerwerki), spędzamy osobno.
I chyba sam sobie odpowiem na pytanie, pisząc, że wcale mi nie jest źle, że siedzę w domu, zamiast z MOBem u JEGO znajomych.
Trochę nad górami ubolewam, ale kumpela zapowiedziała, że w lutym, jeśli przy odrobinie szczęścia spadnie śnieg, to się ugadamy ekipą na dupoloty.


Na 2016 życzę sobie i innym nie wchodzenia dwa razy do tej samej rzeki, żeby nie był gorszy od roku poprzedniego i żeby był zdrowszy od roku poprzedniego.

czwartek, 15 października 2015

350

Pamiętam, jak lata temu, gdy pogoniłem Wielebnego, któregoś razu na blogu, po raz kolejny wyrzucając swoje żale napisałem zdanie "Twoje szczęście, moim szczęściem... gówno prawda jeśli nie biorę w nim udziału".

7 lat.
Tyle czasu upłynęło od podania kopniaka Wielebnemu.

Odkąd się odezwał te 3 tygodnie temu piszemy ze sobą codziennie. Czasami to jedno zdanie, czasami wymieniamy myśli, w pewnym sensie prowadzimy takie 'fotoblogi' (dzięki Wielebnemu 'zwiedziłem' francuski sejm, pokazał mi 'główne' atrakcje Paryża, które powinienem zwiedzić obowiązkowo jeśli kiedyś przyjadę; czasami wrzucamy sobie co jemy na śniadanie/obiad/kolację czasami wrzucamy zdjęcie czegokolwiek co akurat się nawinęło).

Gdy mi napisał, że jest z Tępym T. od tych 7 lat nieco dziwnie się poczułem. Ale dzisiaj mogę powiedzieć, że cieszę się jego szczęściem (pewne rzeczy są dla mnie nieco kontrowersyjne jak dzisiaj np wysłał mi zdjęcie chłopaczka, na którego Tępy T. ma ochotę).

Ale cieszę się, że jest szczęśliwy, że żyje, że korzysta z życia na wszelkie możliwe sposoby.

Widocznie szczęście było mu pisane z Tępym T. a nie z Boskim.
Widocznie Boski to dla niego za wysokie progi* ;)

Ale na obiad bym go/ich nie zaprosił. Zawsze jest szansa, że nie oprę się pokusie dosypania arszeniku do ich porcji...

*To taki żarcik, bo wiadomo, bez podobnego stwierdzenia Boski nie byłby Boskim ;)

środa, 30 września 2015

piątek, 25 września 2015

347

Ponad dwa lata nie miałem od niego żadnej wieści. Jako że choruje, lekarz swego czasu dawał mu tylko rok czasu, powolutku zacząłem się przyzwyczajać do faktu, że po prostu już go nie ma.
O Wielebnym coś tam wspominałem. Moja pierwsza miłość. Moje pierwsze złamane serce - w skrócie: zostawił mnie dla ex swojego ex (to osobna historia, mogąca posłużyć za scenariusz telenoweli).

Parę razy śnił mi się, w takiej zwyczajnej sytuacji, zupełnie jakby przyszedł się pożegnać.

Aż tu wczoraj, ni z tego i owego dostaję bezczelnego smsa z obcego numeru "Żyjesz Ty jeszcze?". 

I piszemy*. Na What's appie. Dalej jest z Tępym T. (7 lat), wyemigrowali do Francji. Trochę mi się przykro zrobiło, ale to raczej z tego, że dotarło do mnie, iż ludzie dookoła mnie układają sobie życie tylko mi nie wychodzi (i nie mówcie, że mam wymagania obniżyć, to pedały muszą zmienić nastawienie ;/).

Nawet złośliwy nie jestem.
Bo po co?

Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr...

*Zaskoczył mnie, bo pamięta (i nie tylko to ;)), jak mu puszczałem kiedyś teledysk Ayumi Hamasaki i że się nią zachwycałem. Nawet jej imię poprawnie napisał. Fajnie mieć dobre wspomnienia.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

336

Odezwał się po ponad dwóch miesiącach ciszy.
Ot mieliśmy takie okresy intensywnych smsów (o pierdołach), gdzieś tam zapraszałem na kawę, ale jakoś nie podejmował tematu. Myślę, że się bał, nikt o nim nie wiedział i chyba dopiero poznawał swoją 'inność'.

Przeprosił za długą ciszę, sporo się u niego pozmieniało, dorósł do pewnych spraw. I tak parę dni znowu z smsami, tym razem on zaproponował spotkanie. W tym tygodniu miał mieć nieco czasu.

Dzisiaj wysłałem mu smsa, zwyczajnego z pytaniem co słychać. I odpisał, że nie będzie owijać w bawełnę, bo ceni sobie szczerość, ale spotyka się z kimś i chce być wobec niego lojalny.

Odpisałem "Spoko, 3mam kciuki więc :)"

I się zastanawiam, po chuj się odzywał, skoro z kimś się spotyka?

niedziela, 4 maja 2014

320

exMOB jutro wraca do Polski.

Nie wiem co jest gorsze: to, że mu się nie udało, czy to, że w głębi ducha cieszę się, że wraca...
 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

sobota, 5 kwietnia 2014

317

Z cyklu: (nie)boskie dylematy

Jakiś tydzień temu dostałem na jednym z portali bardzo konkretną wiadomość. Na tyle konkretną, że pozwoliłem sobie odpowiedzieć i zaryzykować szansę posiadania kolegi (mimo iż faceci o statusie 'zajęty' tudzież 'w otwartym związku' trzymam na odległość ostro zakończonego kija).
Z kolegą nawet się spotkaliśmy jakoś w poniedziałek, dość spontanicznie zaproponował spacer. 1,5h chodzenia i gadania, głównie o związkach, ja o tym jaki to świat jest parszywy i że mnie chłop zostawił, on o tym, jaki to świat jest parszywy i go żona wychujała, że żył w kłamstwie i w sumie dobrze się stało a poza tym jaki to on jest TERAZ szczęśliwy ze swoim Miśkiem i oh i ah....

Tak to ostatnie to sarkazm... 

Teraz od czasu do czasu muszę wysłuchiwać/wyczytywać na gg jaki to on jest szczęśliwy, a dwa dni wcześniej pisał, że to chyba koniec jego CZTEROMIESIĘCZNEGO związku, bo się o coś tam pokłócił z facetem... no ale na następny dzień się pogodzili i spędzili bardzo upojną noc i och i ach jak słitaśnie... i w ogóle to wpadł jak śliwka w kompot tak się w NIM zakochał i och i ach i sraka taka....

Tak, to ostatnie to sarkazm...

Za to dzisiaj Boski umówił się z kolesiem z własnej mieściny. Mało, że się umówił w ciemno, to jeszcze nie wykluczył, że będzie seks, bo koleś w końcu napisał, że nie ukrywa, iż ma ochotę na seks do tego chata wolna (miałem prezerwatywy, bezpieczeństwo to u mnie priorytet ;).
No niech będzie, posrany byłem, bo randka w sumie w ciemno (nie tak do końca ale o tym zaraz), koleś tak wstydliwy, że zdjęcia nie chciał przesłać.
Ale twardo o 16 stawiłem się w umówionym miejscu, rodzicielce wymijająco powiedziałem, że idę na spacer a może i na kawę (w końcu kawa może mieć wiele znaczeń.... prawda?).
Dzień nie za ciepły, trochę wiaterek chłodnawy, tak szczerze powiedziawszy zmarzłem nieco czekając te 15 minut, ale myśl, że może będzie seks to i się rozgrzeję jakoś dodawała mi optymizmu.

Poza tym koleś prosił o dyskrecję*. Rzeczywiście, koleś sam jest bardzo dyskretny, do tego stopnia, że się nie pojawił. A ja kurwa zostawiłem zapalniczkę w samochodzie i nie miałem czym papierocha odpalić a przy sobie ani złotówki nie miałem. No co? Przecież na kawę się umówiłem...

*rzecz ma się tak: koleś już dawno próbował mnie poderwać. Wiedział jakim autobusem jeździłem, o której godzinie, że mnie z podstawówki jeszcze kojarzy. No słowem - psychofan... Zapraszał mnie do siebie, ale że nie chciał mordy pokazać to go spławiłem. Z anonimami nie mam ochoty rozmawiać.
Teraz postanowiłem dać mu szansę. Mało tego. Koleś przekonany o dyskrecji, nie zdaje sobie sprawy, że przeprowadziłem już poprzednio małe poszukiwania, mój detektywistyczny umysł przewertował wszystkich ludzi, którzy jeździli ze mną autobusem i... znam nie tylko imię, ale i nazwisko owego kolesia, a także wiem gdzie i w jakiej firmie pracuje. Hmm... zaraz, zaraz, to chyba jednak ja jestem psychofanem...
Chciałem mu napisać coś w stylu "wiem, gdzie pracujesz" lub "wiem, jak się nazywasz", ale jeszcze mu coś odbije... więc póki co cichutko w duchu się podśmiewam z Pana Icognito :))

wtorek, 18 marca 2014

316

Z cyklu: (nie)Boskie Historie.

Przy mojej ostatniej wizycie w Warszafffce miałem za zadanie sporządzić odpowiedź do PIPu na nakaz. Dodam, że zawieźć musiałem osobiście, bo to ostatni dzień był, mało tego, nakaz nie został zrealizowany (powiedzmy, że był w trakcie, kierowniczka obiecała załatwić temat przez sobotę i załatwiła).
Ale nic to. Poszedłem do Głównodowodzącego i mówię, że potrzebuję jego podpis na odpowiedzi, żeby dzisiaj o 11ej zawieźć, bo termin upływa, jeszcze nie jest zrealizowany, ale mają to zrobić a odpowiedź i tak trzeba wysłać.

- Do jedenaśtej? To bardzio mało ciaśu mi dałeś... - była godzina 8 rano, myślę sobie co on pierdoli ma mi tylko dać głupi podpis - Ja wiem, zie mieliśmy duzio ciasiu na to. Psijć do mnie o 9 na halę, będę z Siefami chodzić to Ci dam.

Dorwałem go na hali, chodził z Szefami i mówi: - Bośki, ić do direktorki pienienźnej, ona ci podpisie.

Myślę sobie: co ma dyrektorka pieniężna do odpowiedzi skoro ona w biurze siedzi a nie na hali?
No ale dobra, idę, mówię o co kaman (wyszło przy okazji, że ten dział należy do niej oprócz pieniężnego), ona o niczym nie wie a poza tym nie ma upoważnień do podpisywania takich rzeczy...
Idę do zastępcy Głównodowodzącego, z nim może się dogadam, bo tamten to obcokrajowiec.
A ten do mnie z tekstem, że też nie ma upoważnień... W końcu z wielką łaską podpisała pani kierownik, która upoważnienia miała.
No super. Asterix i Obelix misja Kleopatra...

To teraz jazda do PIPu.
Trafiłem nawet bez problemów, taszczę się z walizą, wchodzę do windy, jacyś mili państwo w windzie. Klikamy, drzwi się zamykają, winda pojechała 5 centymetrów w górę i stoi...
Nie, nie da się drzwi otworzyć, naciskamy alarm, robimy raban.
Po 15 minutach pan z technicznego nas uwolnił.
Patrzy na mnie i mówi: A pan to z tą walizą? Pan sobie zostawi tu w rececji, pani sympatyczna przypilnuje, bo pan to do PIPu to na V-te piętro?
- Nie, na IIIcie do inspektora XY.
- Ale tu nie ma takiego...
- Jak to nie ma? Był u nas na kontroli w zeszłym roku.
- Aaaa, to może chodzi o pana ZY??
- A faktycznie, pomyliłem imiona...
- No to jego nie ma, bo on już nie żyje...
- ...


Jeśli chodzi o młodszego to temat zamknięty. Potwierdził, że niczym nie różni się od 99% ludzi na homoportalach. Spotkaliśmy się drugi raz, miło się rozmawiało, dalej dziennie smsy, aż ni z tego ni z owego przestał się odzywać.
Po tygodniu coś do niego napisałem, coś tam odpisał. Tydzień później znowu smsa napisałem, coś tam odpisał.
Za trzecim razem gdy chwyciłem za komórkę, żeby znowu coś do niego napisać stwierdziłem - pierdolę. Z gównażerią się nie zadaję.
Ale nie ukrywam, szkoda mi trochę. Może się wystraszył, że coś może z tego być?
Niestety preferuję facetów z jajami, on widocznie ich nie miał, skoro nie napisał, że nie chce kontynuować znajomości.

A poza tym mam być chrzestnym córki mego brata. Tylko nie wiem co ze spowiedzią zrobić, z wiadomych przyczyn. Świstka ani przykazu, że muszę iść i mieć na to papier nie mam... Więc dylemat moralny czy iść spowiadać się okrężnikami czy odpuścić... Tylko będzie potem pierdolenie, że chrzestny do komunii nie poszedł. Eh.... szczerze liczyłem, że kogoś innego brat weźmie no ale co zrobić...
Gangol kupiłem taki niebieski czy granatowy (pochwalę się - z 1200zł na 650 przeceniony, skarpetki gratis :P), buty też. Buty, mimo że eleganckie bardzo mi się podobają (wrócę do domu to zdjęcie wrzucę).
No i oczywiście na koncie pustki.
Ale czego to się nie robi dla bycia boskim ;)

piątek, 29 listopada 2013

306

Im więcej czasu upływa, tym bardziej się zastanawiam, po cholerę było to ciągnąć przez ostatnie dwa lata?
Tym bardziej, że exMOB nie wykazuje nawet teraz chęci jakiegokolwiek dialogu (ja się nie będę odzywał, dość inicjatywy wykazywałem) czy zainteresowania co słychać...
Więc skoro tak łatwo [?] było mu zrezygnować, dlaczego nie zrobił tego 2 lata temu?
Ano dlatego, że wtedy nie czuł się jeszcze dobrze, więc byłem mu potrzebny.
Teraz, dzięki lekom poczuł się pewniej to po co mu 'przyjaciel'?.

To sobie odpowiedziałem sam na pytanie...

Gdzieś u kogoś (chyba u Fioletowej :)) wyczytałem 30 rzeczy, które sprawiły mi przyjemność czy jakoś tak.
Próbowałem spisywać, nawet nie źle mi szło.

Niestety w tej chwili mogę listopad zaliczyć do najbardziej pechowych miesięcy w tym roku (ba! Nawet w ciągu ostatnich 3 lat!).
W poniedziałek od kożelanki szefowej mi się dostało, bo na firmie podobno na mnie narzekali (kurwasz!), co mnie już totalnie dobiło.

A dzisiaj z moim świerszczykiem na przegląd pojechałem i co? I mogę oddać autko na złom, bo przeglądu nie przeszło, inwestować już w niego nie ma sensu. Nie wiem czy ja faktycznie nie potrafię jeździć czy sam samochód to faktycznie już taki złom był.

Kożelanka szefowa powiedziała, że w styczniu będzie nowy-stary gruchot, więc grudzień bez samochodu spędzę.

A odnowiłem sobie profil na jednym z portali - i nic się nie zmieniło - ludzie zaglądają, obejrzą zdjęcia i idą dalej :) MOBa znalazłem w sumie po roku, więc wszystko jeszcze przede mną :P

exMOB na fejsie dał wczoraj opis: "Oskalpowałem sobie brodę maszynką jednorazową".
Pokusiłem się o komentarz: "Kara Boska! :P"

Sesesesese....

wtorek, 19 listopada 2013

305

Powód MOBa, dla którego był taki 'oschły' to fakt, iż postanowił wyjechać do UK i tam szukać szczęścia.
Powiedział, że się 'zastanawia' nad wyjazdem... Ale przed wczoraj na jakimś tam jego profilu na pewnym portalu wyczytałem 'Niedługo przeprowadzka do UK'.
Przykro mi, że nie powiedział tego mi wprost...
Ponieważ nie lubię nie wiedzieć na czym stoję, przed chwilą zapytałem go wprost: czy Twoje nieodzywanie się to swoisty sposób powiedzenia "Wyjeżdżam zrywam z Tobą"?

No i się dowiedziałem, że myśli, iż nasze drogi się rozchodzą.
I jeszcze dowiedziałem się, że od ponad dwóch lat [!] żyjemy jak przyjaciele.
Noż kurwa mać...

Napisałem MOBowi, że moją szczoteczkę do zębów i kapcie może wywalić do śmieci....
....razem z moim sercem.

W każdym razie Boski jest do wzięcia...

Jacyś chętni?

Ta dziura w klatce piersiowej jest nie do zniesienia.

niedziela, 17 listopada 2013

304

Z okazji 31-wszych urodzin życzymy ex-MOBowi wszystkiego najlepszego i powodzenia na nowej drodze życia.





P.s. Oby do końca życia prześladował go syndrom "Ty nie jesteś Boski, bo Boski jest tylko jeden..."

sobota, 2 listopada 2013

301

MOB jakiś dziwny jest od dwóch dni.
Oczywiście nie napisze co jest nie tak.
Wczoraj mu napisałem na skype, że jest dla mnie oschły. Dzisiaj się w ogóle nie raczył odezwać...
Więc zarzucam focha i też się nie odzywam.
Prosić się kurwa nie będę.

Byliśmy w ubiegły weekend u Kwiaciarzy.
Dowiedziałem się, że kolor róży na zdjęciu to 'herbaciany'...
Dla mnie to jasny pomarańczowy, ale widocznie chuja się tam znam na kolorach...

sobota, 3 sierpnia 2013

296

MOB pojechał sobie do Kwiaciarzy* chlać. 
BEZE MNIE.
Trzeba będzie mu focha zarzucić.
Czasem mnie to irytuje, idzie/jedzie gdzieś, przez cały dzień się nie odzywa. No chyba, że ja się odezwę.
No ale faceci nie myślą jak to moja mama mówi, więc muszę mu wybaczyć...

Za to sobie osłodziłem dzisiaj wieczór:



MOB na diecie więc i tak by tego nie docenił.
A przecież moje gofry są jak pączki w tłusty czwartek: kobietom idą w cycki, facetom idą w ........ spodnie ;)


*taka parka, z którą zna się już parę lat. Czasami do nich wpadamy na kafę, tudzież chlanie. MOB chla, ja udaję, że ich pijackie zachowanie jest śmieszne [w sumie to jest :P]. Długo się zastanawiałem jaki przydomek im dać, no i wymyśliłem ;)

piątek, 19 lipca 2013

294

Najchętniej to bym się położył i gapił w sufit i nic nie robił.
Ten tydzień był zdecydowanie spokojny (w porównaniu do ostatnich dwóch tygodni). No, we wtorek wparował mi Sanepid na firmę i miło jest mi się pochwalić, że panie nie miały żadnych zastrzeżeń :)

Za to w przyszłym tygodniu ma być w Warszaffffce PIP. Z jednej strony się cieszę - może coś się ruszy w kierunku poprawy. Z drugiej strony obawiam się, że jak będą jakieś nieścisłości to spadnie na nas i będziemy mieli przejebane (a umowa jakoś nam jesienią się kończy).
No ale zobaczymy, byleby mnie kożelanka szefowa nie wzywała do Warszaffffki.

Mama dzisiaj obchodziła 60tkę.
Wygląda zdecydowanie na młodszą a i szczęśliwie zdrowie dopisuje, ale tak się zastanawiam 60 lat... I co dalej? Jeszcze 10 lat zostało? 20? A może to jest tak, że w pewnym wieku nie przeszkadza nam wizja końca tego ziemskiego życia?

Z MOBem nie widziałem się od czasu powrotu z wakacji. Znowu przyjechało homofobiczne wujostwo mieszkający w Niemcach, więc MOB udaje przykładnego i grzecznego singla...

W niedzielę się w końcu do niego wybieram, bo wujostwo jakoś na dniach wyjechało i mają wrócić dopiero w przyszłym roku.

To ja idę się jednak położyć....

czwartek, 27 czerwca 2013

290

Wybrałem się wczoraj z Wiedźmą Be na Kac Vegas 3.
Ja chyba nie czaję dzisiejszych komedii. Parę momentów mnie rozbawiło, ale ogólnie film dupy mi nie urwał (tudzież pęcherza).

Uświadomiłem Wiedźmę Be, że nasza znajomość trwa już 11 lat. Na początku myślała, że sobie jaja robię, ale jak policzyła to faktycznie, trochę czasu minęło.
Zażyczyła sobie mojego klona, tylko takiego co mu dziewczyny będą się podobać. MOB będzie miał mnie a ona moją drugą wersję dla kobiet.

Jej życie prywatne "trochę się" pokomplikowało, mąż okazał się nieodpowiedzialnym dupkiem. 
Mam cichą nadzieję, że może jednak gdzieś kiedyś prywatne szczęście się do niej uśmiechnie i trafi na jakiegoś Boskiego ;)

sobota, 1 czerwca 2013

282

Widok z okienka wczoraj był taki:


Po przylocie był obiad:


No i wieczorem kolacja:



A dzisiaj rano breakfast:


Muszę powiedzieć, że przyjaciel MOBa okazał się sympatycznym człowiekiem. Zresztą jego żona też.

No i na plus gospodarz ode mnie ma to, że powiedział, iż jestem pierwszym facetem MOBa, któremu nie ma ochoty wpierdolić ;)