Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 października 2019

385

Stało się. Przyszedł czas na zmiany. Rzadko się na nie decyduję ale jak już to lecę hardkorowo.

Etap Warszawy za mną. Po roku ciśnięcia kożelanki szefowej, przekonała Prezesa, żeby kogoś zatrudnił na stałe. Jak tylko zadzwoniła powiedzieć, że jest zgoda złożyłem wypowiedzenie.

4 października opuściłem Warszawę.

- Ale tak za 6 m-cy to odpoczniesz już? - pyta szefowa
- Chyba cię pogięło. Rok to minimum.

Z Wawy do domu już nie wróciłem. Tzn wróciłem, ale do nowego. Wyprowadziłem się od mamusi.
Mała awantura była (głównie chodzi o fakt, że płacę za wynajem obcemu i w ogóle to po co, tak ci źle tutaj?), ale jakoś się pogodziła. 
Pralki nie mam, więc i tak jeżdżę, żeby miała co robić... 
I przy okazji zabrać słoiki ;)

Poza tym czuję się zajebiście. Dopiero zdałem sobie sprawę, jak mnie te wyjazdy do Wawy obciążały psychicznie.

Trochę szkoda, że z paroma osobami nie będę miał się okazji już spotkać tak często jakbym chciał. Ale ogólnie to mi nie szkoda. Więcej złych wspomnień, więcej rozczarowań. Trzeba iść na przód.

A za rok? Kto wie, co będzie za rok...

Tylko kotka do szczęścia brak ;)

piątek, 15 marca 2019

383

Z cyklu (nie)boskie dylematy:


Dworzec Wschodni, czekam na pociąg do Gliwic, odjazd godz. 16.14. 
Na tablicy wyświetlane są pociągi, zbliża się godzina odjazdu, mojego ni chu chu. Sprawdzam bilet - jak byk godz 16.14. Patrzę na rozkład, czytam, szukam, nie ma mojego pociągu. Wchodzę na rozkład internetowy, a tam odjazd godz. 15.54. 
Wkurwiony idę do informacji, łysina trochę mi zarosła szczeciną, więc włos zjeżony, mord w oczach, mówię pani, że na bilecie odjazd 16.14 a okazuje się, że pociąg odjechał o 15.54. 

Pani sprawdza bilet i mówi:

- Bo bilet jest ze stacji Warszawa Centralna a nie Wschodnia....



Dobrze, że mam gdzie spać.


Kurtyna.

sobota, 17 lutego 2018

376

Musiał się ode mnie wyprowadzić.
Miałem dość.


Tak blisko był a jednak nieosiągalny. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że to co czuję nie ma już znaczenia. Dla mnie. Dla niego tym bardziej. 
Dla niego jestem tylko kumplem. Ja widzę siebie jako frajer, który go utrzymywał i nic z tego nie miał. Nawet szczerości, tylko kłamstwa, które i tak wychodziły szybko na jaw.

Tak bardzo się zaangażowałem (uczuciowo nawet za bardzo), przewróciłem swoje życie do góry nogami, żeby mu pomóc się ogarnąć, naprostować swoje życie.

Nie skorzystał z wyciągniętej pomocnej dłoni.

Teraz tak tu pusto. Dawno nie czułem się tak samotny w tym wielkim mieście.


Ale chyba lepsze to, niż patrzeć jak wybiega z domu na fun, fun, fun, wiedząc, że nigdy nie przyjmie mojego serca...

środa, 10 stycznia 2018

375

Droga donikąd

                A pamiętasz, Boski, te czasy, gdy narzekałeś na nudę? Gdy Twe życie polegało na bujaniu się między pracą, domem, między Sląskiem a Stolicą. Jaki Ty byłeś nieszczęśliwy, samotny, jak to brakowało tego... kogoś?
Czas nudy i pustki wydaje się taki odległy, a to przecież kwestia ostatnich 4ech miesięcy, gdy świat wywrócił się do góry nogami. Wszystko zaczęło się zmieniać, łącznie z Tobą...

PAŹDZIERNIK
Pamiętasz, gdy Wytrzeszcz, u którego wynajmowałeś pokój, zadzwonił do Ciebie i powiedział, że wyjeżdża na tydzień a do jego pokoju wprowadzi się Młody? Ale to tylko czasowo, to tylko kolega, on z nim nie chce kręcić, bo Młody jest za młody i głupiutki jeszcze, a on potrzebuje kogoś dojrzałego, kogoś kto da mu wsparcie psychiczne, gdy Dziadyga alkoholik znowu odwali jakiś numer. On mówił Młodemu, żeby Ci dupy nie zawracał i nie wchodził do pokoju, żebyś miał spokój, bo Ty lubisz ciszę i spokój.
***
I w końcu ten środowy wieczór, gdy przyjechałeś do Warszawy. Zmęczony po podróży rozpakowałeś walizkę i wtedy do pokoju wszedł ON. Do dziś masz w głowie pierwszy moment, gdy zobaczyłeś ślicznego, uroczego, roześmianego blond 20-latka.
"Cześć! Młody jestem!"
Chwila rozmowy, nieśmiałe uśmiechy i myśl, jaki ten młodziak sympatyczny. Nie narzucał się, po paru minutach wyszedł, mówiąc, że nie chce Ci przeszkadzać.
***
Po środzie nastąpił czwartek, wróciłeś padnięty z pracy. Młody przyszedł, usiadł, rozmawialiście, śmialiście się, paliliście papierosy...
Gdy na balkonie, słuchając jego śmiechu, pomyślałeś "Jaki on głupiutki a mimo to uroczy". Gdy ze śmiechem, niby przypadkiem, dotknął Twojego ramienia. Myślałeś, że to przypadek, ale potem, przez przypadek, dotknął Twojej dłoni, ramienia, dla żartu klepnął w pośladek.
Miłe uczucie, gdy zdałeś sobie sprawę, że Młodemu podobasz się. Tak dawno nikt Cię nie podrywał, tak dawno nie czułeś się dla kogoś atrakcyjny.

Wieczorem Młody wychodził na imprezę (skąd miał pieniądze? Przecież nie pracuje). Ten nieprzyjemny moment, gdy usłyszałeś upadek Dziadygi, potem jego wołanie "Chłopcy pomóżcie mi!".
Młody zawołał "Boski pomóż mi go podnieść, bo sam nie dam rady". No tak, chucherko, niski, szczuplutki. Gdy zobaczyłeś Dziadygę oblanego potem, bladego, ledwo oddychającego, przerażająca myśl w głowie "Kurwa chyba zawał ma. Jeszcze śmierdzielowi usta-usta będę musiał robić...".
Posadziliście go z Młodym na kanapie. Poszedłeś zapisać adres i swój numer telefonu, aby w razie paniki nie zapomnieć gdzie jesteś. Wezwałeś pogotowie a Młodemu pozwoliłeś iść, w końcu młody jest niech się bawi, znajomi czekają, przecież nie będzie przy starym alkoholiku siedzieć w domu. Gdybyś Ty Boski wtedy wiedział...
Telefon do Wytrzeszcza, że Dziadyga w szpitalu. To takie nieco dziwne pytanie
- A kto wezwał pogotowie?
- No ja - odpowiedziałeś.
- A dlaczego?
- Jak to dlaczego? Wytrzeszcz, ja byłem przekonany, że on zawał ma, nie wiedziałem czy wykituje, do tego z dupy mu krew leciała.
- Aha, aha - odpowiedział tym swoim chaotycznym stylem - Wiesz, chciałem Ci powiedzieć, że on tak ma, bo już, wiesz, pogotowie było wcześniej i też go zabrali do szpitala, ale muszę Ci powiedzieć, że on tak zwraca na siebie uwagę i jemu nic nie będzie na pewno. No ale dobrze, że go zabrali, może jakoś się opamięta i przestanie chlać, ale wiesz, on już ma wyprany mózg przez ten alkoholizm, jeszcze depresja, psychotropy co bierze. Ja nie będę wracać do Warszawy, bo oni to zadzwonią do mnie i powiedzą co z nim jest nie tak. Ale dobrze, że Ty byłeś, bo wiesz, Młody to głupi jest, pewnie by go zostawił, a on w ogóle jest w domu?
- Nie, wyszedł do znajomych - skłamałeś. Poprosił Cię, żebyś nie mówił Wytrzeszczowi, że na imprezę idzie - Jak pogotowie było w drodze to powiedziałem, że może iść, bo sobie poradzę.
- Aha, aha. No ale ja jutro zadzwonię do Młodego i mu powiem najwyżej, żeby zaniósł Dzidydze jakieś rzeczy, wiesz, spodnie, buty, kurtkę, bo on w czym pojechał? Aha, tak go w koc tylko zawinęli. Wiesz, ja bym Ciebie jeszcze ewentualnie poprosił, EWENTUALNIE, gdyby Młody nawalił, bo wiesz, na niego za bardzo liczyć nie można i nie wiem czy on wróci jutro do domu, ale czy dałbyś radę podejść w razie czego do Dziadygi i zaniósł mu parę rzeczy?
- Pewnie, żaden problem dla mnie.
- Aha. No to fajnie. Dzięki, że mi dałeś znać, ale się nie przejmuj, bo wiesz, on takie akcje ma, próbuje zwrócić na siebie uwagę....
I znowu ten sam chaotyczny bełkot. Nie widziałeś wcześniej, że ciągle to samo opowiada?

***
Piątek. Dziadyga w szpitalu. Wróciłeś do domu, znowu padnięty po pracy. Młody poprosił Cię, abyś poszedł z nim do szpitala, bo nie chce sam z Dziadygą siedzieć. Szybko wróciliście do domu.
Obejrzeliście serial, pośmialiście się, wyszliście na balkon, sami w domu...
Pamiętasz, gdy drżał z zimna, zapytał czy może się ogrzać? Gdy się przytulił, objąłeś go ramieniem. Zrobiło Ci się...
Dotknął Cię, ze śmiechem powiedział "Oooo, nie śpi!!". Trochę Ci się głupio zrobiło, bo co on sobie o Tobie pomysli? Popatrzyliście sobie w oczy, lekkie muśnięcie ust. Wiedziałeś, że jest za młody jak na Twój gust (ale taki uroczy i słodki... i głupiutki). Obaj tego chcieliście. Zapytałeś, czy nie przeszkadza mu taka niezobowiązująca znajomość, bo nie jesteś na stałe w Stolicy, on jest młodziutki, różnica wieku. A on spojrzał na Ciebie i wiedziałeś.
Pamiętasz do dziś gdy Wasze usta zetknęły się, połączyliście języki, to było takie... podniecające. Nowe. Poczułeś ciepło na całym ciele. Boże drogi, jak Ty się dawno nie całowałeś.

Gdybyś wtedy wiedział, dla kogo to będzie niezobowiązujące, to co byś zrobił? Gdybyś mógł cofnąc czas?

Po wszystkim oglądaliście znowu kolejny odcinek serialu. Czyż to nie irytujące, gdy tak siedział obok i ciągle z kimś pisał na telefonie? Widziałeś Grindr, fellow, w końcu jego prawo, ma pewnie wielu znajomych. W końcu wyszedł, umówił się na piwo. Poczułeś się... dziwnie opuszczony.
Szybko wrócił. "Bo ja wolę z Tobą serial pooglądać".
W końcu poszliście spać, każdy do swojego łóżka. Trochę szkoda, prawda?

***

Sobota. Niemal cały dzień spędziliście oglądając seriale.
Jakie to było uczucie, gdy trzymaliście się za rękę? Gdy opierał swoją blond głowę o Twoje ramię?
Jakie to przyjemne uczucie mieć kogoś obok siebie... i znowu ten jego telefon... Hej, przecież byłeś obok, dlaczego wiecznie z kimś pisze?
A jak się poczułeś, gdy wieczorem powiedział:
- Pogniewasz się jeśli pójdę sobie na noc do jednego kolesia? Bo mi właśnie napisał, że mnie na fun zaprasza a jest tu z okolicy.
- Fun? ZNaczy seks, tak?
- No - roześmiał się - i dragi ma. Ja sobie czasami lubię wciągnąć - znowu się roześmiał.

Przecież mu nie zabronisz. A to ukłucie w sercu? Jeszcze mu bilet dałeś, żeby na gapę nie jechał. Głupku, co Ty robisz?

Dziwna to była dla Ciebie noc. Źle spałeś. Myślałeś, co on tam robi. Jak to robi. Czy jest przytomny? Ile tego bierze? Zabezpiecza się? I znowu to dziwne, nieprzyjemne ukłucie w sercu. Przecież to niezobowiązujące...

Fun, fun, fun... we dwóch, we trzech, w trójkącie, czworokącie albo innych kombinacjach. Z dragami, bo to przecież fun, fun, fun...

Tylko Wytrzeszczowi nie mów proszę, że tak sobie imprezuję.

Fun, fun, fun, ale co Wytrzeszcza to obchodzi co Młody robi, przecież nie są razem. Nie?

Wrócił o 6 rano. Jak dobrze. Teraz pewnie pójdzie spać, myślałeś. Pewnie zmęczony jest. O kaszle. Przeziębił się? Ale jak dobrze, że już wrócił. Cały i zdrowy. A pół godziny później znowu wyszedł. Dokąd? Wiedziałeś dokąd. Tylko nie w to samo miejsce, w zupełnie inne. Wolałbyś nie wiedzieć...

***

Martwiłeś się. Wrócił dopiero w poniedziałek, gdy byłeś w pracy.
Ale wcześniej, koło 14 zadzwonił Wytrzeszcz:
- Cześć Boski, możesz rozmawiać?
- No co tam?
- Słuchaj, chciałem Ci powiedzieć, że prosiłem Młodego aby poszedł do szpitala i zabrał parę ciuchów Dziadygi, bo jutro go prawdopodobnie wypiszą, ale wiesz co on najpierw nie odbierał i nie odpisywał na sms, muszę Ci jeszcze powiedzieć, że jak go prosiłem, aby poszedł to on do mnie, że jest zmęczony, bo w nocy nie spał. Wiesz, ja go nie kontroluję i mu nie bronię się bawić, ale mnie nie ma, a on za darmo mieszka, bo nie ma pieniędzy i ja nie wiem za co on imprezuje, ale przynajmniej niech w domu coś zrobi, niech się zainteresuje, w końcu to mieszkanie Dziadygi i jakoś wdzięczny powinien być, ale wiesz, na niego to liczyć nie można, bo strasznie głupi jest. A ja chciałem Cię zapytać czy, jeśli oczywiście to nie problem, bo ja nie chcę Cię obciążać i tak jest mi głupio, że taka sytuacja wyszła, ale wiesz, Dziadydze nic nie będzie, chciałem Ci powiedzieć, że ja rozmawiałem z lekarzem  i w sumie to mu tylko wrzód pękł, także temu mu krwawiło z dupy, no ale jakbyś mógł się przejść do Dziadygi i parę rzeczy przynieść, to by super było, bo Młody nie odbiera ode mnie telefonu i nie odpisuje, a mógłby się zaitneresować, bo skoro nie płaci to w domu mógłby jakoś pomóc. No dobra, to ja Ci nie przeszkadzam.

Monolog. Faktycznie, Młody mógłby coś zrobić i jakoś pomóc.

Wróciłeś, Młody przyszedł zapalić na balkonie.
- A widziałeś? Ja Ci wiadomość napisałem na fellow, że nocuję u kolegi, bo nie chciałem, żebyś się o mnie martwił.
- Nie sprawdzałem. Ale spoko, miło, że pomyślałeś, to masz mój nr w razie czego. A jak było na imprezie?
- No fajnie. A ich tam trzech było wiesz. I  jeden to hetero - roześmiał się.
- To dupa musi Cię nieźle boleć...
- Nie, ja nie dawałem, ja ruchałem - hahaha.
- Młody...ja wiem, że to pewnie fajne tak na dragach się ruchać. Sam nigdy nie próbowałem, ale dlaczego tak szalejesz?
- Bo ja lubię.
- A to nie lepiej znaleźć jednego partnera? Ja Cię nie oceniam, bo to Twoja sprawa, ale trzeba uważać na to co się robi. I nawet seks trzeba z głową uprawiać. A jak się naćpasz, to skąd masz pewność, że kolesie używają gumy?
- Bo ja to kontroluję. Ja bym chciał mieć kogoś na stałe, ale jestem singlem i mogę robić co chcę.
- Twoja sprawa. Tylko uważaj na siebie.
- Martwisz się? - hhahahahah
- No trochę. Sympatyczny jesteś.
- No ja wiem o tym - hahahah - A wiesz, ja mógłbym z Tobą być, bo jesteś w moim typie.
- Rozmawialiśmy o tym. Za duża różnica wieku. No i nie jestem tu na stałe, w przyszłym roku prawdopodobnie przestanę do Stolicy przyjeżdżać.
- Wiek to nie problem. Ale szkoda, że nie jesteś tu na stałe.

Poszedł spać. Dałeś mu gripex, bo źle się czuł, kaszlał, ciągał nosem. Zmęczony. Po imprezie.
Poszedłeś do niego koło 17, przebudziłeś.
- Młody, jak masz iść do Dziadygi, to lepiej teraz, bo potem to późno już będzie a Wytrzeszcz znowu do mnie dzwonił i się wkurzał na Ciebie.
- No Ty chyba żartujesz - a jakże się zbulwersował, a ileż to razy miałeś jeszcze słyszeć ten ton - ja dopiero się obudziłem, muszę się pozbierać najpierw a poza tym słabo się czuję.
- No dobra, to śpij. Ja pójdę.

Poszedłeś. Naiwniaku.
A we wtorek? Latałeś za tabletkami na kaszel, żeby Młody się nie rozłożył. A jak się poczułeś, gdy Ci powiedział, że ten katar i kaszel to ma od wciągania dragów?
- Aaaa to mnie masz. Ja się tu nad tobą lituję, a ty masz to z ćpania. A to dobrze, cierp ciało skoroś chciało.

Polubiłeś go. Wróciłeś na Śląsk, do domu. Cały tydzień myślałeś o nim. Jak mu pomóc. I wymyśliłeś.


CDN...

niedziela, 26 lutego 2017

371

Człowiek już myśli, że poznał kogoś na realne spotkanie, z poczuciem humoru, akceptowalnym wyglądem, zainteresowaniami obszernymi (bo czuje się samotny, stąd taki wachlarz zajęć)... a potem dowiaduje się, że koleś lubi seks na chemii przez całą noc i czar pryska.

Coś nie tak ze mną jest, zawsze to powtarzam, nie znam kolesia a czuję się taki rozczarowany...

Warszafffka. Tu chyba wszyscy ćpają i ruchają. Miasto, w którym jest mnóstwo ludzi. Zabijających samotność używkami i przelotnymi romansami...

Niestety wszystkie znaki wskazują, że już niedługo, będę jeszcze częstszym bywalcem.
Może jakimś cudem braknie mi rozumu i się dostosuję.

A może lepiej niech jest jak jest?

niedziela, 17 lipca 2016

364

Wybrałem się dziś do kina na kino ambitne.




Przy ostatniej scenie myślałem, że się popłaczę.
8-letnia dziewczynka, Zin-Mi, opowiada, nie, recytuje wręcz, jaka to jest dumna, iż przystąpiła do Koreańskiej Unii Dzieci. Po chwili z jej dziecięcych oczek płyną łzy. Zza kadru dobiega rosyjski głos, mówiący do obecnej tłumaczki (?), aby spróbowała ją uspokoić. Tłumaczka mówi:
- Nie płacz. Pomyśl o czymś miłym. Przypomnij sobie, co sprawiło Ci radość lub przyjemność? - dziewczynka patrzy na kobietę, jakby nie rozumiała co ta do niej mówi, po czym odpowiada:
- Nie wiem.
Rosjanin mówi, aby powiedziała jakiś wierszyk. Tłumaczka tłumaczy na koreański, po chwili dziewczynka zaczyna recytować wiersz (?) o wspaniałym Wielkim Wodzu i o jej dumie z przynależności do Koreańskiej Unii Dzieci...

P.s. Jakby ktoś chciał mnie na instagramie (konto prywatne): luc4r1us

środa, 22 października 2014

324

Najpierw proszę przeczytać TUTAJ


Po 3ech latach Boski pojechał samochodem do Wawy.
Bardzo dobrze mi się jechało, pogoda piękna, słonce świeci, może wiater nieco za zimny, ale w samochodzie kto by się przejmował.

Za Częstochową na 'Gierkówce' było gorzej - dziura na dziurze, Boski jak zwykle czarnowidztwo uprawiał i martwił się o stan opon... ale nic to.

Jakieś 100km przed Warszawką zatrzymał się na stacji, wypalił 2 papierosy i ruszył dalej.
Ujechał jakieś 10km, akurat wiadukt był robiony jakaś maszyna wyła... Zaraz... ale maszyny już dawno nie ma a tu dalej coś wyje i samochód dziwnie zaczyna telepać...
Boski zjechał na pobocze, wysiadł i... zobaczył rozpierdzieloną oponę.

Nauczony przygodami w Opelku, jakiś czas temu zakupił solidny lewarek i pompkę, żeby mieć czym dopompować koła. Wiadomo, licho nie śpi, przezorny zawsze ubezpieczony.

Czas koło wymienić... No tak, myśli sobie, lewarek kupiłeś, pompkę kupiłeś ale kurwa o kluczu do odkręcenia śrub w kołach nie pomyślałeś...
Zadzwonił do kożelanki szefowej (w końcu obiecała, że jak samochód się rozkraczy to lawetą po niego przyjedzie), łaciną pojechał najpierw na samochód, potem na drogi a potem oczywiście na Warszafffkę, bo wiadomo jak coś się dzieje to wina Warszafffki.
"No to albo idziesz na stację z buta albo próbuj stopa złapać może ktoś się zatrzyma i Ci pomoże...".

Taaaa... 10km z buta... Boski postanowił spróbować złapać stopa. Machnął ręką na nadjeżdżającą srebrną pandę i.... panda zjechała na pobocze i sympatyczna pani Boskiemu pomogła. Pewnie Boska jakaś. Klucza użyczyła, cierpliwie poczekała.

- A wie pani co jest najśmieszniejsze? Że ja jadę wyjątkowo do Warszawy samochodem, żeby go do mechanika odstawić...
- A to na śląsku nie macie mechaników?
- Mamy, ale kożelanka szefowa zakochała się w mechaniku z Warszawy...
- ....

Bo Boskiego proszę państwa Warszafffka ewidentnie nie lubi. Przykład? Ostatnio jak wrócił z Wawy to z zapaleniem gardła (pewnie od jakiegoś warszafffskiego wsioka podłapał infekcję).
Że co? To o niczym nie świadczy? Jak teraz zajechał znowu gardło* zaczęło go nawalać...
Mało?

To jeszcze historyjka z cyklu "Dzień Świra":
Boski jak zwykle zebrał się wcześniej na pociąg, co by do domu wracać. Poszedł kupić dwie drożdżówki. Niestety przed nim Babulinka kupywała pieczywo... jakieś 10 minut jej zeszło, bo pan da 6 drożdżówek z serem, za chwilę to niech pan dwie wymieni na dżem, albo może nie lepiej z jabłkiem a jeszcze bułeczki bla bla bla.
Noż kurde, nie zdążę na tramwajkę - myśli sobie. Dobra, kupił drożdżówki, idzie po bilet do kiosku za 4,40 co by na dworzec zajechać. A tam dwóch chińczyków próbuje kupić kartę do telefonu... Oni po angielsku, pani w kiosku po polsku. W końcu jak wytłumaczyli, że chodzi im o kartę sim, pani daje im kilka sieci, a oni "A która sieć ma najtańsze połączenia do innych miast?"...
Na szczęście w portfelu Boski miał bilet za 7 zł, więc odżałował 3 zł i pojechał.
Po drodze widział stłuczkę jakaś osobówka vs tramwajka (zwyciężyła tramwajka chociaż nie bez szkód. Osobówka owinęła się wokół latarni). No to myśli sobie, że dziwy jeszcze go czekają.

Za Warszawą Zachodnią wsiada do przedziału pańcia (środek tygodnia, w chuj wolnych miejsc w pociągu) i zwraca się uprzejmie do Boskiego:
- Przepraszam, ale pan siedzi na moim miejscu....
- Wagon 13, miejsce 62?
- No zgadza się - i pokazuje bilet. Faktycznie, ta sama miejscówka. Ale usiadła obok, jeszcze się pośmiali. Przyszedł konduktor sprawdzić bilety, Boski pyta:
- Może nam pan wytłumaczyć jakim cudem mamy miejscówkę na to samo miejsce? - konduktor sprawdził bilety po czym mówi:
- Pani bilet jest w porządku, ale pani ma miejscówkę na pociąg o 17 a nie 14.12.

Jakie trzeba mieć szczęście aby z tylu miejsc, w nie obłożonym pociągu znalazła się sierota z tą samą miejscówką na inny pociąg???

Ale dzień się jeszcze nie skończył.
Boski zajechał do Gliwic, podjechał do wujka, bo zostawił sobie zapobiegawczo samochód, żeby autobusem się nie taszczyć (mamcia z chopkiem na wakacjach była więc nie było komu Boskiego odebrać). No i jedzie szczęśliwy do domu.
Na wiosce zatrzymał się na czerwonym. Patrzy, a w niedalekiej odległości ktoś na środek jezdni wychodzi. "A pewnie patrzy czy autobus do Gliwic jedzie". Przejeżdża obok przystanku, patrzy a na ulicy jakaś blond laska, w krótkich spodenkach i czarnych okularach przeciwsłonecznych (godzina 21.30) zaczyna kręcić rytmicznie dupą w rytm sobie tylko słyszanej piosenki...
W pierwszej chwili Boski pomyślał, że jest zmęczony i ma zwidy, ale jednak nie, to nie Matrix, to rzeczywistość...

Notka specjalnie dla Topsy, która zajrzała i przypomniała, że dawno nie pisałem ;)

*znajoma pielęgniara kiedyś mi powiedziała, że na ból gardła najlepsza witamina "ch" podana doustnie...

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

238

I Boski znowu wylądował w Warszaffffce.
Tym razem bez samochodu. Bo po pierwsze musiał zostać na Śląsku - inaczej szefowa kożelanka nie mogła by na zakład wjechać [musiała by całe 3 minuty iść piechotą] a poza tym swojego fordzika jakoś mi nie chciała zostawić. Ciekawe dlaczego, czyżbym wymuszał pierwszeństwo? ;)

Więc do pracy jeżdżę busem. Tzn dzisiaj sąsiad mnie zawiózł bo sąsiadka pracuje na przeciw mojej firmy.
Niestety miejsce mi się nie podoba, nie dość, że siedzę w kanciapie 'gościnnie' u jednego z kierowników, to jeszcze nie ma tam okien, poza tym ciągle trwa remont i nawet teraz w głowie mam odgłosy wiertarki...
W kiblu syf, kiła i mogiła - niestety pracownicy produkcyjni, jakkolwiek spora część z nich sympatyczna, to jednak za mało aby każdy po sobie sprzątał. Służby sprzątające coś słabo działają.

Droga powrotna miała się odbyć autobusem. Sąsiadka powiedziała gdzie mam iść, więc po 16 sobie poszedłem. No i czekam. Pytam się kolesia [nawet przystojny gdyby się ogolił] czy tu odjeżdżają autobusy do mojej mieściny. On, że tak, nawet przed chwilą coś jechało.
No to czekam. Minęło 20 minut. Mój autobus miał być za jakieś 10. Koleś do mnie podbija i mówi, że ten bus jedzie do mojej mieściny. A ja na to, że zaraz ma przyjechać 'normalny' więc sobie poczekam.
No i czekam.
Suma sumarum czekałem godzinę, zjawiła się sąsiadka i się ze mnie zaczyna śmiać, gdy jej mówię, że sterczę jak kołek, bo miałem jednak wsiąść do tego busa co mi koleś mówił, bo AUTOBUSY odjeżdżają z nieco dalszego przystanku...
A ja wielce oburzony, dlaczego od razu nie mówiła, że chodzi o minibus, ciągle myślałem, że to jednak komunikacja miejska.

No nic, jutro nie dam się nabrać.

W piątek przed 12 się urywam coby o 13 w pociąg wsiąść. Niestety moja szefowa kożelanka pożałowała mi tych 4 godzin, z których musiałbym się urwać i muszę odrobić, więc jutro i po jutrze pracuję po 10 godzin.
Co prawda sprawdzić mnie za bardzo z czasu pracy nie ma jak, ale ja świnia nie jestem.

I tak jak chcę to się opierdalam. Aczkolwiek dzisiaj niezły kawał roboty odwaliłem. Tak przynajmniej myślę i tej wersji się trzymam, póki mi szefowa kożelanka nie wyskoczy z tekstem, że znowu o czymś zapomniałem i że znowu są jakieś braki.

Następnym razem ja jej wypomnę, że zrobiła przelew 10ego w piątek i wypłatę miałem na koncie dopiero 13ego.
Dobrze, że w ogóle.