Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lipca 2015

333

Boski na urlop zasłużył? Zasłużył.
W środę wieczorem pakowanie walizki. W łazience spadła mi półeczka, stwierdziłem, że to znak, iż będą pewnie przygody w podróży.
Zapobiegawczo w czwartek wyjechałem po 5ej.
Trzeba było samochód do Wawy odstawić i stamtąd na Mazury do kuzynki.


Droga do Częstochowy super, na spokojnie, ruch przyzwoity bez długiego czekania na światłach. Kolejny postój 100km przed Warszafffką (tam gdzie mnie obrobili i mniej więcej tam, gdzie swego czasu kapcia złapałem). Świetnie, jak tak dalej pójdzie to będę miał 2h do pociągu.



40km przed Warszafffką korek, samochody stoją, ludzie wychodzą na zewnątrz i się opalają... (Tir zdaje się z dostawczakiem się zderzył, 1 ofiara śmiertelna, droga zablokowana).

Godzina stania w korku, myślę sobie - nie zdążę, już w głowie kombinuję przebukowanie biletu. Ale panowie kierowcy zaradni, zdemontowali barierkę na asfaltówkę poprowadzoną na przełaj (kończyła się też na barierce, podejrzewam, że kiedyś zrobią zjazd w tym miejscu), kilka metrów po polu i wjechało się na drogę...
Z godzinnym zapasem dotarłem do stolycy, wsiadłem w pociąg, zajechałem do Olsztyna.
No to godzinka do pociągu, wychodzę zapalić przed dworzec. Palę sobie, podchodzą panowie strażniki "Dzień dobry, palenie w miejscu niedozwolonym, mandacik 500 zł...".
Skończyło się, na 50 zł. Stałem bezczelnie koło słupa na którym był znak zakaz palenia (niestety od strony zewnętrznej dworca, więc wychodząc z budynku nie był widoczny ale spoko)...
Trochę pan ochroniarz się zdziwił, że nie stawiałem oporu, na co mu łaskawie wyjaśniłem, że jestem behapowcem i też daję mandaty jak złapię za rączkę, więc tu nie ma co dyskutować...
Tym sposobem zasiliłem Urząd Marszałkowski w Olsztynie kwotą 50 zł. Niech się cieszą urzędasy.

W pociągu IR znalazła się sierota większa ode mnie - laska wsiadła w zły pociąg. Skapła się dopiero po odjeździe... Ale uczciwie chciała kupić u konduktorki bilet do najbliższej stacji, konduktorka nie zdążyła go wystawić i puściła sierotkę.

Ja za to wyciągam bilet z plecaka, spoglądam przed siebie i widzę, że jakiś koleś się na mnie gapi. Ni brzydki, ni piękny... 
Dopiero po kilku sekundach zajarzyłem, że to moje odbicie...

Za to dzisiejszy dzień upłynął na łapaniu słońca. Niewiele go złapałem, bo krem z filtrem 50tka, ale to sama przyjemność być na zadupiu, gdzie psy dupami szczekają, z dala od ludzi i hałasu miejskiego...

A tu lismanore:


A tu taki sobie księżyc w pełni:


niedziela, 19 sierpnia 2012

237

Te 6 dni spędzonych w Zakopcu minęło szybko i przyjemnie.
Wycieczka nad Morskie Oko zakończyła się wypadem na 5 Stawów - co było błędem, bo jeszcze dzisiaj nogi mnie bolą.
Idąc któregoś dnia z MOBem przez Krupówki, koleś idący za nami do swojej dziewczyny:
- Ci przed nami to chyba nieźle naćpani są... - na to dziewczyna:
- Oni nie są naćpani tylko mają kilometry w nogach...

Standard pokoju jaki był pisałem. We wtorek cały dzień lało więc w hotelu włączyli ogrzewanie.... Do wieczora zagrzały się 2 żeberka, mieliśmy nadzieję, że do rana może z 5 będzie ciepłych co by ciuchy nam wyschły ale na 3cim się ciepło zatrzymało.
Wskutek wilgoci panującej w pokoju [wyczuwana w powietrzu, jednak do zniesienia jeśli się tam tylko sypia] musiałem kupić sobie buty, bo stare przemoczone nie wyschły na drugi dzień.
Deszczowy dzień spędziliśmy na Chochołowskiej, potem był spływ Dunajcem, w czwartek wyprawa do Kościeliska [jedyny naprawdę słoneczny dzień przez cały okres naszego pobytu].

Jednak najlepszy był piątek. Do końca życia będę pamiętać Kasprowy Wierch.
Staliśmy z MOBem w kolejce do kasy 2 godziny. A ponieważ nie doszliśmy nawet do jej połowy zakomenderowałem wycieczkę w doliny przy Zakopanym [nie pamiętam czy w Dolinie Strążyska czy w Białce albo Dolinie Białego jak zwał tak zwał] gdzie przy okazji zjedliśmy pyszne naleśniki. Turystka zachwalała racuchy z jabłkami ale nie skorzystaliśmy.

Sobota ni z dupy - pojechaliśmy jeszcze na Gubałówkę. Tym razem przynajmniej widoki były  bo słońce i prawie bezchmurne niebo. A potem jazda pksem, który prawie się rozleciał a w jednym miejscu musieliśmy wysiąść z autobusu, żeby mógł przez kładkę przejechać...

Jeszcze w sobotę rano po wejściu na jadalnię, gdy nalewaliśmy sobie kawę i herbatę do filiżanek, kątem ucha usłyszałem jak jakiś 4-latek wyskoczył z pytaniem: "Tato a co to jest gej?"
Odpowiedzi nie usłyszałem, ale przynajmniej dzieciak nie zapytał się "Tato a co to jest pedał?".
Może jakiś postęp cywilizacyjny jednak następuje...

Mam tylko jedno ALE co do samego wyjazdu co trochę mnie hmmm... irytowało. W szczegóły nie będę się wdawał, powiem jedynie, że najlepszym środkiem antykoncepcyjnym są leki antydepresyjne, zupełnie wyłączają ochotę na seks ;/ Chyba też zacznę brać ;/ Najgorsze, że MOB albo sobie nie zdaje z tego sprawy albo mu to zwyczajnie nie przeszkadza :|

A myśl, która mi od wczoraj chodzi po głowie jest taka, że jestem bardzo nieszczęśliwą osobą. Nie dlatego, że mi czegoś brakuje, ale dlatego, że nie potrafię się już cieszyć tym co mam i czerpać takiej zwyczajnej radości.
Nie wiem kiedy to 'coś' zgubiłem, zwykle byłem pogodnym człowiekiem a dziś już się tak śmiać jak kiedyś nie potrafię...
No ale, może to tylko okres...