Pokazywanie postów oznaczonych etykietą randka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą randka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 marca 2025

390

Dzisiejszą akcję po prostu muszę uwiecznić (kolejna pewnie nieprędko nastąpi).


Po 2 latach postanowiłem wyjść ze strefy komfortu* i umówiłem się na seks randkę**. Nie ukrywam, bardziej interesował mnie qtas kolesia niż cała reszta.

W pewnym momencie akcja, chwila trwa, w pewnym momencie koleś 'traci siły'. Dobra to oralnie. Po chwili pyta, czy chcę przy nim skończyć.

- Że co?

- No czy chcesz przy mnie skończyć bo jak widzisz mi nie wychodzi...

- Niepotrzebuję...

W sumie to nie wiem czy czułem się zażenowany czy lekko rozbawiony.

- Aż tak ze mną źle? - pytam

- Nie, bardzo cię przepraszam, ale po prostu totalnie nie jesteś w moim typie.

Na diabła w ogóle wchodził to nie wiem, ale taki urok randki w ciemno.

Zebrał się, pojechał dodając na odchodnym "Myślę, że nasze drogi więcej się nie zejdą".

No jeśli liczył, że będę tęsknić to by się rozczarował.

Wracam do pokoju. Z szafy koteł wystawia łepek, sprawdza 'czy już bezpiecznie'.

I lampka mi się włączyła, bo byliśmy twarzami do szafy, chyba w trakcie kicia wystawiła łeb, spojrzała na kolesia i mu się totalnie odechciało...


Aż mi się przypomniała moja akcja sprzed paru lat z grubasem i jego kotem...


*mój introwertyzm i brak zaufania do ludzi zdecydowanie się nasilił w trakcie pandemii... Chyba słusznie.

**2 lata temu skończyło się tym, że kolesia odwiozłem do domu (do niczego nie doszło). Ale to osobna historia.

piątek, 8 listopada 2019

386

Nie mam problemu z pokazaniem swojej twarzy na profilach randkowych.
Gdzieś tam, dawno temu, pisałem, jak mnie irytują ci wszyscy 'dyskretni', nie będę znowu o tym pisać.

Jest jeden portal, na którym nie mam twarzy (przynajmniej nie dla wszystkich).
Ludzie lajkują mojego fiuta, moją dupę i całą resztę.

Ale tam gdzie mam widoczną twarz, gdzie szukam kogoś 'żeby był' cisza.

Ostatnio wyrwałem stomatologa na pokemony. Zaprosiłem na drugi dzień na kawę. Ot delikatnie mnie podrywał, co mi tam, milutki był, skorzystałem. Może nieco w akcie desperacji, bo brodaty, lekko miśkowaty to nie mój typ.
Szkoda tylko, że chodziło mu o moją dupę. 

Jakoś tak dziwna jest myśl, że moja dupa ma większe powodzenie od mojej mordy i intelektu.

sobota, 24 lutego 2018

377

Powoli trzeba wracać do równowagi psychicznej.

W tym celu umówiłem się na randkę.
Randka miała dwie zasadnicze wady:

żonę i 17-letnią córkę

jakoś mam przykre wrażenie, że normalni faceci do mnie nie ciągną...

czwartek, 8 września 2016

365

Tak się zbierałem do pisania i zbierałem... Co nieco ciekawych rzeczy się przytrafiło.

Jakiś czas temu spotkałem się z kumpelą. 16 lat się nie widzieliśmy. Więc było co nadrobić. Twarzowo nic się nie zmieniła za to ciałka przybyło ;) I ma zdecydowanie więcej poczucia humoru i uśmiechu.

Następna sentymentalna podróż - spotkanie z Wielebnym. 8 lat. Pogadaliśmy w zasadzie o tym, co się dzieje, zjedliśmy dobry obiad i rozeszliśmy...
Ani nie zakochałem się na nowo (niedoczekanie!), ani nie obudziły się we mnie jakieś żale (zapomniałem zabrać arszenik...).
Wyraźnie dałem mu do zrozumienia, że na moją dupę nie ma co liczyć (ale może mi swoją oddać =]). Teraz wnioskuję, że mu się znudziłem w takim razie, bo nawet na Whats'ap się nie odzywa. No cóż, typowy homik. Po spotkaniu koniec odzywek... Widocznie zabawniejsze jest wyrywanie przypadkowych kolesi.

A propo homików. To z jednym wybrałem się do kina w Warszafffce. Sausage Party. Humor klozetowy ale mi się podobał. Kolega sympatyczny, ale totalnie nic wspólnego nie mamy (książek nie czyta, do kina nie chodzi - podobno nie ma z kim, powiedziałem, że kiedyś znowu go wyciągnę, w żadne gry nie gra - bo nie ma komputera /ło jezusicku!/. Za to chodzi na siłownię - co widać :D - i na klabingi żeby się odstresować. No tak...).

Największa chyba niespodzianka. Wybrałem się na Pola Mokotowskie - ot połapać pokemony i przy okazji pozwiedzać. Kumpel się odezwał. 17 lat gdy ostatni raz się widzieliśmy. Szybkie umówienie na kawę, totalnie spontanicznie. W sumie nagadać się nie mogliśmy. Też zupełnie inny człowiek, niż go zapamiętałem. Bardziej wyluzowany i nie tak jak kiedyś buc, bo do Warszafffki się przeprowadził.

No i jeszcze spotkanie z kuzynką. Jakoś zawsze brakowało czasu. Akurat z urlopu wróciła, rodzinka została jeszcze nad morzem, więc mogliśmy spędzić czas przy piwie, pizzy, drinkach, wygłupach i gadaniu. Strasznie mi tego brakuje, zanim rodzinę założyła mieliśmy zdecydowanie częstszy kontakt... to się chyba dorosłość nazywa.

Urlop spędzony w domu. W planach był wyjazd do kuzynki na mazury, ale przy okazji rozmowy jakoś nie potrafiła się określić czy mogę przyjechać czy nie, więc na siłę nie będę się wciskać...
Miałem ambicję, aby nauczyć się jazdy na rolkach. Jednak po obejrzeniu filmików dla początkujących na youtube stwierdziłem, że pewnie się wypierdolę i zabiję - zrezygnowałem.
Za to rower kupiłem. Bez szaleństw, ale czasami na przejażdżkę się wybiorę. Oczywiście zaliczyłem glebę do rowu, ale przeżyłem nawet bez zadrapania. W końcu behape ponad wszystko ;)

środa, 30 września 2015

środa, 19 sierpnia 2015

340

Jestem już tak niewyżyty seksualnie, że dzisiaj o mało co bym nie wjechał kolesiowi w dupę na skrzyżowaniu.

Kontynuując temat mojej seksualnej rozwiązłości, koleś na portalu poinformował mnie, że "Fajny jestem" i dlatego (??) załączył mi foty swojego penisa (który swoją drogą był całkiem ładny w przeciwieństwie do facjaty kolesia).
Odpisałem mu: "Dzięki, ale nie interesują mnie osoby z CHUJOWYMI zdjęciami".

A i jeszcze wczoraj wieczorem byłem na kawie. Z FACETEM.
Miło się rozmawiało, ale iskier nie było. 
Stąd pewnie moja dzisiejsza akcja z pierwszego zdania...

niedziela, 17 maja 2015

329

Nie wiem dlaczego, ale zawsze przed wyjazdem do Warszafffki czuję jeszcze większe zniechęcenie do wszystkiego.
Ostatnio szefowa pytała, czy wyniósłbym się na stałe do stolicy gdyby taka była możliwość. Cóż mam zrobić, skoro biznes za bardzo nie idzie, jeśli tam będzie lepsza sytuacja finansowa to pewnie, że się przeniosę.
Gdzieś tam kiełkuje myśl, że znowu będzie trzeba dzielić mieszkanie z obcymi, aż żal dupę ściska, że szefowa zrezygnowała z kawalerki...

Wczoraj umówiłem się z jednym kolesiem u siebie w mieście. Oczywiście pełna dyskrecja, zadzwonił z prywatnego numeru czy mogę podejść pod totalizator sportowy, powiedział, że za 10 minut będzie. Czekałem 20 minut, w końcu spojrzałem na pocztę i minutę po swoim telefonie napisał "Sory znamy się, a nie chcę żeby ktoś z naszych znajomych się dowiedział. Z mojej strony masz pełną dyskrecję" WTF? Przecież ja w tej mieścinie nie mam żadnych znajomych (oprócz Wiedźmy Be z którą na jogę chodzę i okazjonalnie do kina) o kolegach nie wspominając... Nie powstrzymałem swojej złośliwości i odpisałem mu, że jego strata, niech sobie dalej żyje w swoim tchórzliwym świecie.

Bądź mądry, pisz wiersze. Człowiek zaczyna się zastanawiać nad sensem podejmowania prób poznania innych ludzi. Bez przesady, wg mnie ludzie są bardziej tolerancyjni niż kiedyś, a to, że dwóch facetów się spotka na kawie? Przecież to o niczym nie świadczy.

Już wiele razy zastanawiałem się, nad skasowaniem kont na portalach, ale z drugiej strony wizja siedzenia przed kompem i wiecznego grania w Diablo jakoś mi się nie uśmiecha... Chciałbym mieć w końcu z kimś wyskoczyć gdzieś na weekend albo chociażby na jakiś spacer.
Drażni mnie moje wieczne zrzędzenie, człowiek próbuje myśleć pozytywnie ale jednak 'mrok' jest jakiś silniejszy i ciągle mąci w tej głowie...

Oj, trzeba słoiki pakować... 

sobota, 15 listopada 2014

325

Szefowa zrobiła wczoraj nalot z Warszaffffki.
Dzień wcześniej kazała mi się przygotować na spotkanie z kierownikami na jednej firmie... no i krótką prezentację miałem zrobić...Czwartkowe popołudnie więc przy kompie, trochę się wkurzałem, że tak nagle, no ale w sumie miesiąc temu o tej prezentacji mi pisała... Gdyby mi od razu wyznaczyła termin do kiedy mam zrobić, to by miała już dawno załatwione...
O dziwo spotkanie poszło całkiem zgrabnie. Chyba nie ma ze mną tak źle, gdzieś tą wiedzę łapię po drodze, chociaż sam nie wiem kiedy, bo specjalnie siedzieć i czytać to mi się nie chce...
Stwierdziłem, że kożelankaszefowa to chora musi być, bo jak mnie już do domu odstawiła po całym dniu jeżdżenia to nie opierdoliła za nic... Wręcz przeciwnie, widzi wszystko w różowych kolorach i podobno 'będzie coraz lepiej'.

Strzała ma silnik do remontu, może pod koniec listopada będę mógł wrócić nią z Warszaffffki. Oby tylko śnieg nie spadł i mrozy nie chwyciły ;/ i pewnie się okaże, że wykrakałem.

Prywatnie jest szaro.
Błądzę gdzieś myślami. Potrafię odpalić Spotify i gapić się w ekran monitora błądząc gdzieś myślami...

Przed długim weekendem dałem anons na jednym z portali. Odpisało 5 osób, dwie od razu odrzuciłem, jedna najwyraźniej nie potrafiła czytać ze zrozumieniem, więc też po paru mejlach spławiłem, kolejny zadawał pytania ale sam na zadane nie odpowiadał, najwyraźniej jakiś ociężały umysłowo był.
A piąty z kolei proszę państwa to koleś, z którym swego czasu pisałem na innym portalu, z mojej mieściny i który wystawił mnie do wiatru nie przychodząc w umówione miejsce. Tym razem na pytanie 'To kiedy się widzimy' napisałem 'Podaj miejsce i czas w którym ci pasuje'.
No i cisza.

Jak to jest, że  człowiek ma ochotę kogoś poznać, wyjść na kawę a tu nie ma z kim? Czasami gdy widzę profile sparowanych osób czuję lekką zazdrość i zastanawiam się jak oni się poznali? 
A może to ja akurat dziwnie trafiam?

Za to przez ostatnie 3 tygodnie spotykałem się z dentystą. I jeszcze ze 4 wizyty mnie czekają, bo po 4ech latach mam 7 zębów do leczenia. Portfel nie koniecznie jest szczęśliwy z tego powodu, ale jakoś na zęby nie szkoda mi wydać te pieniądze. Mam przynajmniej nadzieję, że będę co roku chodzić na kontrole, to nie będzie tak źle.

Ostatnio dość często myślę o Wielebnym. Jakiś czas temu córka sąsiadki zmarła na raka mózgu, od kumpeli znajomej mama też na raka mózgu... masakra jakaś.
Trzeba będzie w końcu wymienić panel dotykowy w starej avilii i odzyskać kontakty...

sobota, 5 kwietnia 2014

317

Z cyklu: (nie)boskie dylematy

Jakiś tydzień temu dostałem na jednym z portali bardzo konkretną wiadomość. Na tyle konkretną, że pozwoliłem sobie odpowiedzieć i zaryzykować szansę posiadania kolegi (mimo iż faceci o statusie 'zajęty' tudzież 'w otwartym związku' trzymam na odległość ostro zakończonego kija).
Z kolegą nawet się spotkaliśmy jakoś w poniedziałek, dość spontanicznie zaproponował spacer. 1,5h chodzenia i gadania, głównie o związkach, ja o tym jaki to świat jest parszywy i że mnie chłop zostawił, on o tym, jaki to świat jest parszywy i go żona wychujała, że żył w kłamstwie i w sumie dobrze się stało a poza tym jaki to on jest TERAZ szczęśliwy ze swoim Miśkiem i oh i ah....

Tak to ostatnie to sarkazm... 

Teraz od czasu do czasu muszę wysłuchiwać/wyczytywać na gg jaki to on jest szczęśliwy, a dwa dni wcześniej pisał, że to chyba koniec jego CZTEROMIESIĘCZNEGO związku, bo się o coś tam pokłócił z facetem... no ale na następny dzień się pogodzili i spędzili bardzo upojną noc i och i ach jak słitaśnie... i w ogóle to wpadł jak śliwka w kompot tak się w NIM zakochał i och i ach i sraka taka....

Tak, to ostatnie to sarkazm...

Za to dzisiaj Boski umówił się z kolesiem z własnej mieściny. Mało, że się umówił w ciemno, to jeszcze nie wykluczył, że będzie seks, bo koleś w końcu napisał, że nie ukrywa, iż ma ochotę na seks do tego chata wolna (miałem prezerwatywy, bezpieczeństwo to u mnie priorytet ;).
No niech będzie, posrany byłem, bo randka w sumie w ciemno (nie tak do końca ale o tym zaraz), koleś tak wstydliwy, że zdjęcia nie chciał przesłać.
Ale twardo o 16 stawiłem się w umówionym miejscu, rodzicielce wymijająco powiedziałem, że idę na spacer a może i na kawę (w końcu kawa może mieć wiele znaczeń.... prawda?).
Dzień nie za ciepły, trochę wiaterek chłodnawy, tak szczerze powiedziawszy zmarzłem nieco czekając te 15 minut, ale myśl, że może będzie seks to i się rozgrzeję jakoś dodawała mi optymizmu.

Poza tym koleś prosił o dyskrecję*. Rzeczywiście, koleś sam jest bardzo dyskretny, do tego stopnia, że się nie pojawił. A ja kurwa zostawiłem zapalniczkę w samochodzie i nie miałem czym papierocha odpalić a przy sobie ani złotówki nie miałem. No co? Przecież na kawę się umówiłem...

*rzecz ma się tak: koleś już dawno próbował mnie poderwać. Wiedział jakim autobusem jeździłem, o której godzinie, że mnie z podstawówki jeszcze kojarzy. No słowem - psychofan... Zapraszał mnie do siebie, ale że nie chciał mordy pokazać to go spławiłem. Z anonimami nie mam ochoty rozmawiać.
Teraz postanowiłem dać mu szansę. Mało tego. Koleś przekonany o dyskrecji, nie zdaje sobie sprawy, że przeprowadziłem już poprzednio małe poszukiwania, mój detektywistyczny umysł przewertował wszystkich ludzi, którzy jeździli ze mną autobusem i... znam nie tylko imię, ale i nazwisko owego kolesia, a także wiem gdzie i w jakiej firmie pracuje. Hmm... zaraz, zaraz, to chyba jednak ja jestem psychofanem...
Chciałem mu napisać coś w stylu "wiem, gdzie pracujesz" lub "wiem, jak się nazywasz", ale jeszcze mu coś odbije... więc póki co cichutko w duchu się podśmiewam z Pana Icognito :))

wtorek, 18 marca 2014

316

Z cyklu: (nie)Boskie Historie.

Przy mojej ostatniej wizycie w Warszafffce miałem za zadanie sporządzić odpowiedź do PIPu na nakaz. Dodam, że zawieźć musiałem osobiście, bo to ostatni dzień był, mało tego, nakaz nie został zrealizowany (powiedzmy, że był w trakcie, kierowniczka obiecała załatwić temat przez sobotę i załatwiła).
Ale nic to. Poszedłem do Głównodowodzącego i mówię, że potrzebuję jego podpis na odpowiedzi, żeby dzisiaj o 11ej zawieźć, bo termin upływa, jeszcze nie jest zrealizowany, ale mają to zrobić a odpowiedź i tak trzeba wysłać.

- Do jedenaśtej? To bardzio mało ciaśu mi dałeś... - była godzina 8 rano, myślę sobie co on pierdoli ma mi tylko dać głupi podpis - Ja wiem, zie mieliśmy duzio ciasiu na to. Psijć do mnie o 9 na halę, będę z Siefami chodzić to Ci dam.

Dorwałem go na hali, chodził z Szefami i mówi: - Bośki, ić do direktorki pienienźnej, ona ci podpisie.

Myślę sobie: co ma dyrektorka pieniężna do odpowiedzi skoro ona w biurze siedzi a nie na hali?
No ale dobra, idę, mówię o co kaman (wyszło przy okazji, że ten dział należy do niej oprócz pieniężnego), ona o niczym nie wie a poza tym nie ma upoważnień do podpisywania takich rzeczy...
Idę do zastępcy Głównodowodzącego, z nim może się dogadam, bo tamten to obcokrajowiec.
A ten do mnie z tekstem, że też nie ma upoważnień... W końcu z wielką łaską podpisała pani kierownik, która upoważnienia miała.
No super. Asterix i Obelix misja Kleopatra...

To teraz jazda do PIPu.
Trafiłem nawet bez problemów, taszczę się z walizą, wchodzę do windy, jacyś mili państwo w windzie. Klikamy, drzwi się zamykają, winda pojechała 5 centymetrów w górę i stoi...
Nie, nie da się drzwi otworzyć, naciskamy alarm, robimy raban.
Po 15 minutach pan z technicznego nas uwolnił.
Patrzy na mnie i mówi: A pan to z tą walizą? Pan sobie zostawi tu w rececji, pani sympatyczna przypilnuje, bo pan to do PIPu to na V-te piętro?
- Nie, na IIIcie do inspektora XY.
- Ale tu nie ma takiego...
- Jak to nie ma? Był u nas na kontroli w zeszłym roku.
- Aaaa, to może chodzi o pana ZY??
- A faktycznie, pomyliłem imiona...
- No to jego nie ma, bo on już nie żyje...
- ...


Jeśli chodzi o młodszego to temat zamknięty. Potwierdził, że niczym nie różni się od 99% ludzi na homoportalach. Spotkaliśmy się drugi raz, miło się rozmawiało, dalej dziennie smsy, aż ni z tego ni z owego przestał się odzywać.
Po tygodniu coś do niego napisałem, coś tam odpisał. Tydzień później znowu smsa napisałem, coś tam odpisał.
Za trzecim razem gdy chwyciłem za komórkę, żeby znowu coś do niego napisać stwierdziłem - pierdolę. Z gównażerią się nie zadaję.
Ale nie ukrywam, szkoda mi trochę. Może się wystraszył, że coś może z tego być?
Niestety preferuję facetów z jajami, on widocznie ich nie miał, skoro nie napisał, że nie chce kontynuować znajomości.

A poza tym mam być chrzestnym córki mego brata. Tylko nie wiem co ze spowiedzią zrobić, z wiadomych przyczyn. Świstka ani przykazu, że muszę iść i mieć na to papier nie mam... Więc dylemat moralny czy iść spowiadać się okrężnikami czy odpuścić... Tylko będzie potem pierdolenie, że chrzestny do komunii nie poszedł. Eh.... szczerze liczyłem, że kogoś innego brat weźmie no ale co zrobić...
Gangol kupiłem taki niebieski czy granatowy (pochwalę się - z 1200zł na 650 przeceniony, skarpetki gratis :P), buty też. Buty, mimo że eleganckie bardzo mi się podobają (wrócę do domu to zdjęcie wrzucę).
No i oczywiście na koncie pustki.
Ale czego to się nie robi dla bycia boskim ;)

czwartek, 9 stycznia 2014

313

Zawsze myślałem, iż w wieku 30+ człowiek panuje nad swoimi uczuciami.
Najwyraźniej się pomyliłem.
Wystarczyło 1 sympatyczne spotkanie, żebym stracił niemal głowę dla 9 lat młodszego...
Chyba mam jakiś kryzys wieku średniego.

Żebym chociaż miał pewność, że to jakoś jest odwzajemnione... 
No ale nie mam. 

Zobaczymy czy i co czas przyniesie.

sobota, 28 grudnia 2013

310

Od kilku dni piszę z takim jednym młodzikiem (27 lat).
Wysłałem mu zdjęcia i jak skomentował? Oczywiście, że tak: jestem bosssski i do tego mam zajebiste nogi :P

I teraz mnie zastanawia, na portalach mam widoczne zdjęcia, skoro jestem taki bossski to dlaczego ludzie nie próbują nawiązać znajomości? Aż tak ich onieśmielam?

A. zdaje mi się sympatyczny. Mam wrażenie, że się we mnie nawet zadurzył, mimo, iż na żywo jeszcze się nie spotkaliśmy.
Za to ja mam dylemat, bo w zasadzie niczego nie oczekuję, nie myślę o tym, żeby się zakochać, czy też żeby wskakiwać w następny związek.
Nie chciałbym chłopaka skrzywdzić.

Z drugiej strony potrafi mówić z sensem, najlepsze, że poznaliśmy się na czaterii (co jak wiadomo jest największym burdelem w internecie).

I uświadomiłem sobie, że ja to na prawdę stary jestem.
Pamiętam jak mając 26 lat chyba, poznałem wirtualnie jednego przystojniaka (miał chyba 20 lat wtedy). Nic z tego nie wyszło, bo byłem za młody (wybrał kolesia 2 razy starszego o ile mi wiadomo są razem do dziś).

Ale wracając do tego, że stary jestem - zaczepiają mnie młodziany w przedziale 20-23 lata ;/ Jeden jest wręcz prześliczny, ma głowę na karku, tylko kurde 9 lat różnicy to dla mnie za dużo ;/

No i w Warszafffce jest jeden co mi się baaaaaaaardzo podoba i zawsze do mnie uśmiecha. Muszę znaleźć jakiś sposób, żeby go 'wyczuć'... :P
 
Ja to mam (nie)boskie dylematy ;)