czwartek, 8 września 2016

365

Tak się zbierałem do pisania i zbierałem... Co nieco ciekawych rzeczy się przytrafiło.

Jakiś czas temu spotkałem się z kumpelą. 16 lat się nie widzieliśmy. Więc było co nadrobić. Twarzowo nic się nie zmieniła za to ciałka przybyło ;) I ma zdecydowanie więcej poczucia humoru i uśmiechu.

Następna sentymentalna podróż - spotkanie z Wielebnym. 8 lat. Pogadaliśmy w zasadzie o tym, co się dzieje, zjedliśmy dobry obiad i rozeszliśmy...
Ani nie zakochałem się na nowo (niedoczekanie!), ani nie obudziły się we mnie jakieś żale (zapomniałem zabrać arszenik...).
Wyraźnie dałem mu do zrozumienia, że na moją dupę nie ma co liczyć (ale może mi swoją oddać =]). Teraz wnioskuję, że mu się znudziłem w takim razie, bo nawet na Whats'ap się nie odzywa. No cóż, typowy homik. Po spotkaniu koniec odzywek... Widocznie zabawniejsze jest wyrywanie przypadkowych kolesi.

A propo homików. To z jednym wybrałem się do kina w Warszafffce. Sausage Party. Humor klozetowy ale mi się podobał. Kolega sympatyczny, ale totalnie nic wspólnego nie mamy (książek nie czyta, do kina nie chodzi - podobno nie ma z kim, powiedziałem, że kiedyś znowu go wyciągnę, w żadne gry nie gra - bo nie ma komputera /ło jezusicku!/. Za to chodzi na siłownię - co widać :D - i na klabingi żeby się odstresować. No tak...).

Największa chyba niespodzianka. Wybrałem się na Pola Mokotowskie - ot połapać pokemony i przy okazji pozwiedzać. Kumpel się odezwał. 17 lat gdy ostatni raz się widzieliśmy. Szybkie umówienie na kawę, totalnie spontanicznie. W sumie nagadać się nie mogliśmy. Też zupełnie inny człowiek, niż go zapamiętałem. Bardziej wyluzowany i nie tak jak kiedyś buc, bo do Warszafffki się przeprowadził.

No i jeszcze spotkanie z kuzynką. Jakoś zawsze brakowało czasu. Akurat z urlopu wróciła, rodzinka została jeszcze nad morzem, więc mogliśmy spędzić czas przy piwie, pizzy, drinkach, wygłupach i gadaniu. Strasznie mi tego brakuje, zanim rodzinę założyła mieliśmy zdecydowanie częstszy kontakt... to się chyba dorosłość nazywa.

Urlop spędzony w domu. W planach był wyjazd do kuzynki na mazury, ale przy okazji rozmowy jakoś nie potrafiła się określić czy mogę przyjechać czy nie, więc na siłę nie będę się wciskać...
Miałem ambicję, aby nauczyć się jazdy na rolkach. Jednak po obejrzeniu filmików dla początkujących na youtube stwierdziłem, że pewnie się wypierdolę i zabiję - zrezygnowałem.
Za to rower kupiłem. Bez szaleństw, ale czasami na przejażdżkę się wybiorę. Oczywiście zaliczyłem glebę do rowu, ale przeżyłem nawet bez zadrapania. W końcu behape ponad wszystko ;)

niedziela, 17 lipca 2016

364

Wybrałem się dziś do kina na kino ambitne.




Przy ostatniej scenie myślałem, że się popłaczę.
8-letnia dziewczynka, Zin-Mi, opowiada, nie, recytuje wręcz, jaka to jest dumna, iż przystąpiła do Koreańskiej Unii Dzieci. Po chwili z jej dziecięcych oczek płyną łzy. Zza kadru dobiega rosyjski głos, mówiący do obecnej tłumaczki (?), aby spróbowała ją uspokoić. Tłumaczka mówi:
- Nie płacz. Pomyśl o czymś miłym. Przypomnij sobie, co sprawiło Ci radość lub przyjemność? - dziewczynka patrzy na kobietę, jakby nie rozumiała co ta do niej mówi, po czym odpowiada:
- Nie wiem.
Rosjanin mówi, aby powiedziała jakiś wierszyk. Tłumaczka tłumaczy na koreański, po chwili dziewczynka zaczyna recytować wiersz (?) o wspaniałym Wielkim Wodzu i o jej dumie z przynależności do Koreańskiej Unii Dzieci...

P.s. Jakby ktoś chciał mnie na instagramie (konto prywatne): luc4r1us

niedziela, 3 lipca 2016

363

Druga nocka w nowym mieszkaniu nawet przespana.
Generalnie odczucie mam takie, że każdy jest tu sam sobie. Siedzi w pokoju, wychodzi jedynie zrobić coś do jedzenia, ewentualnie do kibla/łazienki.

Wieczorem wrócił współlokator z naprzeciwka. Sympatyczny i komunikatywny. Nawet potwierdził moje odczucia, co jemu samemu nie koniecznie pasuje. Odpowiedziałem, że moje drzwi są zawsze otwarte ;) chyba, że przeciąg je zatrzaśnie
Jego dziewczyna jest z Katowic, więc dodatkowa nić porozumienia.

Poza tym wychodzi na to, że mieszkam w akademiku. Sami studenci, biegający albo na uczelnię albo do pracy póki nie zaczną na mnie ojciec wołać, póty jest ok.

Okolica jest kapitalna. Spacerkowe 5 minut do parku, który tak mi się podoba, że wczoraj byłem 2 razy. Po południu - z kindlem w plecaku i wieczorem - z telefonem. Miałem potrzebę pogadania z kimś...



Dzisiaj wybrałem się na prawie 1,5 godzinny spacer. Park jest bardzo duży. Nie wiem dlaczego, ale dobrze się tam czuję.
Tylko momentami, spacerując alejkami, spoglądając na okolicę, jakoś mi się tak smutno na duszy robiło...




czwartek, 30 czerwca 2016

362

Wczoraj po przyjeździe do Warszaffffki z kożelanką szefową pojechaliśmy obejrzeć dwa pokoje.
Jeden bardzo blisko centrum, drugie w Wilanowie.

Nie spodobało mi się. Na pytanie kożelanki szefowej co mi się nie podoba nie potrafiłem odpowiedzieć... "Bo Ty sam nie wiesz czego oczekujesz. Co byś chciał? Żeby chlebem i wodą Cię witali?".

Wieczorem, w motelu, znowu przeglądanie ofert, linki od kożelanki szefowej. Wybrałem trzy. Trudno, muszę coś wybrać, żeby faktycznie bezdomnym nie zostać.

Dzisiaj umówiłem się na te 3 miejsca.
Pojechałem na pierwsze. 5 minut od pracy autobusem. Starszy jegomość, sympatyczny. Mieszkanie...cóż, pokój bardzo duży, ładny, spodobał mi się. Kuchnia i łazienka już niekoniecznie.
Jak powiedziałem, że potrzebuję umowę albo przynajmniej weksle potwierdzające wpłatę, Starszy jegomość zaczął się zastanawiać, bo to by podatek musiał odprowadzać. Wyraźnie wyczułem, że musiałbym to dopłacić. Jak przeliczyłem, stwierdziłem, że za tą cenę można znaleźć o wiele lepszy standard, ale w ostateczności jak mus to mus.

Zawsze gdy jechałem trawajką z dworca czy to na dworzec, przejeżdżając przez jedną z dzielnic myślałem sobie, że fajnie byłoby tu mieszkać, gdzieś w okolicy...

Udałem się w miejsce nr 2. Wysiadłem z trawmajki. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo to właśnie ta okolica. Parę minut do spotkania, wszedłem w ulicę, chwilę pospacerowałem... i zakochałem się w tym miejscu. Do kożelanki szefowej sms "Jak to miejsce nie wypali, to się zwalniam. Pytałaś czego mi wczoraj brakowało, właśnie tego:


Wczorajsze miejsca wywoływały u mnie poczucie depresji, co w moim przypadku raczej nie jest wskazane ;)

Byłem gotów bez wchodzenia i oglądania pokoju brać w ciemno, byleby tutaj. Pokój obejrzałem i nawet się nie zastanawiałem.

Co prawda w umowie rezerwacyjnej jest zapis, że mogą odstąpić od podpisania umowy wynajmu bez podania przyczyny, więc 100% pewności nie mam, ale może drugi raz numeru mi nikt nie wywinie... ;)

Nawet specjalnie nie interesuje mnie, kto tam mieszka. Ważne, że jest TUTAJ. Szczęśliwice. Może w końcu lokalizacyjne szczęście przynajmniej będzie się mnie trzymać.

W tramwajce, opowiadając kożelance szefowej o miejscówie tak mi się ryj cieszył i taki entuzjazm się ze mnie wylewał, że ludzie gapili się na mnie jak na debila. 

A niech się gapią :)

poniedziałek, 27 czerwca 2016

361

Wygląda na to, że z nową miejscówką do zamieszkania zostałem nieźle wychujany.

Dałem ogłoszenie, że szukam pokoju - wiadomo, wśród 'swoich' przynajmniej głupich pytań nie będzie. Laska, o której poprzednio pisałem odezwała się. Pokój obejrzałem, wszystko ok. Biorę.

W sobotę dostaję smsa, czy dalej jestem zainteresowany. Tak, jestem. Dzownię do laski podpytać się o klucze, nie odbiera. W niedzielę wysyłam smsa, kiedy klucze można odebrać, ta mi odpisuje, że 'z właścicielem ustaliliśmy, że on się będzie z Tobą kontaktować'.

No dzięki kurwa za info (na pytanie kiedy mogę się spodziewać odezwu cisza).
Dzisiaj wysłałem jej smsa z prośbą, żeby przekazała właścicielowi, iż proszę o kontakt dzisiaj, bo w środę przyjeżdżam i nie chcę na lodzie zostać.
"Ok, wyślę mu smsa".

No i dupa. Tzn. cisza. Co prawda do północy daleko ale póki co mam wkurwa i zastanawiam się co zrobić, czy zabukować sobie motel, czy jutro dzwonić, niech kożelanka szefowa ogląda czy jaki chuj?

Umiesz liczyć? .......

niedziela, 19 czerwca 2016

360

Spojrzałem rano w lustro. Ryj zarośnięty, od piątku nie golony. Zaczynałem podejrzewać, że już śmierdzę - jak w sobotę rano wstałem, tak dopiero dzisiaj koło południa wyskoczyłem z piżamy.
Niechybny znak, że trzeba z domu się ruszyć, aby w depresję nie wpaść.




To mój ostatni pobyt na obecnym mieszkaniu. Szukam innego lokum, współlokator postanowił wrócić do żony. Żona myślę, że jest nieco pojebana skoro wywala męża z domu a gdy ten znajduje sobie mieszkanie chce, żeby jednak został do nas nie chce przyjść, bo się 'przyzwyczaiła'. Trochę to dla mnie absurdalne, stąd oboje mają znacznie bliżej do pracy.
Zastanawiam się, czy nie szukać lokum z kimś 'ze swoich'. Napisałem do jednej laski, ma pokój do wynajęcia w fajnej dzielnicy, ale okazuje się, że lesbijki są jak geje - nie odpisują na wiadomości albo takie mam po prostu szczęście.

Dziwnym jest, że lepiej czuję się będąc tutaj w pracy. Może przez to, że ludzie się kręcą, czasami można się do kogoś odezwać.
W domu tak jakoś smutno (chociaż na współlokatora nie mam co narzekać. Jakoś się dogadywaliśmy przez te 2 miesiące bez problemu).

A na przygody jakoś nie mam ochoty. Zdarzyło się raz (no, 1,5-raza, ten pół razu to ciężko nazwać nawet seksem) i wystarczy 
bo finał był trochę żenujący?
Może kiedyś, znowu 
gdy będę wystarczająco sfrustrowany

Dobrze, że desperatem nie jestem.
Czasami Wielebny mnie wkurza, jak pisze, że wracając z pracy spotkał się z jakimś kolesiem tak na prawdę to chuj mnie to obchodzi
Albo zamiast na obiad, w przerwie w pracy, poszedł na...

- A testy na hiv to jak często sobie robisz? - pytam, któregoś razu.
- Raz na pół roku.
- Przy Twoim trybie rozpusty to zdecydowanie za rzadko.

Pamiętam, gdy jeszcze byliśmy razem, dawno, dawno temu był na 'nie' przelotnym przygodom, nie mówiąc o byciu w otwartym związku.
Jak widać ludzie się zmieniają. 

Nie wiem czy na lepsze.