sobota, 17 lutego 2018

376

Musiał się ode mnie wyprowadzić.
Miałem dość.


Tak blisko był a jednak nieosiągalny. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że to co czuję nie ma już znaczenia. Dla mnie. Dla niego tym bardziej. 
Dla niego jestem tylko kumplem. Ja widzę siebie jako frajer, który go utrzymywał i nic z tego nie miał. Nawet szczerości, tylko kłamstwa, które i tak wychodziły szybko na jaw.

Tak bardzo się zaangażowałem (uczuciowo nawet za bardzo), przewróciłem swoje życie do góry nogami, żeby mu pomóc się ogarnąć, naprostować swoje życie.

Nie skorzystał z wyciągniętej pomocnej dłoni.

Teraz tak tu pusto. Dawno nie czułem się tak samotny w tym wielkim mieście.


Ale chyba lepsze to, niż patrzeć jak wybiega z domu na fun, fun, fun, wiedząc, że nigdy nie przyjmie mojego serca...

środa, 10 stycznia 2018

375

Droga donikąd

                A pamiętasz, Boski, te czasy, gdy narzekałeś na nudę? Gdy Twe życie polegało na bujaniu się między pracą, domem, między Sląskiem a Stolicą. Jaki Ty byłeś nieszczęśliwy, samotny, jak to brakowało tego... kogoś?
Czas nudy i pustki wydaje się taki odległy, a to przecież kwestia ostatnich 4ech miesięcy, gdy świat wywrócił się do góry nogami. Wszystko zaczęło się zmieniać, łącznie z Tobą...

PAŹDZIERNIK
Pamiętasz, gdy Wytrzeszcz, u którego wynajmowałeś pokój, zadzwonił do Ciebie i powiedział, że wyjeżdża na tydzień a do jego pokoju wprowadzi się Młody? Ale to tylko czasowo, to tylko kolega, on z nim nie chce kręcić, bo Młody jest za młody i głupiutki jeszcze, a on potrzebuje kogoś dojrzałego, kogoś kto da mu wsparcie psychiczne, gdy Dziadyga alkoholik znowu odwali jakiś numer. On mówił Młodemu, żeby Ci dupy nie zawracał i nie wchodził do pokoju, żebyś miał spokój, bo Ty lubisz ciszę i spokój.
***
I w końcu ten środowy wieczór, gdy przyjechałeś do Warszawy. Zmęczony po podróży rozpakowałeś walizkę i wtedy do pokoju wszedł ON. Do dziś masz w głowie pierwszy moment, gdy zobaczyłeś ślicznego, uroczego, roześmianego blond 20-latka.
"Cześć! Młody jestem!"
Chwila rozmowy, nieśmiałe uśmiechy i myśl, jaki ten młodziak sympatyczny. Nie narzucał się, po paru minutach wyszedł, mówiąc, że nie chce Ci przeszkadzać.
***
Po środzie nastąpił czwartek, wróciłeś padnięty z pracy. Młody przyszedł, usiadł, rozmawialiście, śmialiście się, paliliście papierosy...
Gdy na balkonie, słuchając jego śmiechu, pomyślałeś "Jaki on głupiutki a mimo to uroczy". Gdy ze śmiechem, niby przypadkiem, dotknął Twojego ramienia. Myślałeś, że to przypadek, ale potem, przez przypadek, dotknął Twojej dłoni, ramienia, dla żartu klepnął w pośladek.
Miłe uczucie, gdy zdałeś sobie sprawę, że Młodemu podobasz się. Tak dawno nikt Cię nie podrywał, tak dawno nie czułeś się dla kogoś atrakcyjny.

Wieczorem Młody wychodził na imprezę (skąd miał pieniądze? Przecież nie pracuje). Ten nieprzyjemny moment, gdy usłyszałeś upadek Dziadygi, potem jego wołanie "Chłopcy pomóżcie mi!".
Młody zawołał "Boski pomóż mi go podnieść, bo sam nie dam rady". No tak, chucherko, niski, szczuplutki. Gdy zobaczyłeś Dziadygę oblanego potem, bladego, ledwo oddychającego, przerażająca myśl w głowie "Kurwa chyba zawał ma. Jeszcze śmierdzielowi usta-usta będę musiał robić...".
Posadziliście go z Młodym na kanapie. Poszedłeś zapisać adres i swój numer telefonu, aby w razie paniki nie zapomnieć gdzie jesteś. Wezwałeś pogotowie a Młodemu pozwoliłeś iść, w końcu młody jest niech się bawi, znajomi czekają, przecież nie będzie przy starym alkoholiku siedzieć w domu. Gdybyś Ty Boski wtedy wiedział...
Telefon do Wytrzeszcza, że Dziadyga w szpitalu. To takie nieco dziwne pytanie
- A kto wezwał pogotowie?
- No ja - odpowiedziałeś.
- A dlaczego?
- Jak to dlaczego? Wytrzeszcz, ja byłem przekonany, że on zawał ma, nie wiedziałem czy wykituje, do tego z dupy mu krew leciała.
- Aha, aha - odpowiedział tym swoim chaotycznym stylem - Wiesz, chciałem Ci powiedzieć, że on tak ma, bo już, wiesz, pogotowie było wcześniej i też go zabrali do szpitala, ale muszę Ci powiedzieć, że on tak zwraca na siebie uwagę i jemu nic nie będzie na pewno. No ale dobrze, że go zabrali, może jakoś się opamięta i przestanie chlać, ale wiesz, on już ma wyprany mózg przez ten alkoholizm, jeszcze depresja, psychotropy co bierze. Ja nie będę wracać do Warszawy, bo oni to zadzwonią do mnie i powiedzą co z nim jest nie tak. Ale dobrze, że Ty byłeś, bo wiesz, Młody to głupi jest, pewnie by go zostawił, a on w ogóle jest w domu?
- Nie, wyszedł do znajomych - skłamałeś. Poprosił Cię, żebyś nie mówił Wytrzeszczowi, że na imprezę idzie - Jak pogotowie było w drodze to powiedziałem, że może iść, bo sobie poradzę.
- Aha, aha. No ale ja jutro zadzwonię do Młodego i mu powiem najwyżej, żeby zaniósł Dzidydze jakieś rzeczy, wiesz, spodnie, buty, kurtkę, bo on w czym pojechał? Aha, tak go w koc tylko zawinęli. Wiesz, ja bym Ciebie jeszcze ewentualnie poprosił, EWENTUALNIE, gdyby Młody nawalił, bo wiesz, na niego za bardzo liczyć nie można i nie wiem czy on wróci jutro do domu, ale czy dałbyś radę podejść w razie czego do Dziadygi i zaniósł mu parę rzeczy?
- Pewnie, żaden problem dla mnie.
- Aha. No to fajnie. Dzięki, że mi dałeś znać, ale się nie przejmuj, bo wiesz, on takie akcje ma, próbuje zwrócić na siebie uwagę....
I znowu ten sam chaotyczny bełkot. Nie widziałeś wcześniej, że ciągle to samo opowiada?

***
Piątek. Dziadyga w szpitalu. Wróciłeś do domu, znowu padnięty po pracy. Młody poprosił Cię, abyś poszedł z nim do szpitala, bo nie chce sam z Dziadygą siedzieć. Szybko wróciliście do domu.
Obejrzeliście serial, pośmialiście się, wyszliście na balkon, sami w domu...
Pamiętasz, gdy drżał z zimna, zapytał czy może się ogrzać? Gdy się przytulił, objąłeś go ramieniem. Zrobiło Ci się...
Dotknął Cię, ze śmiechem powiedział "Oooo, nie śpi!!". Trochę Ci się głupio zrobiło, bo co on sobie o Tobie pomysli? Popatrzyliście sobie w oczy, lekkie muśnięcie ust. Wiedziałeś, że jest za młody jak na Twój gust (ale taki uroczy i słodki... i głupiutki). Obaj tego chcieliście. Zapytałeś, czy nie przeszkadza mu taka niezobowiązująca znajomość, bo nie jesteś na stałe w Stolicy, on jest młodziutki, różnica wieku. A on spojrzał na Ciebie i wiedziałeś.
Pamiętasz do dziś gdy Wasze usta zetknęły się, połączyliście języki, to było takie... podniecające. Nowe. Poczułeś ciepło na całym ciele. Boże drogi, jak Ty się dawno nie całowałeś.

Gdybyś wtedy wiedział, dla kogo to będzie niezobowiązujące, to co byś zrobił? Gdybyś mógł cofnąc czas?

Po wszystkim oglądaliście znowu kolejny odcinek serialu. Czyż to nie irytujące, gdy tak siedział obok i ciągle z kimś pisał na telefonie? Widziałeś Grindr, fellow, w końcu jego prawo, ma pewnie wielu znajomych. W końcu wyszedł, umówił się na piwo. Poczułeś się... dziwnie opuszczony.
Szybko wrócił. "Bo ja wolę z Tobą serial pooglądać".
W końcu poszliście spać, każdy do swojego łóżka. Trochę szkoda, prawda?

***

Sobota. Niemal cały dzień spędziliście oglądając seriale.
Jakie to było uczucie, gdy trzymaliście się za rękę? Gdy opierał swoją blond głowę o Twoje ramię?
Jakie to przyjemne uczucie mieć kogoś obok siebie... i znowu ten jego telefon... Hej, przecież byłeś obok, dlaczego wiecznie z kimś pisze?
A jak się poczułeś, gdy wieczorem powiedział:
- Pogniewasz się jeśli pójdę sobie na noc do jednego kolesia? Bo mi właśnie napisał, że mnie na fun zaprasza a jest tu z okolicy.
- Fun? ZNaczy seks, tak?
- No - roześmiał się - i dragi ma. Ja sobie czasami lubię wciągnąć - znowu się roześmiał.

Przecież mu nie zabronisz. A to ukłucie w sercu? Jeszcze mu bilet dałeś, żeby na gapę nie jechał. Głupku, co Ty robisz?

Dziwna to była dla Ciebie noc. Źle spałeś. Myślałeś, co on tam robi. Jak to robi. Czy jest przytomny? Ile tego bierze? Zabezpiecza się? I znowu to dziwne, nieprzyjemne ukłucie w sercu. Przecież to niezobowiązujące...

Fun, fun, fun... we dwóch, we trzech, w trójkącie, czworokącie albo innych kombinacjach. Z dragami, bo to przecież fun, fun, fun...

Tylko Wytrzeszczowi nie mów proszę, że tak sobie imprezuję.

Fun, fun, fun, ale co Wytrzeszcza to obchodzi co Młody robi, przecież nie są razem. Nie?

Wrócił o 6 rano. Jak dobrze. Teraz pewnie pójdzie spać, myślałeś. Pewnie zmęczony jest. O kaszle. Przeziębił się? Ale jak dobrze, że już wrócił. Cały i zdrowy. A pół godziny później znowu wyszedł. Dokąd? Wiedziałeś dokąd. Tylko nie w to samo miejsce, w zupełnie inne. Wolałbyś nie wiedzieć...

***

Martwiłeś się. Wrócił dopiero w poniedziałek, gdy byłeś w pracy.
Ale wcześniej, koło 14 zadzwonił Wytrzeszcz:
- Cześć Boski, możesz rozmawiać?
- No co tam?
- Słuchaj, chciałem Ci powiedzieć, że prosiłem Młodego aby poszedł do szpitala i zabrał parę ciuchów Dziadygi, bo jutro go prawdopodobnie wypiszą, ale wiesz co on najpierw nie odbierał i nie odpisywał na sms, muszę Ci jeszcze powiedzieć, że jak go prosiłem, aby poszedł to on do mnie, że jest zmęczony, bo w nocy nie spał. Wiesz, ja go nie kontroluję i mu nie bronię się bawić, ale mnie nie ma, a on za darmo mieszka, bo nie ma pieniędzy i ja nie wiem za co on imprezuje, ale przynajmniej niech w domu coś zrobi, niech się zainteresuje, w końcu to mieszkanie Dziadygi i jakoś wdzięczny powinien być, ale wiesz, na niego to liczyć nie można, bo strasznie głupi jest. A ja chciałem Cię zapytać czy, jeśli oczywiście to nie problem, bo ja nie chcę Cię obciążać i tak jest mi głupio, że taka sytuacja wyszła, ale wiesz, Dziadydze nic nie będzie, chciałem Ci powiedzieć, że ja rozmawiałem z lekarzem  i w sumie to mu tylko wrzód pękł, także temu mu krwawiło z dupy, no ale jakbyś mógł się przejść do Dziadygi i parę rzeczy przynieść, to by super było, bo Młody nie odbiera ode mnie telefonu i nie odpisuje, a mógłby się zaitneresować, bo skoro nie płaci to w domu mógłby jakoś pomóc. No dobra, to ja Ci nie przeszkadzam.

Monolog. Faktycznie, Młody mógłby coś zrobić i jakoś pomóc.

Wróciłeś, Młody przyszedł zapalić na balkonie.
- A widziałeś? Ja Ci wiadomość napisałem na fellow, że nocuję u kolegi, bo nie chciałem, żebyś się o mnie martwił.
- Nie sprawdzałem. Ale spoko, miło, że pomyślałeś, to masz mój nr w razie czego. A jak było na imprezie?
- No fajnie. A ich tam trzech było wiesz. I  jeden to hetero - roześmiał się.
- To dupa musi Cię nieźle boleć...
- Nie, ja nie dawałem, ja ruchałem - hahaha.
- Młody...ja wiem, że to pewnie fajne tak na dragach się ruchać. Sam nigdy nie próbowałem, ale dlaczego tak szalejesz?
- Bo ja lubię.
- A to nie lepiej znaleźć jednego partnera? Ja Cię nie oceniam, bo to Twoja sprawa, ale trzeba uważać na to co się robi. I nawet seks trzeba z głową uprawiać. A jak się naćpasz, to skąd masz pewność, że kolesie używają gumy?
- Bo ja to kontroluję. Ja bym chciał mieć kogoś na stałe, ale jestem singlem i mogę robić co chcę.
- Twoja sprawa. Tylko uważaj na siebie.
- Martwisz się? - hhahahahah
- No trochę. Sympatyczny jesteś.
- No ja wiem o tym - hahahah - A wiesz, ja mógłbym z Tobą być, bo jesteś w moim typie.
- Rozmawialiśmy o tym. Za duża różnica wieku. No i nie jestem tu na stałe, w przyszłym roku prawdopodobnie przestanę do Stolicy przyjeżdżać.
- Wiek to nie problem. Ale szkoda, że nie jesteś tu na stałe.

Poszedł spać. Dałeś mu gripex, bo źle się czuł, kaszlał, ciągał nosem. Zmęczony. Po imprezie.
Poszedłeś do niego koło 17, przebudziłeś.
- Młody, jak masz iść do Dziadygi, to lepiej teraz, bo potem to późno już będzie a Wytrzeszcz znowu do mnie dzwonił i się wkurzał na Ciebie.
- No Ty chyba żartujesz - a jakże się zbulwersował, a ileż to razy miałeś jeszcze słyszeć ten ton - ja dopiero się obudziłem, muszę się pozbierać najpierw a poza tym słabo się czuję.
- No dobra, to śpij. Ja pójdę.

Poszedłeś. Naiwniaku.
A we wtorek? Latałeś za tabletkami na kaszel, żeby Młody się nie rozłożył. A jak się poczułeś, gdy Ci powiedział, że ten katar i kaszel to ma od wciągania dragów?
- Aaaa to mnie masz. Ja się tu nad tobą lituję, a ty masz to z ćpania. A to dobrze, cierp ciało skoroś chciało.

Polubiłeś go. Wróciłeś na Śląsk, do domu. Cały tydzień myślałeś o nim. Jak mu pomóc. I wymyśliłeś.


CDN...

środa, 18 października 2017

374

Ostatni tydzień w Wawie był dla mnie bardzo emocjonalny.


Pozwoliłem sobie na odrobinę uczuć...

...i dostałem (znowu) po ryju.

Właściwie, na własne życzenie...
...krwawię.

sobota, 22 lipca 2017

373

Zmiany, nawet dużo zmian. 
Szefowa zaciążona, termin na październik. Póki co pracuje, ale większość obowiązków już przejmuję.
Koleżanka z własną działalnością też zaciążona, termin na grudzień.
"Boski, ale co Ty się martwisz, przecież to jej problem co zrobi ze swoimi firmami" - jako rzekła szefowa.
I taki to problem, że ja je przejmuję.

Więc szykuje się jazda na 3ech etatach. Byłoby spoko gdyby nie Warszawa. Tydzień w stolicy, tydzień w domu i wiecznie na walizkach. Niby powinienem się przyzwyczaić ale coraz bardziej mnie to irytuje.

Wyprowadziłem się z 'akademika'.
Jeden przystanek dalej, jest nas 3ech (a było 6 cioro na poprzednim) i kundelek. Milutki, cieszy się za każdym razem gdy z pracy wracam...
Solaris w moim wieku ("Ja lubię swoją opaleniznę i lubię się opalać") i z mojej branży, więc przynajmniej swobodnie można rozmawiać. 
Drugi mieszkaniec to jego emerytowany krewny. 
Alkoholik. 
Zorientowałem się już przy drugim pobycie, że coś z nim nie tak.
Póki dupy nie zawraca i burd nie robi nie przeszkadza mi.
Siedzi w swoim pokoju, ogląda tv (na szczęście nie tą reżimową), chleje piwo i gnije od środka.
Straszna egzystencja.

A z tych bardziej pozytywnych wieści - zawsze, gdy chodziłem do Parku Szczęśliwickiego z zazdrością patrzyłem na tych wszystkich rolkujących ludzi.
Już w zeszłym roku planowałem rolki, ale po obejrzeniu filmów na YT dla początkujących stwierdziłem, że się zabiję i kupiłem rower.
Ale nie zrezygnowałem z rolek i powiedziałem, że przynajmniej spróbuję.
No i po 2-óch miesiącach umawiania się z koleżanką z pracy poszliśmy z rolkami jej męża i jej córami, żeby 'pośmiać się z wujka'.
Spodobało mi się, zaraz zamówiłem rolki dla siebie.
Jeżdżę na poziomie profesjonalnego amatora poziom minus jeden, czyli staram się nie zabić i nie zabić innych. Ale jeżdżę, upadam, wstaję.
Dzisiaj glebę zaliczyłem, boli mnie lewa ręka, chyba stłukłem lub nadwyrężyłem (nie puchnie więc raczej nic poważniejszego).
I tak jutro pójdę. Z rana, bo mało ludzi i można spokojnie po placu pojeździć.
Największą satysfakcję mam, że miałem jakiś cel, który osiągnąłem, coś założyłem i to zrobiłem.

Teraz trzeba znaleźć inny cel. Tylko jaki?

(wypełnić serce)

środa, 24 maja 2017

372

No to stuknęła druga 18tka.
Szkoda tylko, że nie widzę powodów do świętowania.
I nawet dobrze się złożyło, że wczoraj miałem już zaplanowany wyjazd do Warszawy, przynajmniej imprezy w domu nie musiałem robić.

Na fejsie wysyp życzeń. Trochę mnie to szokło, bo byłem przekonany, że tak jak w zeszłym roku, tak urodziny mam ukryte.
Ale jak wiadomo, fejsbuk wie lepiej, jakie ustawienia prywatności zastosować.

Co do życzeń na fejsie - uważam, że są osoby, które powinny odrobinę się wysilić i zadzwonić lub wysłać esa z życzeniami. Przynajmniej ja tak robię.

Czas przestać.

niedziela, 26 lutego 2017

371

Człowiek już myśli, że poznał kogoś na realne spotkanie, z poczuciem humoru, akceptowalnym wyglądem, zainteresowaniami obszernymi (bo czuje się samotny, stąd taki wachlarz zajęć)... a potem dowiaduje się, że koleś lubi seks na chemii przez całą noc i czar pryska.

Coś nie tak ze mną jest, zawsze to powtarzam, nie znam kolesia a czuję się taki rozczarowany...

Warszafffka. Tu chyba wszyscy ćpają i ruchają. Miasto, w którym jest mnóstwo ludzi. Zabijających samotność używkami i przelotnymi romansami...

Niestety wszystkie znaki wskazują, że już niedługo, będę jeszcze częstszym bywalcem.
Może jakimś cudem braknie mi rozumu i się dostosuję.

A może lepiej niech jest jak jest?

poniedziałek, 19 grudnia 2016

370

W sumie, to nie bardzo wiem czy chcę o tym pisać lub też JAK o tym napisać...
Powiedzmy, że moja 'rozpusta' została pokarana.

Te AŻ 4 przygody, które miałem zawsze w jakiś sposób były dziwne (zwłaszcza ta ostatnia). I niemal zawsze towarzyszyło mi uczucie, że takie wyskoki to jednak nie dla mnie.

2 tygodnie po pamiętnym wyruchaniu grubaska na oczach jego kota poszedłem zrobić sobie testy na hiv. Anonimowo, wynik po 30 minutach, jednak pani psycholog (?) powiedziała, że zrobi mi tradycyjny test, bo ostatni kontakt miałem 2 tygodnie wcześniej i robię go po raz pierwszy (szybkie testy mają jakiś minimalny procent błędu).
Także weekend minął mi nieco w niepewności. Niby ryzyko niskie, kontaktów z płynami moich partnerów w zasadzie nie miałem no ale...
W poniedziałek wynik odebrany, ujemny (czyli zdrowy jestem). Ulga mimo wszystko.

I tak, we wtorek wieczorem wróciłem z Warszafffki do domu...
Dzwoni telefon na mój prywatny numer. Pan z Policji w Warszawie powiedział, że musi mnie wysłuchać. O co chodzi - nie mógł przez telefon powiedzieć. 
Umówiłem się na następny tydzień, bo akurat miałem być w stolicy...

Znowu tydzień zastanawiania się o co chodzi. Jakiś wypadek? To by do firmy pisemne zawiadomienie wysłali. Ktoś mnie za świadka podał? Ale nic się nie działo co bym pamiętał.

Z głupia franc do kożelanki szefowej rzuciłem tekstem, że pewnie grubasek coś wymyślił, bo nie chciałem znajomości kontynuować. Kożelanka szefowa się śmiała, bo przecież co koleś mógł wymyślić?

Stawiłem się na komendzie, z samego rana. Wyszedłem 3 godziny później.
- Panie Boski, czy zna pan pana Grubaska z kotem?
- A mieszka w stolycy?
- Tak.
- To wiem o kogo chodzi.
- Grubasek z kotem twierdzą, że ukradł pan jego telefon.
- Że co proszę?

Ponieważ spodziewałem się numeru ze strony Grubaska z założenia wiedziałem, że będę mówić WSZYSTKO co się działo. I jak panom policjantom powiedziałem, że się na seks spotkaliśmy to chyba trochę ich zaskoczyłem. Jeden rzucił tekstem, że sam sobie wziąłem telefon w ramach 'gratyfikacji'. Ale za chwilę zapytali czy spotkanie miało jakiś konkretny cel - tak, dla przyjemności.

No i mnie maglowali. Przeszukali (jak pan policjant założył gumowe rękawiczki to się wystraszyłem, że będzie tego telefonu w mojej dupie szukać...).
Pojechaliśmy na przeszukanie mojego pokoju. Nie, nakazu nie mieli. Sam się zgodziłem. Adwokata też nie chciałem. 
Moment niepewności miałem, jak jeden zadał mi pytanie "A co jak znajdziemy telefon w mieszkaniu?". Zacząłem podejrzewać, że to koledzy i zwyczajnie mi go podrzucą (za dużo telewizji....).
Pojechaliśmy, przeszukali. Wróciliśmy, spisali protokół.

Potem jeszcze przesłuchanie przez ostatniego policjanta. "Panowie byliście sami czy ktoś jeszcze był?"
- Tylko my dwaj. No jeszcze kot, ale on się chyba nie liczy...
Powiedziałem, że gościu pił wódkę, ale nie wydawał się jakoś pijany, żeby nie kontaktować co się dzieje. Wciągał jakąś substancję z małej buteleczki, chyba poppers, pytałem jak działa, powiedział, że rozluźniająco.
- Rozluźniająco na odbyt czy jak?
- Nie wiem, nie dopytywałem, sam nigdy nie próbowałem.

Po zakończeniu pytałem, czego mogę się spodziewać. Niczego. Słowo przeciwko słowu. Poza tym, chwilę przed moim przesłuchaniem, policjant dzwonił do gościa i grubasek zaczął w zeznaniach plątać.

Czyżby nie miał jaj, żeby powiedzieć, iż go w dupę rżnąłem a jego kot to widział?

Po wyjściu z komendy zadzwoniłem do szefowej - Masz 10 tyś, żeby wpłacić za mnie kaucję? - CO? Ale jak? Co zrobiłeś? Czekaj! - Spokojnie, tylko żartuję.

Podjechała po paru minutach po mnie. Tak czekając na nią, widziałem blok w którym grubasek i jego kot mieszkają. I słowo daję, pierwszy raz byłem tak wkurwiony na kogoś, że chyba bym rozszarpał gołymi rękami, gdyby się nawinął.

Na plus mogę powiedzieć, że panowie policjanci bardzo profesjonalnie się zachowywali. Nie byli chamscy wiedząc, że jestem gejem, zero homofobii. Po prostu robili swoje (znowu za dużo tv i seriali....).

Weekend w domu. Grypsko zaatakowało, na szczęście w czwartek bez problemu dostałem się do lekarza (i obok komunikacji miejskiej, przychodnie to kolejna rzecz, którą uważam, że jest dobrze zorganizowana w Warszafffce - u siebie w dniu mojego wyjazdu do Wawy nie miałem szans na dostanie się do lekarza).
W czwartek jeszcze o imprezę firmową zahaczyłem, ale po 2 godzinach zmyłem się do domu.
W piątek ledwo miałem siłę ruszyć się z łóżka. Chorowanie na obczyźnie, będąc samemu to jednak nic przyjemnego.

Juto powrót do domu.
Najchujowsza końcówka roku w moim życiu.

No ale... takie... życie.

Najbardziej przykre, że od czasu spotkania z grubaskiem nie mam ochoty na jakiekolwiek kolejne. I to nawet na kawę.