Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gej. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 marca 2025

390

Dzisiejszą akcję po prostu muszę uwiecznić (kolejna pewnie nieprędko nastąpi).


Po 2 latach postanowiłem wyjść ze strefy komfortu* i umówiłem się na seks randkę**. Nie ukrywam, bardziej interesował mnie qtas kolesia niż cała reszta.

W pewnym momencie akcja, chwila trwa, w pewnym momencie koleś 'traci siły'. Dobra to oralnie. Po chwili pyta, czy chcę przy nim skończyć.

- Że co?

- No czy chcesz przy mnie skończyć bo jak widzisz mi nie wychodzi...

- Niepotrzebuję...

W sumie to nie wiem czy czułem się zażenowany czy lekko rozbawiony.

- Aż tak ze mną źle? - pytam

- Nie, bardzo cię przepraszam, ale po prostu totalnie nie jesteś w moim typie.

Na diabła w ogóle wchodził to nie wiem, ale taki urok randki w ciemno.

Zebrał się, pojechał dodając na odchodnym "Myślę, że nasze drogi więcej się nie zejdą".

No jeśli liczył, że będę tęsknić to by się rozczarował.

Wracam do pokoju. Z szafy koteł wystawia łepek, sprawdza 'czy już bezpiecznie'.

I lampka mi się włączyła, bo byliśmy twarzami do szafy, chyba w trakcie kicia wystawiła łeb, spojrzała na kolesia i mu się totalnie odechciało...


Aż mi się przypomniała moja akcja sprzed paru lat z grubasem i jego kotem...


*mój introwertyzm i brak zaufania do ludzi zdecydowanie się nasilił w trakcie pandemii... Chyba słusznie.

**2 lata temu skończyło się tym, że kolesia odwiozłem do domu (do niczego nie doszło). Ale to osobna historia.

sobota, 7 maja 2022

389

 Wszedłem przypadkiem, postanowiłem coś napisać...


Coś dobrego: mieszkam na swoim, jak to pisałem w jednym z poprzednich postów. Właścicielka po ponad  roku zabrała swoje graty z mieszkania więc mogę urządzać po swojemu. Ale powolutku, raty rosną, więc pasa człowiek musi zaciskać. 


Coś dobrego 2: chciałem kotka. I mam kotka. Rudzielca. Wziąłem go jak miał 1,5 miesiąca, więc praktycznie wychowałem. Teraz jest już nieco ponad rocznym kocurkiem. Mój mały dzikusek, przed obcymi się chowa (ale po paru minutach ciekawość bierze górę ;)) ale mizianie o 5 rano jest miłe (i obowiązkowe).


Irytuje mnie, gdy ludzie pytają "A jak tam sprawy sercowe?". Powiedziałbym, że chujowo ale z tego chuja to bym się ucieszył. Były epizody, nadzieja na coś trwalszego, ale oczywiście przyciągnąłem kolesi z problemami. I nie mówcie, że sobie wmawiam.

Teraz? Teraz mam kryzys wieku średniego i uganiam się tylko za 20 letnimi dupami. No dobra za 22 letnią. Poznaliśmy się w pracy, gdyby nie to, w życiu bym się z nim nie umówił. Gdy mu podziękowano napisałem, od słowa do słowa, spotkaliśmy się raz, drugi, trzeci w końcu u mnie. Całowanie było na 4 tej randce (po 6tej wyszło szydło z worka, dlaczego jeszcze do łóżka nie poszliśmy). 

Jakieś 3 tygodnie temu powiedziałbym nawet, że mam chłopaka ale chyba jednak nie. Ma swoje priorytety. Ja do nich najwyraźniej nie należę. Nie rozumiem tylko, dlaczego nie powie wprost "pozostańmy na stopie koleżeńskiej". Nie będę zrzędzić, parcia jakoś nie mam, zobaczę co czas przyniesie.


Ze złych rzeczy - w pandemii wyszła mi borelioza. Teoretycznie jestem z niej 'wyczyszczony' (terapia generatorem plazmowym - medycyna naturalna. Mniejsza o większość, po 2 sesjach poczułem znaczną poprawę - zniknęły stany depresyjne, znowu miałem siłę, żeby rano wstać z łóżka). Jedynie nogi od kolan w dół bolą, kiepsko sypiam i jestem zmęczony. Jak uzbieram kasę, to będę szukał pomocy.


Daję radę. Powolutku. 

Do przodu.

sobota, 24 października 2020

388

 Wielebny (tak, ciągle żyje, chociaż przyznał się, że ostatnio psychicznie z nim kiepsko) wysłał mi zdjęcie: telewizor a przed nim kot (brytyjczyk) siedzący i gapiący się w ekran z podpisem "Tak wygląda oglądanie tv gdy ma się kota".


Odesłałem mu foto laptopa, z iqosem przed monitorem i podpisem "Tak wygląda oglądanie gdy jesteś samotny".


Polecam "Gambit Królowej" na Netflix 

wtorek, 13 października 2020

387

 Dawno mnie tu nie było.

Ale muszę z siebie coś wyrzucić. Coś dobrego. A przynajmniej mam nadzieję.

Za chwilę jadę podpisać umowę kredytową na mieszkanie.

I boję się w chuj. Na 25 lat, samemu...

Ale będę przynajmniej na bankowym... znaczy się - 'na swoim' :)


Przerażająca wizja....

piątek, 8 listopada 2019

386

Nie mam problemu z pokazaniem swojej twarzy na profilach randkowych.
Gdzieś tam, dawno temu, pisałem, jak mnie irytują ci wszyscy 'dyskretni', nie będę znowu o tym pisać.

Jest jeden portal, na którym nie mam twarzy (przynajmniej nie dla wszystkich).
Ludzie lajkują mojego fiuta, moją dupę i całą resztę.

Ale tam gdzie mam widoczną twarz, gdzie szukam kogoś 'żeby był' cisza.

Ostatnio wyrwałem stomatologa na pokemony. Zaprosiłem na drugi dzień na kawę. Ot delikatnie mnie podrywał, co mi tam, milutki był, skorzystałem. Może nieco w akcie desperacji, bo brodaty, lekko miśkowaty to nie mój typ.
Szkoda tylko, że chodziło mu o moją dupę. 

Jakoś tak dziwna jest myśl, że moja dupa ma większe powodzenie od mojej mordy i intelektu.

niedziela, 17 czerwca 2018

381

Pisaliśmy ze sobą  w ubiegłym roku. W sumie niezbyt długo, on zaraz wyjeżdżał, więc czasu na spotkanie nie było. Poza tym pisał tak chaotycznie, że miałem wątpliwości, czy ma równo pod sufitem.

Odezwał się we wtorek. Jako, że rolkowałem w pobliżu, powiedziałem, że może wpaść na kawę (nie wiedziałem, że to on, kolejny 'dyskretny').

Przyszedł. Jak go zobaczyłem, skojarzyłem. Wygadany. Mówił dużo. Bardzo dużo. W pewnym momencie stwierdziłem, że przypomina mnie sprzed 10 lat, gdy na te homikowe sprawy patrzyłem w sposób bardziej naiwny niż realny.

Umówiliśmy się na sobotę. Zrobiliśmy sobie wycieczkę całodniową.
Zaiskrzyło coś. Chociaż niczego obiecywać nie zamierzałem. Związek na odległość jest nie dla mnie.

A seks... na pożegnanie, może jednorazowo, ale.dawno nie dał mi takiej satysfakcji, mimo iż w samochodzie, na parkingu w lesie.

Dzisiaj wyleciał do UK. 
I mimo, że niczego nie obiecywałem, to mam wrażenie, że jednak jakąś cząstkę mnie zabrał ze sobą.

czwartek, 5 kwietnia 2018

380

Spodobał mi się w zasadzie od pierwszego wejrzenia. Przystojny i sympatyczny. Do tego miał to coś, co mogłoby sugerować, że jest od 'nas'.
Tym bardziej, że chłopak na recepcji w firmie to raczej rzadki przypadek (przynajmniej ja się nie spotkałem, oprócz hoteli).

I jak ten idiota zagadywałem, rzucałem żartami. W pewnym momencie zacząłem kombinować, może na kawę zaprosić, a może wręczyć mu pamiątkę z Gdańska...

Tylko jak już zbierałem w sobie odwagę, to się okazywało, że coś jest nie tak - a to na recepcji co chwilę ktoś się kręci, a to z rana, gdy jeszcze ruch mały przychodzi druga recepcjonistka (jakież to było rozczarowanie, gdy zobaczyłem, ją a nie Jego - jak się okazało - wymieniają się, raz jedno na 8 przyjdzie raz drugie).

A dzisiaj wparował akurat do sali, gdzie miałem szkolenie (już sam byłem). Zagadałem o święta, zapytałem ile zajęcy złapał (żadnego ;)).
No ale kawy nie zaproponowałem.

W końcu przed 9 nim kolejne szkolenie miałem zacząć, pod pretekstem pieczątek i odbioru listów, w pewnym momencie wypaliłem:
- Nie obrazisz się jak Ci zadam pytanie?
- Nie ...
- Gdybym Ci zaproponował wypad na kawę lub piwo, co byś powiedział?

Spojrzał i tym swoim spokojnym, łagodnym głosem odpowiedział:
- Nie dzięki, mam dziewczynę... Ale kiedyś po koleżeńsku to czemu nie.
- Aha, spoko - uśmiechnąłem się, podałem faktury i poszedłem.

Matko, czułem się jak kretyn roku, dosłownie król żenady. 
Dobrze wiem, że to 'po koleżeńsku' nigdy nie nastąpi.

ALE... nie straciłem dobrego humoru. Siedzi to we mnie, ALE zaczęło docierać do mnie, jak bardzo zmieniłem swoje podejście do życia przez to, co się działo w ostatnich miesiącach.

I nie żałuję, bo czasami trzeba zaryzykować (nawet jeśli jutro mnie wezwą na dywanik i zwolnią za molestowanie HA HA).

...

W zasadzie miałem go już w zeszłym roku, nawet rozmawiałem z kożelanką szefową. Ale za chwilę wyskoczyła jej ciąża, potem pojawił się Młody i miałem nadzieję, że jakoś może ta Warszafffka się ułoży.

W końcu "zawsze jest jakiś plan B".

Czas zacząć go powolutku realizować....

sobota, 24 lutego 2018

377

Powoli trzeba wracać do równowagi psychicznej.

W tym celu umówiłem się na randkę.
Randka miała dwie zasadnicze wady:

żonę i 17-letnią córkę

jakoś mam przykre wrażenie, że normalni faceci do mnie nie ciągną...

sobota, 17 lutego 2018

376

Musiał się ode mnie wyprowadzić.
Miałem dość.


Tak blisko był a jednak nieosiągalny. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że to co czuję nie ma już znaczenia. Dla mnie. Dla niego tym bardziej. 
Dla niego jestem tylko kumplem. Ja widzę siebie jako frajer, który go utrzymywał i nic z tego nie miał. Nawet szczerości, tylko kłamstwa, które i tak wychodziły szybko na jaw.

Tak bardzo się zaangażowałem (uczuciowo nawet za bardzo), przewróciłem swoje życie do góry nogami, żeby mu pomóc się ogarnąć, naprostować swoje życie.

Nie skorzystał z wyciągniętej pomocnej dłoni.

Teraz tak tu pusto. Dawno nie czułem się tak samotny w tym wielkim mieście.


Ale chyba lepsze to, niż patrzeć jak wybiega z domu na fun, fun, fun, wiedząc, że nigdy nie przyjmie mojego serca...

środa, 10 stycznia 2018

375

Droga donikąd

                A pamiętasz, Boski, te czasy, gdy narzekałeś na nudę? Gdy Twe życie polegało na bujaniu się między pracą, domem, między Sląskiem a Stolicą. Jaki Ty byłeś nieszczęśliwy, samotny, jak to brakowało tego... kogoś?
Czas nudy i pustki wydaje się taki odległy, a to przecież kwestia ostatnich 4ech miesięcy, gdy świat wywrócił się do góry nogami. Wszystko zaczęło się zmieniać, łącznie z Tobą...

PAŹDZIERNIK
Pamiętasz, gdy Wytrzeszcz, u którego wynajmowałeś pokój, zadzwonił do Ciebie i powiedział, że wyjeżdża na tydzień a do jego pokoju wprowadzi się Młody? Ale to tylko czasowo, to tylko kolega, on z nim nie chce kręcić, bo Młody jest za młody i głupiutki jeszcze, a on potrzebuje kogoś dojrzałego, kogoś kto da mu wsparcie psychiczne, gdy Dziadyga alkoholik znowu odwali jakiś numer. On mówił Młodemu, żeby Ci dupy nie zawracał i nie wchodził do pokoju, żebyś miał spokój, bo Ty lubisz ciszę i spokój.
***
I w końcu ten środowy wieczór, gdy przyjechałeś do Warszawy. Zmęczony po podróży rozpakowałeś walizkę i wtedy do pokoju wszedł ON. Do dziś masz w głowie pierwszy moment, gdy zobaczyłeś ślicznego, uroczego, roześmianego blond 20-latka.
"Cześć! Młody jestem!"
Chwila rozmowy, nieśmiałe uśmiechy i myśl, jaki ten młodziak sympatyczny. Nie narzucał się, po paru minutach wyszedł, mówiąc, że nie chce Ci przeszkadzać.
***
Po środzie nastąpił czwartek, wróciłeś padnięty z pracy. Młody przyszedł, usiadł, rozmawialiście, śmialiście się, paliliście papierosy...
Gdy na balkonie, słuchając jego śmiechu, pomyślałeś "Jaki on głupiutki a mimo to uroczy". Gdy ze śmiechem, niby przypadkiem, dotknął Twojego ramienia. Myślałeś, że to przypadek, ale potem, przez przypadek, dotknął Twojej dłoni, ramienia, dla żartu klepnął w pośladek.
Miłe uczucie, gdy zdałeś sobie sprawę, że Młodemu podobasz się. Tak dawno nikt Cię nie podrywał, tak dawno nie czułeś się dla kogoś atrakcyjny.

Wieczorem Młody wychodził na imprezę (skąd miał pieniądze? Przecież nie pracuje). Ten nieprzyjemny moment, gdy usłyszałeś upadek Dziadygi, potem jego wołanie "Chłopcy pomóżcie mi!".
Młody zawołał "Boski pomóż mi go podnieść, bo sam nie dam rady". No tak, chucherko, niski, szczuplutki. Gdy zobaczyłeś Dziadygę oblanego potem, bladego, ledwo oddychającego, przerażająca myśl w głowie "Kurwa chyba zawał ma. Jeszcze śmierdzielowi usta-usta będę musiał robić...".
Posadziliście go z Młodym na kanapie. Poszedłeś zapisać adres i swój numer telefonu, aby w razie paniki nie zapomnieć gdzie jesteś. Wezwałeś pogotowie a Młodemu pozwoliłeś iść, w końcu młody jest niech się bawi, znajomi czekają, przecież nie będzie przy starym alkoholiku siedzieć w domu. Gdybyś Ty Boski wtedy wiedział...
Telefon do Wytrzeszcza, że Dziadyga w szpitalu. To takie nieco dziwne pytanie
- A kto wezwał pogotowie?
- No ja - odpowiedziałeś.
- A dlaczego?
- Jak to dlaczego? Wytrzeszcz, ja byłem przekonany, że on zawał ma, nie wiedziałem czy wykituje, do tego z dupy mu krew leciała.
- Aha, aha - odpowiedział tym swoim chaotycznym stylem - Wiesz, chciałem Ci powiedzieć, że on tak ma, bo już, wiesz, pogotowie było wcześniej i też go zabrali do szpitala, ale muszę Ci powiedzieć, że on tak zwraca na siebie uwagę i jemu nic nie będzie na pewno. No ale dobrze, że go zabrali, może jakoś się opamięta i przestanie chlać, ale wiesz, on już ma wyprany mózg przez ten alkoholizm, jeszcze depresja, psychotropy co bierze. Ja nie będę wracać do Warszawy, bo oni to zadzwonią do mnie i powiedzą co z nim jest nie tak. Ale dobrze, że Ty byłeś, bo wiesz, Młody to głupi jest, pewnie by go zostawił, a on w ogóle jest w domu?
- Nie, wyszedł do znajomych - skłamałeś. Poprosił Cię, żebyś nie mówił Wytrzeszczowi, że na imprezę idzie - Jak pogotowie było w drodze to powiedziałem, że może iść, bo sobie poradzę.
- Aha, aha. No ale ja jutro zadzwonię do Młodego i mu powiem najwyżej, żeby zaniósł Dzidydze jakieś rzeczy, wiesz, spodnie, buty, kurtkę, bo on w czym pojechał? Aha, tak go w koc tylko zawinęli. Wiesz, ja bym Ciebie jeszcze ewentualnie poprosił, EWENTUALNIE, gdyby Młody nawalił, bo wiesz, na niego za bardzo liczyć nie można i nie wiem czy on wróci jutro do domu, ale czy dałbyś radę podejść w razie czego do Dziadygi i zaniósł mu parę rzeczy?
- Pewnie, żaden problem dla mnie.
- Aha. No to fajnie. Dzięki, że mi dałeś znać, ale się nie przejmuj, bo wiesz, on takie akcje ma, próbuje zwrócić na siebie uwagę....
I znowu ten sam chaotyczny bełkot. Nie widziałeś wcześniej, że ciągle to samo opowiada?

***
Piątek. Dziadyga w szpitalu. Wróciłeś do domu, znowu padnięty po pracy. Młody poprosił Cię, abyś poszedł z nim do szpitala, bo nie chce sam z Dziadygą siedzieć. Szybko wróciliście do domu.
Obejrzeliście serial, pośmialiście się, wyszliście na balkon, sami w domu...
Pamiętasz, gdy drżał z zimna, zapytał czy może się ogrzać? Gdy się przytulił, objąłeś go ramieniem. Zrobiło Ci się...
Dotknął Cię, ze śmiechem powiedział "Oooo, nie śpi!!". Trochę Ci się głupio zrobiło, bo co on sobie o Tobie pomysli? Popatrzyliście sobie w oczy, lekkie muśnięcie ust. Wiedziałeś, że jest za młody jak na Twój gust (ale taki uroczy i słodki... i głupiutki). Obaj tego chcieliście. Zapytałeś, czy nie przeszkadza mu taka niezobowiązująca znajomość, bo nie jesteś na stałe w Stolicy, on jest młodziutki, różnica wieku. A on spojrzał na Ciebie i wiedziałeś.
Pamiętasz do dziś gdy Wasze usta zetknęły się, połączyliście języki, to było takie... podniecające. Nowe. Poczułeś ciepło na całym ciele. Boże drogi, jak Ty się dawno nie całowałeś.

Gdybyś wtedy wiedział, dla kogo to będzie niezobowiązujące, to co byś zrobił? Gdybyś mógł cofnąc czas?

Po wszystkim oglądaliście znowu kolejny odcinek serialu. Czyż to nie irytujące, gdy tak siedział obok i ciągle z kimś pisał na telefonie? Widziałeś Grindr, fellow, w końcu jego prawo, ma pewnie wielu znajomych. W końcu wyszedł, umówił się na piwo. Poczułeś się... dziwnie opuszczony.
Szybko wrócił. "Bo ja wolę z Tobą serial pooglądać".
W końcu poszliście spać, każdy do swojego łóżka. Trochę szkoda, prawda?

***

Sobota. Niemal cały dzień spędziliście oglądając seriale.
Jakie to było uczucie, gdy trzymaliście się za rękę? Gdy opierał swoją blond głowę o Twoje ramię?
Jakie to przyjemne uczucie mieć kogoś obok siebie... i znowu ten jego telefon... Hej, przecież byłeś obok, dlaczego wiecznie z kimś pisze?
A jak się poczułeś, gdy wieczorem powiedział:
- Pogniewasz się jeśli pójdę sobie na noc do jednego kolesia? Bo mi właśnie napisał, że mnie na fun zaprasza a jest tu z okolicy.
- Fun? ZNaczy seks, tak?
- No - roześmiał się - i dragi ma. Ja sobie czasami lubię wciągnąć - znowu się roześmiał.

Przecież mu nie zabronisz. A to ukłucie w sercu? Jeszcze mu bilet dałeś, żeby na gapę nie jechał. Głupku, co Ty robisz?

Dziwna to była dla Ciebie noc. Źle spałeś. Myślałeś, co on tam robi. Jak to robi. Czy jest przytomny? Ile tego bierze? Zabezpiecza się? I znowu to dziwne, nieprzyjemne ukłucie w sercu. Przecież to niezobowiązujące...

Fun, fun, fun... we dwóch, we trzech, w trójkącie, czworokącie albo innych kombinacjach. Z dragami, bo to przecież fun, fun, fun...

Tylko Wytrzeszczowi nie mów proszę, że tak sobie imprezuję.

Fun, fun, fun, ale co Wytrzeszcza to obchodzi co Młody robi, przecież nie są razem. Nie?

Wrócił o 6 rano. Jak dobrze. Teraz pewnie pójdzie spać, myślałeś. Pewnie zmęczony jest. O kaszle. Przeziębił się? Ale jak dobrze, że już wrócił. Cały i zdrowy. A pół godziny później znowu wyszedł. Dokąd? Wiedziałeś dokąd. Tylko nie w to samo miejsce, w zupełnie inne. Wolałbyś nie wiedzieć...

***

Martwiłeś się. Wrócił dopiero w poniedziałek, gdy byłeś w pracy.
Ale wcześniej, koło 14 zadzwonił Wytrzeszcz:
- Cześć Boski, możesz rozmawiać?
- No co tam?
- Słuchaj, chciałem Ci powiedzieć, że prosiłem Młodego aby poszedł do szpitala i zabrał parę ciuchów Dziadygi, bo jutro go prawdopodobnie wypiszą, ale wiesz co on najpierw nie odbierał i nie odpisywał na sms, muszę Ci jeszcze powiedzieć, że jak go prosiłem, aby poszedł to on do mnie, że jest zmęczony, bo w nocy nie spał. Wiesz, ja go nie kontroluję i mu nie bronię się bawić, ale mnie nie ma, a on za darmo mieszka, bo nie ma pieniędzy i ja nie wiem za co on imprezuje, ale przynajmniej niech w domu coś zrobi, niech się zainteresuje, w końcu to mieszkanie Dziadygi i jakoś wdzięczny powinien być, ale wiesz, na niego to liczyć nie można, bo strasznie głupi jest. A ja chciałem Cię zapytać czy, jeśli oczywiście to nie problem, bo ja nie chcę Cię obciążać i tak jest mi głupio, że taka sytuacja wyszła, ale wiesz, Dziadydze nic nie będzie, chciałem Ci powiedzieć, że ja rozmawiałem z lekarzem  i w sumie to mu tylko wrzód pękł, także temu mu krwawiło z dupy, no ale jakbyś mógł się przejść do Dziadygi i parę rzeczy przynieść, to by super było, bo Młody nie odbiera ode mnie telefonu i nie odpisuje, a mógłby się zaitneresować, bo skoro nie płaci to w domu mógłby jakoś pomóc. No dobra, to ja Ci nie przeszkadzam.

Monolog. Faktycznie, Młody mógłby coś zrobić i jakoś pomóc.

Wróciłeś, Młody przyszedł zapalić na balkonie.
- A widziałeś? Ja Ci wiadomość napisałem na fellow, że nocuję u kolegi, bo nie chciałem, żebyś się o mnie martwił.
- Nie sprawdzałem. Ale spoko, miło, że pomyślałeś, to masz mój nr w razie czego. A jak było na imprezie?
- No fajnie. A ich tam trzech było wiesz. I  jeden to hetero - roześmiał się.
- To dupa musi Cię nieźle boleć...
- Nie, ja nie dawałem, ja ruchałem - hahaha.
- Młody...ja wiem, że to pewnie fajne tak na dragach się ruchać. Sam nigdy nie próbowałem, ale dlaczego tak szalejesz?
- Bo ja lubię.
- A to nie lepiej znaleźć jednego partnera? Ja Cię nie oceniam, bo to Twoja sprawa, ale trzeba uważać na to co się robi. I nawet seks trzeba z głową uprawiać. A jak się naćpasz, to skąd masz pewność, że kolesie używają gumy?
- Bo ja to kontroluję. Ja bym chciał mieć kogoś na stałe, ale jestem singlem i mogę robić co chcę.
- Twoja sprawa. Tylko uważaj na siebie.
- Martwisz się? - hhahahahah
- No trochę. Sympatyczny jesteś.
- No ja wiem o tym - hahahah - A wiesz, ja mógłbym z Tobą być, bo jesteś w moim typie.
- Rozmawialiśmy o tym. Za duża różnica wieku. No i nie jestem tu na stałe, w przyszłym roku prawdopodobnie przestanę do Stolicy przyjeżdżać.
- Wiek to nie problem. Ale szkoda, że nie jesteś tu na stałe.

Poszedł spać. Dałeś mu gripex, bo źle się czuł, kaszlał, ciągał nosem. Zmęczony. Po imprezie.
Poszedłeś do niego koło 17, przebudziłeś.
- Młody, jak masz iść do Dziadygi, to lepiej teraz, bo potem to późno już będzie a Wytrzeszcz znowu do mnie dzwonił i się wkurzał na Ciebie.
- No Ty chyba żartujesz - a jakże się zbulwersował, a ileż to razy miałeś jeszcze słyszeć ten ton - ja dopiero się obudziłem, muszę się pozbierać najpierw a poza tym słabo się czuję.
- No dobra, to śpij. Ja pójdę.

Poszedłeś. Naiwniaku.
A we wtorek? Latałeś za tabletkami na kaszel, żeby Młody się nie rozłożył. A jak się poczułeś, gdy Ci powiedział, że ten katar i kaszel to ma od wciągania dragów?
- Aaaa to mnie masz. Ja się tu nad tobą lituję, a ty masz to z ćpania. A to dobrze, cierp ciało skoroś chciało.

Polubiłeś go. Wróciłeś na Śląsk, do domu. Cały tydzień myślałeś o nim. Jak mu pomóc. I wymyśliłeś.


CDN...

środa, 18 października 2017

374

Ostatni tydzień w Wawie był dla mnie bardzo emocjonalny.


Pozwoliłem sobie na odrobinę uczuć...

...i dostałem (znowu) po ryju.

Właściwie, na własne życzenie...
...krwawię.

sobota, 22 lipca 2017

373

Zmiany, nawet dużo zmian. 
Szefowa zaciążona, termin na październik. Póki co pracuje, ale większość obowiązków już przejmuję.
Koleżanka z własną działalnością też zaciążona, termin na grudzień.
"Boski, ale co Ty się martwisz, przecież to jej problem co zrobi ze swoimi firmami" - jako rzekła szefowa.
I taki to problem, że ja je przejmuję.

Więc szykuje się jazda na 3ech etatach. Byłoby spoko gdyby nie Warszawa. Tydzień w stolicy, tydzień w domu i wiecznie na walizkach. Niby powinienem się przyzwyczaić ale coraz bardziej mnie to irytuje.

Wyprowadziłem się z 'akademika'.
Jeden przystanek dalej, jest nas 3ech (a było 6 cioro na poprzednim) i kundelek. Milutki, cieszy się za każdym razem gdy z pracy wracam...
Solaris w moim wieku ("Ja lubię swoją opaleniznę i lubię się opalać") i z mojej branży, więc przynajmniej swobodnie można rozmawiać. 
Drugi mieszkaniec to jego emerytowany krewny. 
Alkoholik. 
Zorientowałem się już przy drugim pobycie, że coś z nim nie tak.
Póki dupy nie zawraca i burd nie robi nie przeszkadza mi.
Siedzi w swoim pokoju, ogląda tv (na szczęście nie tą reżimową), chleje piwo i gnije od środka.
Straszna egzystencja.

A z tych bardziej pozytywnych wieści - zawsze, gdy chodziłem do Parku Szczęśliwickiego z zazdrością patrzyłem na tych wszystkich rolkujących ludzi.
Już w zeszłym roku planowałem rolki, ale po obejrzeniu filmów na YT dla początkujących stwierdziłem, że się zabiję i kupiłem rower.
Ale nie zrezygnowałem z rolek i powiedziałem, że przynajmniej spróbuję.
No i po 2-óch miesiącach umawiania się z koleżanką z pracy poszliśmy z rolkami jej męża i jej córami, żeby 'pośmiać się z wujka'.
Spodobało mi się, zaraz zamówiłem rolki dla siebie.
Jeżdżę na poziomie profesjonalnego amatora poziom minus jeden, czyli staram się nie zabić i nie zabić innych. Ale jeżdżę, upadam, wstaję.
Dzisiaj glebę zaliczyłem, boli mnie lewa ręka, chyba stłukłem lub nadwyrężyłem (nie puchnie więc raczej nic poważniejszego).
I tak jutro pójdę. Z rana, bo mało ludzi i można spokojnie po placu pojeździć.
Największą satysfakcję mam, że miałem jakiś cel, który osiągnąłem, coś założyłem i to zrobiłem.

Teraz trzeba znaleźć inny cel. Tylko jaki?

(wypełnić serce)

niedziela, 26 lutego 2017

371

Człowiek już myśli, że poznał kogoś na realne spotkanie, z poczuciem humoru, akceptowalnym wyglądem, zainteresowaniami obszernymi (bo czuje się samotny, stąd taki wachlarz zajęć)... a potem dowiaduje się, że koleś lubi seks na chemii przez całą noc i czar pryska.

Coś nie tak ze mną jest, zawsze to powtarzam, nie znam kolesia a czuję się taki rozczarowany...

Warszafffka. Tu chyba wszyscy ćpają i ruchają. Miasto, w którym jest mnóstwo ludzi. Zabijających samotność używkami i przelotnymi romansami...

Niestety wszystkie znaki wskazują, że już niedługo, będę jeszcze częstszym bywalcem.
Może jakimś cudem braknie mi rozumu i się dostosuję.

A może lepiej niech jest jak jest?

poniedziałek, 19 grudnia 2016

370

W sumie, to nie bardzo wiem czy chcę o tym pisać lub też JAK o tym napisać...
Powiedzmy, że moja 'rozpusta' została pokarana.

Te AŻ 4 przygody, które miałem zawsze w jakiś sposób były dziwne (zwłaszcza ta ostatnia). I niemal zawsze towarzyszyło mi uczucie, że takie wyskoki to jednak nie dla mnie.

2 tygodnie po pamiętnym wyruchaniu grubaska na oczach jego kota poszedłem zrobić sobie testy na hiv. Anonimowo, wynik po 30 minutach, jednak pani psycholog (?) powiedziała, że zrobi mi tradycyjny test, bo ostatni kontakt miałem 2 tygodnie wcześniej i robię go po raz pierwszy (szybkie testy mają jakiś minimalny procent błędu).
Także weekend minął mi nieco w niepewności. Niby ryzyko niskie, kontaktów z płynami moich partnerów w zasadzie nie miałem no ale...
W poniedziałek wynik odebrany, ujemny (czyli zdrowy jestem). Ulga mimo wszystko.

I tak, we wtorek wieczorem wróciłem z Warszafffki do domu...
Dzwoni telefon na mój prywatny numer. Pan z Policji w Warszawie powiedział, że musi mnie wysłuchać. O co chodzi - nie mógł przez telefon powiedzieć. 
Umówiłem się na następny tydzień, bo akurat miałem być w stolicy...

Znowu tydzień zastanawiania się o co chodzi. Jakiś wypadek? To by do firmy pisemne zawiadomienie wysłali. Ktoś mnie za świadka podał? Ale nic się nie działo co bym pamiętał.

Z głupia franc do kożelanki szefowej rzuciłem tekstem, że pewnie grubasek coś wymyślił, bo nie chciałem znajomości kontynuować. Kożelanka szefowa się śmiała, bo przecież co koleś mógł wymyślić?

Stawiłem się na komendzie, z samego rana. Wyszedłem 3 godziny później.
- Panie Boski, czy zna pan pana Grubaska z kotem?
- A mieszka w stolycy?
- Tak.
- To wiem o kogo chodzi.
- Grubasek z kotem twierdzą, że ukradł pan jego telefon.
- Że co proszę?

Ponieważ spodziewałem się numeru ze strony Grubaska z założenia wiedziałem, że będę mówić WSZYSTKO co się działo. I jak panom policjantom powiedziałem, że się na seks spotkaliśmy to chyba trochę ich zaskoczyłem. Jeden rzucił tekstem, że sam sobie wziąłem telefon w ramach 'gratyfikacji'. Ale za chwilę zapytali czy spotkanie miało jakiś konkretny cel - tak, dla przyjemności.

No i mnie maglowali. Przeszukali (jak pan policjant założył gumowe rękawiczki to się wystraszyłem, że będzie tego telefonu w mojej dupie szukać...).
Pojechaliśmy na przeszukanie mojego pokoju. Nie, nakazu nie mieli. Sam się zgodziłem. Adwokata też nie chciałem. 
Moment niepewności miałem, jak jeden zadał mi pytanie "A co jak znajdziemy telefon w mieszkaniu?". Zacząłem podejrzewać, że to koledzy i zwyczajnie mi go podrzucą (za dużo telewizji....).
Pojechaliśmy, przeszukali. Wróciliśmy, spisali protokół.

Potem jeszcze przesłuchanie przez ostatniego policjanta. "Panowie byliście sami czy ktoś jeszcze był?"
- Tylko my dwaj. No jeszcze kot, ale on się chyba nie liczy...
Powiedziałem, że gościu pił wódkę, ale nie wydawał się jakoś pijany, żeby nie kontaktować co się dzieje. Wciągał jakąś substancję z małej buteleczki, chyba poppers, pytałem jak działa, powiedział, że rozluźniająco.
- Rozluźniająco na odbyt czy jak?
- Nie wiem, nie dopytywałem, sam nigdy nie próbowałem.

Po zakończeniu pytałem, czego mogę się spodziewać. Niczego. Słowo przeciwko słowu. Poza tym, chwilę przed moim przesłuchaniem, policjant dzwonił do gościa i grubasek zaczął w zeznaniach plątać.

Czyżby nie miał jaj, żeby powiedzieć, iż go w dupę rżnąłem a jego kot to widział?

Po wyjściu z komendy zadzwoniłem do szefowej - Masz 10 tyś, żeby wpłacić za mnie kaucję? - CO? Ale jak? Co zrobiłeś? Czekaj! - Spokojnie, tylko żartuję.

Podjechała po paru minutach po mnie. Tak czekając na nią, widziałem blok w którym grubasek i jego kot mieszkają. I słowo daję, pierwszy raz byłem tak wkurwiony na kogoś, że chyba bym rozszarpał gołymi rękami, gdyby się nawinął.

Na plus mogę powiedzieć, że panowie policjanci bardzo profesjonalnie się zachowywali. Nie byli chamscy wiedząc, że jestem gejem, zero homofobii. Po prostu robili swoje (znowu za dużo tv i seriali....).

Weekend w domu. Grypsko zaatakowało, na szczęście w czwartek bez problemu dostałem się do lekarza (i obok komunikacji miejskiej, przychodnie to kolejna rzecz, którą uważam, że jest dobrze zorganizowana w Warszafffce - u siebie w dniu mojego wyjazdu do Wawy nie miałem szans na dostanie się do lekarza).
W czwartek jeszcze o imprezę firmową zahaczyłem, ale po 2 godzinach zmyłem się do domu.
W piątek ledwo miałem siłę ruszyć się z łóżka. Chorowanie na obczyźnie, będąc samemu to jednak nic przyjemnego.

Juto powrót do domu.
Najchujowsza końcówka roku w moim życiu.

No ale... takie... życie.

Najbardziej przykre, że od czasu spotkania z grubaskiem nie mam ochoty na jakiekolwiek kolejne. I to nawet na kawę.

niedziela, 20 listopada 2016

369

Notka przeznaczona dla czytelników dorosłych i o poglądach lekkich obyczajów.

Otóż. Boski jest sobie w Warszafffce (ja poproszę częściej 3 dni kroplówek, przynajmniej człowiek staje na nogi).
Swoim zwyczajem, gdzieś tam siedzi i jednym kątem oka obserwuje portale.
No bo przecież trzeba dać szansę.

Przed 22 leży w piżamce, dostaje wiadomość z zaproszeniem na małe tete-a-tete czy jakoś tak.
Na zdjęciu kolo wygląda całkiem ok, w sumie co mu szkodzi.

Jakąś godzinę później już u niego, okazuje się, że ma trochę zaniżone gabaryty w opisie. No dobra, nie wygląd się liczy.

Ale słowo daję, wyruchać grubaska na oczach jego kota to chyba najdziwniejsza rzecz jaka mnie do tej pory spotkała.

Potem jeszcze wysłuchałem przez godzinę historii o śmierci jego dwóch przyjaciół i na zakończenie uraczył mnie opowieścią o dokumencie na temat wykorzystywania 9 letnich chłopców w Pakistanie.
Aha. I kiedyś był pastorem. Ale zrezygnował ze względu na swoją orientację.
Przynajmniej nie jest homohipokrytą.

Chyba na twarzy mam wypisane "Telefon zaufania" albo coś w ten deseń, bo tylko ludzi z problemami poznaję...

czwartek, 8 września 2016

365

Tak się zbierałem do pisania i zbierałem... Co nieco ciekawych rzeczy się przytrafiło.

Jakiś czas temu spotkałem się z kumpelą. 16 lat się nie widzieliśmy. Więc było co nadrobić. Twarzowo nic się nie zmieniła za to ciałka przybyło ;) I ma zdecydowanie więcej poczucia humoru i uśmiechu.

Następna sentymentalna podróż - spotkanie z Wielebnym. 8 lat. Pogadaliśmy w zasadzie o tym, co się dzieje, zjedliśmy dobry obiad i rozeszliśmy...
Ani nie zakochałem się na nowo (niedoczekanie!), ani nie obudziły się we mnie jakieś żale (zapomniałem zabrać arszenik...).
Wyraźnie dałem mu do zrozumienia, że na moją dupę nie ma co liczyć (ale może mi swoją oddać =]). Teraz wnioskuję, że mu się znudziłem w takim razie, bo nawet na Whats'ap się nie odzywa. No cóż, typowy homik. Po spotkaniu koniec odzywek... Widocznie zabawniejsze jest wyrywanie przypadkowych kolesi.

A propo homików. To z jednym wybrałem się do kina w Warszafffce. Sausage Party. Humor klozetowy ale mi się podobał. Kolega sympatyczny, ale totalnie nic wspólnego nie mamy (książek nie czyta, do kina nie chodzi - podobno nie ma z kim, powiedziałem, że kiedyś znowu go wyciągnę, w żadne gry nie gra - bo nie ma komputera /ło jezusicku!/. Za to chodzi na siłownię - co widać :D - i na klabingi żeby się odstresować. No tak...).

Największa chyba niespodzianka. Wybrałem się na Pola Mokotowskie - ot połapać pokemony i przy okazji pozwiedzać. Kumpel się odezwał. 17 lat gdy ostatni raz się widzieliśmy. Szybkie umówienie na kawę, totalnie spontanicznie. W sumie nagadać się nie mogliśmy. Też zupełnie inny człowiek, niż go zapamiętałem. Bardziej wyluzowany i nie tak jak kiedyś buc, bo do Warszafffki się przeprowadził.

No i jeszcze spotkanie z kuzynką. Jakoś zawsze brakowało czasu. Akurat z urlopu wróciła, rodzinka została jeszcze nad morzem, więc mogliśmy spędzić czas przy piwie, pizzy, drinkach, wygłupach i gadaniu. Strasznie mi tego brakuje, zanim rodzinę założyła mieliśmy zdecydowanie częstszy kontakt... to się chyba dorosłość nazywa.

Urlop spędzony w domu. W planach był wyjazd do kuzynki na mazury, ale przy okazji rozmowy jakoś nie potrafiła się określić czy mogę przyjechać czy nie, więc na siłę nie będę się wciskać...
Miałem ambicję, aby nauczyć się jazdy na rolkach. Jednak po obejrzeniu filmików dla początkujących na youtube stwierdziłem, że pewnie się wypierdolę i zabiję - zrezygnowałem.
Za to rower kupiłem. Bez szaleństw, ale czasami na przejażdżkę się wybiorę. Oczywiście zaliczyłem glebę do rowu, ale przeżyłem nawet bez zadrapania. W końcu behape ponad wszystko ;)

niedziela, 19 czerwca 2016

360

Spojrzałem rano w lustro. Ryj zarośnięty, od piątku nie golony. Zaczynałem podejrzewać, że już śmierdzę - jak w sobotę rano wstałem, tak dopiero dzisiaj koło południa wyskoczyłem z piżamy.
Niechybny znak, że trzeba z domu się ruszyć, aby w depresję nie wpaść.




To mój ostatni pobyt na obecnym mieszkaniu. Szukam innego lokum, współlokator postanowił wrócić do żony. Żona myślę, że jest nieco pojebana skoro wywala męża z domu a gdy ten znajduje sobie mieszkanie chce, żeby jednak został do nas nie chce przyjść, bo się 'przyzwyczaiła'. Trochę to dla mnie absurdalne, stąd oboje mają znacznie bliżej do pracy.
Zastanawiam się, czy nie szukać lokum z kimś 'ze swoich'. Napisałem do jednej laski, ma pokój do wynajęcia w fajnej dzielnicy, ale okazuje się, że lesbijki są jak geje - nie odpisują na wiadomości albo takie mam po prostu szczęście.

Dziwnym jest, że lepiej czuję się będąc tutaj w pracy. Może przez to, że ludzie się kręcą, czasami można się do kogoś odezwać.
W domu tak jakoś smutno (chociaż na współlokatora nie mam co narzekać. Jakoś się dogadywaliśmy przez te 2 miesiące bez problemu).

A na przygody jakoś nie mam ochoty. Zdarzyło się raz (no, 1,5-raza, ten pół razu to ciężko nazwać nawet seksem) i wystarczy 
bo finał był trochę żenujący?
Może kiedyś, znowu 
gdy będę wystarczająco sfrustrowany

Dobrze, że desperatem nie jestem.
Czasami Wielebny mnie wkurza, jak pisze, że wracając z pracy spotkał się z jakimś kolesiem tak na prawdę to chuj mnie to obchodzi
Albo zamiast na obiad, w przerwie w pracy, poszedł na...

- A testy na hiv to jak często sobie robisz? - pytam, któregoś razu.
- Raz na pół roku.
- Przy Twoim trybie rozpusty to zdecydowanie za rzadko.

Pamiętam, gdy jeszcze byliśmy razem, dawno, dawno temu był na 'nie' przelotnym przygodom, nie mówiąc o byciu w otwartym związku.
Jak widać ludzie się zmieniają. 

Nie wiem czy na lepsze.

niedziela, 15 maja 2016

357

Dziś mały drink. Takie celebration, bo przeżyłem w zasadzie swoją pierwszą 'przygodę'. Stwierdziłem, raz kozie śmierć, przecież jestem sam.


Taaaakie ciacho się trafiło... sympatyczny, przystojny, komunikatywny. Aż trochę żal, że to przygoda.

Ale była mi potrzebna. Czuję się taki.... wolny. 
I wreszcie przypomniało mi się, co to znaczy normalnie się całować, podobno nawet dobry w tym jestem (boski? ;)).

piątek, 22 kwietnia 2016

356

Spojrzałem na poprzednią notkę i moją uwagę przykuły słowa "Nie mam serca żeby to uciąć".

Skoro nie mam serca, to od minionego poniedziałku już oficjalnie exMOB.

Zmiany, zmiany, zmiany...

*tylko samopoczucie bez zmian.

czwartek, 15 października 2015

350

Pamiętam, jak lata temu, gdy pogoniłem Wielebnego, któregoś razu na blogu, po raz kolejny wyrzucając swoje żale napisałem zdanie "Twoje szczęście, moim szczęściem... gówno prawda jeśli nie biorę w nim udziału".

7 lat.
Tyle czasu upłynęło od podania kopniaka Wielebnemu.

Odkąd się odezwał te 3 tygodnie temu piszemy ze sobą codziennie. Czasami to jedno zdanie, czasami wymieniamy myśli, w pewnym sensie prowadzimy takie 'fotoblogi' (dzięki Wielebnemu 'zwiedziłem' francuski sejm, pokazał mi 'główne' atrakcje Paryża, które powinienem zwiedzić obowiązkowo jeśli kiedyś przyjadę; czasami wrzucamy sobie co jemy na śniadanie/obiad/kolację czasami wrzucamy zdjęcie czegokolwiek co akurat się nawinęło).

Gdy mi napisał, że jest z Tępym T. od tych 7 lat nieco dziwnie się poczułem. Ale dzisiaj mogę powiedzieć, że cieszę się jego szczęściem (pewne rzeczy są dla mnie nieco kontrowersyjne jak dzisiaj np wysłał mi zdjęcie chłopaczka, na którego Tępy T. ma ochotę).

Ale cieszę się, że jest szczęśliwy, że żyje, że korzysta z życia na wszelkie możliwe sposoby.

Widocznie szczęście było mu pisane z Tępym T. a nie z Boskim.
Widocznie Boski to dla niego za wysokie progi* ;)

Ale na obiad bym go/ich nie zaprosił. Zawsze jest szansa, że nie oprę się pokusie dosypania arszeniku do ich porcji...

*To taki żarcik, bo wiadomo, bez podobnego stwierdzenia Boski nie byłby Boskim ;)