...nie trzeba przed nikim udawać, że wszystko jest w porządku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 17 września 2018
piątek, 30 marca 2018
379
Wyjazd udany.
Wyciszyłem się, stres ze mnie opadł.
Odkąd wróciłem stwierdziłem, że jak mam wyjebane na wszystko to jestem bardziej szczęśliwy (bo po co się przejmować?).
Młodego usunąłem z fejsbuka i insta (nie będzie gówniarz podglądać moich relacji).
Wywaliłem z telefonu zdjęcia, które z nim miałem.
Teraz tylko czekam, aż zadzwoni powiedzieć, że potrzebuje pomocy....
...po to aby mu powiedzieć: spierdalaj.
wtorek, 20 marca 2018
378
Siedzę w pendolino do Gdańska.
Uciekam.
Od wszystkiego.
Niby się uśmiecham, wczoraj usłyszałem, że bije ode mnie pozytywna energia. Ale to już resztki, wewnątrz krzyczę.
Muszę się odciąć.
Przynajmniej na chwilę.
czwartek, 8 września 2016
365
Tak się zbierałem do pisania i zbierałem... Co nieco ciekawych rzeczy się przytrafiło.
Jakiś czas temu spotkałem się z kumpelą. 16 lat się nie widzieliśmy. Więc było co nadrobić. Twarzowo nic się nie zmieniła za to ciałka przybyło ;) I ma zdecydowanie więcej poczucia humoru i uśmiechu.
Następna sentymentalna podróż - spotkanie z Wielebnym. 8 lat. Pogadaliśmy w zasadzie o tym, co się dzieje, zjedliśmy dobry obiad i rozeszliśmy...
Ani nie zakochałem się na nowo (niedoczekanie!), ani nie obudziły się we mnie jakieś żale (zapomniałem zabrać arszenik...).
Wyraźnie dałem mu do zrozumienia, że na moją dupę nie ma co liczyć (ale może mi swoją oddać =]). Teraz wnioskuję, że mu się znudziłem w takim razie, bo nawet na Whats'ap się nie odzywa. No cóż, typowy homik. Po spotkaniu koniec odzywek... Widocznie zabawniejsze jest wyrywanie przypadkowych kolesi.
A propo homików. To z jednym wybrałem się do kina w Warszafffce. Sausage Party. Humor klozetowy ale mi się podobał. Kolega sympatyczny, ale totalnie nic wspólnego nie mamy (książek nie czyta, do kina nie chodzi - podobno nie ma z kim, powiedziałem, że kiedyś znowu go wyciągnę, w żadne gry nie gra - bo nie ma komputera /ło jezusicku!/. Za to chodzi na siłownię - co widać :D - i na klabingi żeby się odstresować. No tak...).
Największa chyba niespodzianka. Wybrałem się na Pola Mokotowskie - ot połapać pokemony i przy okazji pozwiedzać. Kumpel się odezwał. 17 lat gdy ostatni raz się widzieliśmy. Szybkie umówienie na kawę, totalnie spontanicznie. W sumie nagadać się nie mogliśmy. Też zupełnie inny człowiek, niż go zapamiętałem. Bardziej wyluzowany i nie tak jak kiedyś buc, bo do Warszafffki się przeprowadził.
No i jeszcze spotkanie z kuzynką. Jakoś zawsze brakowało czasu. Akurat z urlopu wróciła, rodzinka została jeszcze nad morzem, więc mogliśmy spędzić czas przy piwie, pizzy, drinkach, wygłupach i gadaniu. Strasznie mi tego brakuje, zanim rodzinę założyła mieliśmy zdecydowanie częstszy kontakt... to się chyba dorosłość nazywa.
Urlop spędzony w domu. W planach był wyjazd do kuzynki na mazury, ale przy okazji rozmowy jakoś nie potrafiła się określić czy mogę przyjechać czy nie, więc na siłę nie będę się wciskać...
Miałem ambicję, aby nauczyć się jazdy na rolkach. Jednak po obejrzeniu filmików dla początkujących na youtube stwierdziłem, że pewnie się wypierdolę i zabiję - zrezygnowałem.
Za to rower kupiłem. Bez szaleństw, ale czasami na przejażdżkę się wybiorę. Oczywiście zaliczyłem glebę do rowu, ale przeżyłem nawet bez zadrapania. W końcu behape ponad wszystko ;)
piątek, 3 lipca 2015
333
Boski na urlop zasłużył? Zasłużył.
W środę wieczorem pakowanie walizki. W łazience spadła mi półeczka, stwierdziłem, że to znak, iż będą pewnie przygody w podróży.
Zapobiegawczo w czwartek wyjechałem po 5ej.
Trzeba było samochód do Wawy odstawić i stamtąd na Mazury do kuzynki.
Droga do Częstochowy super, na spokojnie, ruch przyzwoity bez długiego czekania na światłach. Kolejny postój 100km przed Warszafffką (tam gdzie mnie obrobili i mniej więcej tam, gdzie swego czasu kapcia złapałem). Świetnie, jak tak dalej pójdzie to będę miał 2h do pociągu.
40km przed Warszafffką korek, samochody stoją, ludzie wychodzą na zewnątrz i się opalają... (Tir zdaje się z dostawczakiem się zderzył, 1 ofiara śmiertelna, droga zablokowana).
Godzina stania w korku, myślę sobie - nie zdążę, już w głowie kombinuję przebukowanie biletu. Ale panowie kierowcy zaradni, zdemontowali barierkę na asfaltówkę poprowadzoną na przełaj (kończyła się też na barierce, podejrzewam, że kiedyś zrobią zjazd w tym miejscu), kilka metrów po polu i wjechało się na drogę...
Z godzinnym zapasem dotarłem do stolycy, wsiadłem w pociąg, zajechałem do Olsztyna.
No to godzinka do pociągu, wychodzę zapalić przed dworzec. Palę sobie, podchodzą panowie strażniki "Dzień dobry, palenie w miejscu niedozwolonym, mandacik 500 zł...".
Skończyło się, na 50 zł. Stałem bezczelnie koło słupa na którym był znak zakaz palenia (niestety od strony zewnętrznej dworca, więc wychodząc z budynku nie był widoczny ale spoko)...
Trochę pan ochroniarz się zdziwił, że nie stawiałem oporu, na co mu łaskawie wyjaśniłem, że jestem behapowcem i też daję mandaty jak złapię za rączkę, więc tu nie ma co dyskutować...
Tym sposobem zasiliłem Urząd Marszałkowski w Olsztynie kwotą 50 zł. Niech się cieszą urzędasy.
W pociągu IR znalazła się sierota większa ode mnie - laska wsiadła w zły pociąg. Skapła się dopiero po odjeździe... Ale uczciwie chciała kupić u konduktorki bilet do najbliższej stacji, konduktorka nie zdążyła go wystawić i puściła sierotkę.
Ja za to wyciągam bilet z plecaka, spoglądam przed siebie i widzę, że jakiś koleś się na mnie gapi. Ni brzydki, ni piękny...
Dopiero po kilku sekundach zajarzyłem, że to moje odbicie...
Za to dzisiejszy dzień upłynął na łapaniu słońca. Niewiele go złapałem, bo krem z filtrem 50tka, ale to sama przyjemność być na zadupiu, gdzie psy dupami szczekają, z dala od ludzi i hałasu miejskiego...
A tu lismanore:
A tu taki sobie księżyc w pełni:
niedziela, 16 czerwca 2013
286
Wczoraj odebrałem świerszczyka po naprawie. I wszystko byłoby w porządku, gdyby kożelanka szefowa nie zapomniała zostawić dokumentów z samochodu.
Także do wtorku muszę bujać się wyjątkowo przepisowo z nadzieją, że jakaś kontrola mnie nie zatrzyma.
Tym bardziej, że kożelanka szefowa w Grecji siedzi i jutro wieczorem dopiero wróci.
Ostatnio dość często za granicę jeździ na wakacje z czego wnioskuję, że nasza dwuosobowa firma ma całkiem dobrą płynność finansową hehe.
Urlop minął zdecydowanie za szybko. Co prawda najchętniej już w środę z MOBem byśmy wrócili no ale...
Fajnie było ale się skończyło.
W domu niespodzianki, jedna miła druga już mniej. Mniej miła - chrzestny miał operację coś się tam mu popsuło, na szczęście wszystko powinno być ok, już do domu wrócił.
A bratowa pokazała usg 3 miesięcznego dziecięcia, które mam nadzieję, będzie zdrowe.
Z Londynu przywiozłem sobie opakowanie po papierosach - żeby przypominało mi o mojej głupocie, za którą zapłaciłem 8 funtów.
A dla Królowej przywiozłem malutki prezencik: kotka, który rzekomo przynosi szczęście w biznesie. Jak to mój brat stwierdził: na pewno przynosi szczęście, zwłaszcza temu, kto te koty produkuje...
P.s. Tiru-Riru jeśli to czytasz to masz wpierdziel za skasowanie bloga...
piątek, 7 czerwca 2013
285
Dzisiaj kulinarnie po japońsku:
zupa: spring onion soup (mniam)
danie główne: chicken teriyaki coś tam coś tam
i jeszcze kaczuszka (albo gęś diabli wiedzą) z wizyty w Hyde Parku (bo mi ładnie wyszła):
A jutro jadę z MOBem na spotkanie z ludźmi z jego dawnej pracy (9 lat się nie widzieli). Nie wiem co tam będę robić, chyba tylko przytakiwać ale Gospodarz nie chce go samego puścić. Miał z nim jechać ale ostatecznie coś mu wypadło więc stwierdziłem, że pojadę.
Trza se chłopa w końcu pilnować....
czwartek, 6 czerwca 2013
284
Podobno w Polsce słońca nie za wiele więc posyłam trochę z Londynu.
Muszę powiedzieć, że pogoda pozytywnie zaskakuje :)
Boski w Hyde Park
niedziela, 2 czerwca 2013
283
Dzisiaj z MOBem zrobiliśmy wypad do Londynu.
Możemy spokojnie powiedzieć, że zwiedziliśmy niemal cały Londyn wzdłuż i wszerz. Co prawda pod ziemią no ale zawsze coś ;)
Chcieliśmy do Soho iść i też poszliśmy (po wizycie w Crystal, gdzie nasz gospodarz jest ochroniarzem) aczkolwiek trochę się naszukaliśmy, bo MOB już nie pamiętał jak tam dotrzeć.
Niestety knajpka do której MOB chciał iść już nie istniała.
Pod pubami stało stado chłopów, jeden przy drugim, jak sardynki zbici w kupę.
Stwierdziliśmy z MOBem, że geje to to nie mogą być, bo jakieś to takie brzydkie, stare i niezadbane, a wiadomo, że homo to śliczni chłopacy są [tudzież Boscy]. Uznaliśmy, że po prostu chłopy przyszli jakiś mecz oglądać, ewentualnie za jakieś 15-20 lat sami będziemy w takich knajpach siedzieć...
Wracając już do domu byłem 'podrywany' przez jakąś 40+letnią angielkę.
Tak jakoś zerkała na mnie i się uśmiechała. Mnie bardziej interesował przystojniacha siedzący na przeciwko mnie i MOBa :P.
A poniżej widoczek z Emirates Air Lines* czy jakoś tak to się zwie:
*jak ma się bilet całodniowy to jest zniżka zamiast 6 czy 8 funtów płaci się 3,20 funta w jedną stronę
sobota, 1 czerwca 2013
282
Widok z okienka wczoraj był taki:
Po przylocie był obiad:
No i wieczorem kolacja:
A dzisiaj rano breakfast:
Po przylocie był obiad:
No i wieczorem kolacja:
A dzisiaj rano breakfast:
Muszę powiedzieć, że przyjaciel MOBa okazał się sympatycznym człowiekiem. Zresztą jego żona też.
No i na plus gospodarz ode mnie ma to, że powiedział, iż jestem pierwszym facetem MOBa, któremu nie ma ochoty wpierdolić ;)
niedziela, 28 kwietnia 2013
274
W sumie to decyzję podjęliśmy dość spontanicznie.
Zaraz na drugi dzień zadzwoniłem do mojej kożelanki szefowej, powiedziałem co i jak.
"No jakoś będę musiała sobie poradzić bez ciebie".
MOB zarezerwował bilety i 31 maja wylatujemy do Londynu.
Nie cieszcie się, lecimy tylko na 2 tygodnie ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












