Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mob. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mob. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 kwietnia 2016

355

Zmiany, zmiany, zmiany...

Rozpocząłem życie na pół etatu w Stolycy.
Nawet pokój mam wynajęty z kumplem (żona z domu go wywaliła. Jak znalazł mieszkanie to jej się odwidziało i już by chciała wrócić...).
W sensie, że mieszkanie z kumplem, pokój mam osobny ;)

Gdzieś tam, podczas ferii weekend spędzony w górach.
Cisza, spokój... nic tylko wygrać parę milionów, kupić domek i mieć wszystko w nosie...



Święta sympatycznie, dziecię rośnie i ciągle tylko wujek, wujek, wujek...



Jedynie z MOBem ciągle tak samo, bez zmian, bez emocji... a ja nie mam jakoś serca aby to uciąć.
Chyba z miesiąc się nie widzieliśmy, zwykle ciągle coś mi w weekendy wyskakiwało, a tu święta, a tu brak samochodu (swoją drogą stoi na warsztacie i jestem ciekawy co z niego będzie)...
Tylko problem w tym, że mi nie zależy.
Przed rozstaniem żyliśmy jak przyjaciele, teraz po zejściu też żyjemy jak przyjaciele, chyba tak byłoby najlepiej.
Z drugiej strony jak to Wielebny mi napisał "Przynajmniej ktoś jest".

No właśnie. "Ktoś".

czwartek, 31 grudnia 2015

354

Czasami zapominam, że coś wypadałoby napisać. A czasami coś tam w głowie siedzi, ale weny do wywalenia brak...

Coroczne, przedwigilijne spotkanie z Wiedźmami udane. Jedną uświadomiłem, bo Wiedźma Be zaczęła wywalać smuty o swoim mężu (o czym ja się nasłuchałem ;)), Wiedźma A była "przeszczęśliwa", że tyle niusów w jeden wieczór, to i da dowaliłem niusa. Na co z rozbrajającą szczerością wypaliła: "A to ja o tym jeszcze nie wiedziałam??".

 Oczywiście prezentów nie mogło zabraknąć dla jego Boskości...



Święta, święta i po świętach.
Kiedyś pisałem, że urok znikł. Wigilia w tym roku dość krótka, brat z familią po 2 godzinach zwinęli się do teściów.
Ale radocha była, gdy Bibi prezenty rozdawała. Najbardziej interesowało ją rozrywanie opakowań :) Jakby przewidziawszy to, matka Boska zapakowała każdego pluszaka z osobna...




 A mi ktoś wyjątkowo w te święte pożałował zdrowia, w gardle drapać zaczęło przed świętami, po to by w pierwszy dzień świąt odebrać mi głos, zaprawić mega kaszlem...

I tak dochodzimy do Sylwestra...




Który spędzam w domu. Była opcja góry ze znajomymi, była opcja z MOBem u jego znajomych. Opcja góry nie uwzględniała pakietu MOB, bo nie wszyscy zaznajomieni z sytuacją, a MOB z kolei powiedział, że pójdzie do swoich znajomych. Więc tak czy siak, ten mega ważny dzień w roku, w którym wszyscy czekają do północy nie wiadomo na co (bo chyba nie na fajerwerki), spędzamy osobno.
I chyba sam sobie odpowiem na pytanie, pisząc, że wcale mi nie jest źle, że siedzę w domu, zamiast z MOBem u JEGO znajomych.
Trochę nad górami ubolewam, ale kumpela zapowiedziała, że w lutym, jeśli przy odrobinie szczęścia spadnie śnieg, to się ugadamy ekipą na dupoloty.


Na 2016 życzę sobie i innym nie wchodzenia dwa razy do tej samej rzeki, żeby nie był gorszy od roku poprzedniego i żeby był zdrowszy od roku poprzedniego.

poniedziałek, 26 października 2015

351

Co do klimatów po-wyborczych: podobnież, jak 10 lat temu, gdy PiS dorwało się do władzy, nikt z moich znajomych rzekomo na nich nie głosował.
I teraz też nie... (?)

Z drugiej strony, może dobrze, że mają pełnię władzy. Jeśli nie popadną w skrajności i skupią na rzeczywistych problemach to może coś dobrego uda im się zrobić.

Wielebnemu pisałem, że ma iść po podwyżkę do szefa, bo przyjąć będzie musiał imigranta pod swój dach, a nawet dwóch, bo trzeba wziąć i MOBa.
MOB z kolei wskazał Londyn albo jeszcze lepiej Toronto.

Walizki można zawsze spakować, bilet kupić. Osobiście nie czuję takiej potrzeby (o boska naiwności!), ale nigdy nie mów nigdy. Prawdaż?

środa, 30 września 2015

czwartek, 14 lutego 2013

265

WalęTynki 2013.

Ja się pytam, gdzie te czasy, gdy wraz z Królową wpiedalaliśmy gofry w kształcie serc made by Boski, chlaliśmy wino i zrzędziliśmy jaki ten świat parszywy, jacy my samotni i nie kochani, obwinialiśmy wszystko i wszystkich za to, że jesteśmy bez chłopów tudzież, że chłopy to takie dupki...

No gdzie te czasy??!!??!!

A MOB gupol nic mi z okazji walentynek nie wysłał [ja mu też nie :P].

Na zakładzie focha strzeliłem dzisiaj, bo pytam się kierowników, czy mają walentynkę dla M.* a oni nie mieli. No dyskryminacja przecież!

*bo tutaj dali mi w ramach ksywki imię mojej kożelanki szefowej

Spisałem w końcu wyjaśnienia laluni [to nic, że zamiast o 14 wyszedłem po 16]. Jako świadka podała kolegę, który okazał się milusim chłoptasiem, aż szkoda, że w sumie niewiele widział, bo bym go mógł bardziej dokładnie, ekhem, wysłuchać :P

poniedziałek, 31 grudnia 2012

256

"Jaka Wigilia, taki cały rok" jako rzecze stare prawidło.
I coś w tym jest, bo w Wigilię musiałem wcześnie rano od MOBa wracać i dzisiaj sytuacja znowu się powtórzyła.
Także z leksza jestem nie wyspany, do północy specjalnie siedzieć nie zamierzam tym bardziej, że jutro o 8 wyjazd do Warszaffffki.

No ale, koniec roku... To ja zacznę pesymistycznie: koniec roku sponsorowany jest przez 3 zgony w rodzinie: w czwartek mąż kuzynki (w sumie to były mąż, ale to skomplikowane i nie będę nad tym się rozwodzić. Powiem tyle, że gdy kuzynka mi powiedziała, dlaczego umarł to sobie pomyślałem "Za życia napsuł krwi dzieciakom i krew go zabiła..." - a konkretniej dostał krwotoku z żylaków w przełyku i się udusił. Uratować się nie dało, bo krzepliwość krwi zerowa - skutki alkoholu...), w sobotę zmarł chrzestny mojej mamy (85 lat) i tego samego dnia babcia owego chrzestnego...
I dzisiaj o godzinie 10 odbyły się w naszej rodzinie 3 pogrzeby (w różnych miejscach).

A kończąc ten rok optymistycznie(-j) to ja go zaliczam do udanych. Ba! To jeden z lepszych roków w ostatnich latach.
Nowa praca, powrót do zdrowia (puk puk, tfu tfu itepe) mój jak i MOBa, lepsze nastawienie psychiczne (po wyrwaniu się od Pana i Władcy). No jakoś tak jest bardziej uśmiechnięciej i mniej dołujęciej niż to bywało :)

Więc życzę Wam tego co zawsze: żeby nadchodzący rok nie był gorszy od poprzedniego :)))

A Sylwestra z MOBem spędzamy razem jedynie online - tzn jak tylko zrobię sobie kolację to odpalam Diablo 3 i będziemy z MOBem grać razem przez neta ;) Dlaczego tak a nie inaczej? O nie, na koniec roku zrzędzić nie będę :)

poniedziałek, 24 grudnia 2012

255

Za bajtla uwielbiałem komiksy Kajko i Kokosz. 
Zresztą, który dzieciak ich nie lubił?
Pamiętam jak na którąś Gwiazdkę dostałem komiks "Kajtek i Koko w kosmosie".
Zafascynowany kosmicznymi przygodami niemal połknąłem książeczkę za jednym razem.
Niestety, nie było mi dane doczytać całej historii - z tego co się orientuję w Polsce wyszedł jeszcze drugi zeszyt z przygodami "Kajtka i Koka w kosmosie".

A dzisiaj, po 20 latach zobaczcie co trzymam w ręce:



Pełne wydanie, cała historia zebrana w jednej grubej księdze.
Co prawda MOBowi wspominałem, że chciałbym to dostać, ale ostatnia rozmowa stanęła na książce Anne Rice.

I cieszę się, że wybrał jednak 'komiks dla dzieci'. Poczułem się jakby ta dziecięca magia świąt, którą kiedyś czułem powróciła, chociażby na 5 minut ale jednak :)

I tej dziecięcej, świątecznej magii życzę Wam, którzy mnie odwiedzają :)

środa, 21 listopada 2012

248

Boski uwielbia Warszafffkę i tutejszą firmę.
Wczoraj pan Dyrektor powiedział, iż jutro jest inspekcja biurowca. W tym celu trzeba uzupełnić znaki ewakuacyjne, oznaczenia gaśnic i same gaśnice.
Na moje pytanie "Czy są jeszcze jakieś wolne gaśnice" pan Dyrektor odpowiedział: "Weź podpierdol z któregoś działu. One tam i tak stać nie będą. A znaki gaśnic to tak przyklej, żeby można je było zdjąć, bo prezes nie chce, żeby na ścianach cokolwiek było".

Więc jutro będę przyklejał znaczki gaśnic i podpierdalał gaśnice tylko po to, żeby inspekcja wypadła pozytywnie a potem je zdejmował.
Noż kurwa bez komentarza, to nie mógł pan prezes wymyśleć jakichś fikuśnych szafek???

Sąsiadów na wiosce nieszkodliwie ignoruję. W niedzielę dzwoniłem do jednego z pytaniem czy mnie ze stacji odbierze to coś niezrozumiałego odbełkotał, że nie da rady. Do drugiego się nie dodzwoniłem, bo najlepiej wyłączyć komórkę gdy wiadomo, że Boski przybywa i będzie trzeba go ze stacji odebrać.
Na szczęście pociąg mi wypuścili 15 minut wcześniej i w Warszafffce nie musiałem długo czekać żeby na wioskę się dostać.

A 30tka MOBa minęła w towarzystwie znajomej parki, którzy się zwinęli koło 23ciej bo im psiaki by padły gdyby nie wrócili przed północą...

Już w łóżku:
MOBowi włączył się SWR*. No to Boski już się napalił, że jakaś akcja [w końcu!] będzie, a ten smarkacz po chwili z tekstem:
- śpimy? - noż kurwa, myślę sobie, ale odpowiadam:
- No to dobranoc
- Dobranoc.
Chwilę później SWR nadal działa więc w końcu zirytowany mówię:
- Weź się w końcu zdecyduj!!

No to się zdecydował ;)

---
*SWR - Syndrom Wędrujących Rąk

poniedziałek, 8 października 2012

243

Jakoś tak się zdarza, że ostatnio co łikend jeżdżę do MOBa.
Odkąd nie muszę się bujać komunikacją miejską jakoś łatwiej mi się zebrać i pojechać. Bo wpakować torbę i jeszcze zabrać laptopa coby 'popracować' to nie problem a i dźwigać nie trzeba.

I wszystko byłoby spoko, gdyby nie uboczne skutki antydepresantów, które bierze.
Pal sześć jego libido [czy też jego brak], martwić mnie zaczyna, że coraz wcześniej chodzi spać, coraz wcześniej wstaje, w ciągu dnia też by chętnie spał.

A poza tym Królowa poznała MOBa, MOB poznał Królową.
I oboje przeżyli ;)

niedziela, 19 sierpnia 2012

237

Te 6 dni spędzonych w Zakopcu minęło szybko i przyjemnie.
Wycieczka nad Morskie Oko zakończyła się wypadem na 5 Stawów - co było błędem, bo jeszcze dzisiaj nogi mnie bolą.
Idąc któregoś dnia z MOBem przez Krupówki, koleś idący za nami do swojej dziewczyny:
- Ci przed nami to chyba nieźle naćpani są... - na to dziewczyna:
- Oni nie są naćpani tylko mają kilometry w nogach...

Standard pokoju jaki był pisałem. We wtorek cały dzień lało więc w hotelu włączyli ogrzewanie.... Do wieczora zagrzały się 2 żeberka, mieliśmy nadzieję, że do rana może z 5 będzie ciepłych co by ciuchy nam wyschły ale na 3cim się ciepło zatrzymało.
Wskutek wilgoci panującej w pokoju [wyczuwana w powietrzu, jednak do zniesienia jeśli się tam tylko sypia] musiałem kupić sobie buty, bo stare przemoczone nie wyschły na drugi dzień.
Deszczowy dzień spędziliśmy na Chochołowskiej, potem był spływ Dunajcem, w czwartek wyprawa do Kościeliska [jedyny naprawdę słoneczny dzień przez cały okres naszego pobytu].

Jednak najlepszy był piątek. Do końca życia będę pamiętać Kasprowy Wierch.
Staliśmy z MOBem w kolejce do kasy 2 godziny. A ponieważ nie doszliśmy nawet do jej połowy zakomenderowałem wycieczkę w doliny przy Zakopanym [nie pamiętam czy w Dolinie Strążyska czy w Białce albo Dolinie Białego jak zwał tak zwał] gdzie przy okazji zjedliśmy pyszne naleśniki. Turystka zachwalała racuchy z jabłkami ale nie skorzystaliśmy.

Sobota ni z dupy - pojechaliśmy jeszcze na Gubałówkę. Tym razem przynajmniej widoki były  bo słońce i prawie bezchmurne niebo. A potem jazda pksem, który prawie się rozleciał a w jednym miejscu musieliśmy wysiąść z autobusu, żeby mógł przez kładkę przejechać...

Jeszcze w sobotę rano po wejściu na jadalnię, gdy nalewaliśmy sobie kawę i herbatę do filiżanek, kątem ucha usłyszałem jak jakiś 4-latek wyskoczył z pytaniem: "Tato a co to jest gej?"
Odpowiedzi nie usłyszałem, ale przynajmniej dzieciak nie zapytał się "Tato a co to jest pedał?".
Może jakiś postęp cywilizacyjny jednak następuje...

Mam tylko jedno ALE co do samego wyjazdu co trochę mnie hmmm... irytowało. W szczegóły nie będę się wdawał, powiem jedynie, że najlepszym środkiem antykoncepcyjnym są leki antydepresyjne, zupełnie wyłączają ochotę na seks ;/ Chyba też zacznę brać ;/ Najgorsze, że MOB albo sobie nie zdaje z tego sprawy albo mu to zwyczajnie nie przeszkadza :|

A myśl, która mi od wczoraj chodzi po głowie jest taka, że jestem bardzo nieszczęśliwą osobą. Nie dlatego, że mi czegoś brakuje, ale dlatego, że nie potrafię się już cieszyć tym co mam i czerpać takiej zwyczajnej radości.
Nie wiem kiedy to 'coś' zgubiłem, zwykle byłem pogodnym człowiekiem a dziś już się tak śmiać jak kiedyś nie potrafię...
No ale, może to tylko okres...