Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 lipca 2017

373

Zmiany, nawet dużo zmian. 
Szefowa zaciążona, termin na październik. Póki co pracuje, ale większość obowiązków już przejmuję.
Koleżanka z własną działalnością też zaciążona, termin na grudzień.
"Boski, ale co Ty się martwisz, przecież to jej problem co zrobi ze swoimi firmami" - jako rzekła szefowa.
I taki to problem, że ja je przejmuję.

Więc szykuje się jazda na 3ech etatach. Byłoby spoko gdyby nie Warszawa. Tydzień w stolicy, tydzień w domu i wiecznie na walizkach. Niby powinienem się przyzwyczaić ale coraz bardziej mnie to irytuje.

Wyprowadziłem się z 'akademika'.
Jeden przystanek dalej, jest nas 3ech (a było 6 cioro na poprzednim) i kundelek. Milutki, cieszy się za każdym razem gdy z pracy wracam...
Solaris w moim wieku ("Ja lubię swoją opaleniznę i lubię się opalać") i z mojej branży, więc przynajmniej swobodnie można rozmawiać. 
Drugi mieszkaniec to jego emerytowany krewny. 
Alkoholik. 
Zorientowałem się już przy drugim pobycie, że coś z nim nie tak.
Póki dupy nie zawraca i burd nie robi nie przeszkadza mi.
Siedzi w swoim pokoju, ogląda tv (na szczęście nie tą reżimową), chleje piwo i gnije od środka.
Straszna egzystencja.

A z tych bardziej pozytywnych wieści - zawsze, gdy chodziłem do Parku Szczęśliwickiego z zazdrością patrzyłem na tych wszystkich rolkujących ludzi.
Już w zeszłym roku planowałem rolki, ale po obejrzeniu filmów na YT dla początkujących stwierdziłem, że się zabiję i kupiłem rower.
Ale nie zrezygnowałem z rolek i powiedziałem, że przynajmniej spróbuję.
No i po 2-óch miesiącach umawiania się z koleżanką z pracy poszliśmy z rolkami jej męża i jej córami, żeby 'pośmiać się z wujka'.
Spodobało mi się, zaraz zamówiłem rolki dla siebie.
Jeżdżę na poziomie profesjonalnego amatora poziom minus jeden, czyli staram się nie zabić i nie zabić innych. Ale jeżdżę, upadam, wstaję.
Dzisiaj glebę zaliczyłem, boli mnie lewa ręka, chyba stłukłem lub nadwyrężyłem (nie puchnie więc raczej nic poważniejszego).
I tak jutro pójdę. Z rana, bo mało ludzi i można spokojnie po placu pojeździć.
Największą satysfakcję mam, że miałem jakiś cel, który osiągnąłem, coś założyłem i to zrobiłem.

Teraz trzeba znaleźć inny cel. Tylko jaki?

(wypełnić serce)

czwartek, 30 czerwca 2016

362

Wczoraj po przyjeździe do Warszaffffki z kożelanką szefową pojechaliśmy obejrzeć dwa pokoje.
Jeden bardzo blisko centrum, drugie w Wilanowie.

Nie spodobało mi się. Na pytanie kożelanki szefowej co mi się nie podoba nie potrafiłem odpowiedzieć... "Bo Ty sam nie wiesz czego oczekujesz. Co byś chciał? Żeby chlebem i wodą Cię witali?".

Wieczorem, w motelu, znowu przeglądanie ofert, linki od kożelanki szefowej. Wybrałem trzy. Trudno, muszę coś wybrać, żeby faktycznie bezdomnym nie zostać.

Dzisiaj umówiłem się na te 3 miejsca.
Pojechałem na pierwsze. 5 minut od pracy autobusem. Starszy jegomość, sympatyczny. Mieszkanie...cóż, pokój bardzo duży, ładny, spodobał mi się. Kuchnia i łazienka już niekoniecznie.
Jak powiedziałem, że potrzebuję umowę albo przynajmniej weksle potwierdzające wpłatę, Starszy jegomość zaczął się zastanawiać, bo to by podatek musiał odprowadzać. Wyraźnie wyczułem, że musiałbym to dopłacić. Jak przeliczyłem, stwierdziłem, że za tą cenę można znaleźć o wiele lepszy standard, ale w ostateczności jak mus to mus.

Zawsze gdy jechałem trawajką z dworca czy to na dworzec, przejeżdżając przez jedną z dzielnic myślałem sobie, że fajnie byłoby tu mieszkać, gdzieś w okolicy...

Udałem się w miejsce nr 2. Wysiadłem z trawmajki. Uśmiechnąłem się pod nosem, bo to właśnie ta okolica. Parę minut do spotkania, wszedłem w ulicę, chwilę pospacerowałem... i zakochałem się w tym miejscu. Do kożelanki szefowej sms "Jak to miejsce nie wypali, to się zwalniam. Pytałaś czego mi wczoraj brakowało, właśnie tego:


Wczorajsze miejsca wywoływały u mnie poczucie depresji, co w moim przypadku raczej nie jest wskazane ;)

Byłem gotów bez wchodzenia i oglądania pokoju brać w ciemno, byleby tutaj. Pokój obejrzałem i nawet się nie zastanawiałem.

Co prawda w umowie rezerwacyjnej jest zapis, że mogą odstąpić od podpisania umowy wynajmu bez podania przyczyny, więc 100% pewności nie mam, ale może drugi raz numeru mi nikt nie wywinie... ;)

Nawet specjalnie nie interesuje mnie, kto tam mieszka. Ważne, że jest TUTAJ. Szczęśliwice. Może w końcu lokalizacyjne szczęście przynajmniej będzie się mnie trzymać.

W tramwajce, opowiadając kożelance szefowej o miejscówie tak mi się ryj cieszył i taki entuzjazm się ze mnie wylewał, że ludzie gapili się na mnie jak na debila. 

A niech się gapią :)

poniedziałek, 27 czerwca 2016

361

Wygląda na to, że z nową miejscówką do zamieszkania zostałem nieźle wychujany.

Dałem ogłoszenie, że szukam pokoju - wiadomo, wśród 'swoich' przynajmniej głupich pytań nie będzie. Laska, o której poprzednio pisałem odezwała się. Pokój obejrzałem, wszystko ok. Biorę.

W sobotę dostaję smsa, czy dalej jestem zainteresowany. Tak, jestem. Dzownię do laski podpytać się o klucze, nie odbiera. W niedzielę wysyłam smsa, kiedy klucze można odebrać, ta mi odpisuje, że 'z właścicielem ustaliliśmy, że on się będzie z Tobą kontaktować'.

No dzięki kurwa za info (na pytanie kiedy mogę się spodziewać odezwu cisza).
Dzisiaj wysłałem jej smsa z prośbą, żeby przekazała właścicielowi, iż proszę o kontakt dzisiaj, bo w środę przyjeżdżam i nie chcę na lodzie zostać.
"Ok, wyślę mu smsa".

No i dupa. Tzn. cisza. Co prawda do północy daleko ale póki co mam wkurwa i zastanawiam się co zrobić, czy zabukować sobie motel, czy jutro dzwonić, niech kożelanka szefowa ogląda czy jaki chuj?

Umiesz liczyć? .......

niedziela, 19 czerwca 2016

360

Spojrzałem rano w lustro. Ryj zarośnięty, od piątku nie golony. Zaczynałem podejrzewać, że już śmierdzę - jak w sobotę rano wstałem, tak dopiero dzisiaj koło południa wyskoczyłem z piżamy.
Niechybny znak, że trzeba z domu się ruszyć, aby w depresję nie wpaść.




To mój ostatni pobyt na obecnym mieszkaniu. Szukam innego lokum, współlokator postanowił wrócić do żony. Żona myślę, że jest nieco pojebana skoro wywala męża z domu a gdy ten znajduje sobie mieszkanie chce, żeby jednak został do nas nie chce przyjść, bo się 'przyzwyczaiła'. Trochę to dla mnie absurdalne, stąd oboje mają znacznie bliżej do pracy.
Zastanawiam się, czy nie szukać lokum z kimś 'ze swoich'. Napisałem do jednej laski, ma pokój do wynajęcia w fajnej dzielnicy, ale okazuje się, że lesbijki są jak geje - nie odpisują na wiadomości albo takie mam po prostu szczęście.

Dziwnym jest, że lepiej czuję się będąc tutaj w pracy. Może przez to, że ludzie się kręcą, czasami można się do kogoś odezwać.
W domu tak jakoś smutno (chociaż na współlokatora nie mam co narzekać. Jakoś się dogadywaliśmy przez te 2 miesiące bez problemu).

A na przygody jakoś nie mam ochoty. Zdarzyło się raz (no, 1,5-raza, ten pół razu to ciężko nazwać nawet seksem) i wystarczy 
bo finał był trochę żenujący?
Może kiedyś, znowu 
gdy będę wystarczająco sfrustrowany

Dobrze, że desperatem nie jestem.
Czasami Wielebny mnie wkurza, jak pisze, że wracając z pracy spotkał się z jakimś kolesiem tak na prawdę to chuj mnie to obchodzi
Albo zamiast na obiad, w przerwie w pracy, poszedł na...

- A testy na hiv to jak często sobie robisz? - pytam, któregoś razu.
- Raz na pół roku.
- Przy Twoim trybie rozpusty to zdecydowanie za rzadko.

Pamiętam, gdy jeszcze byliśmy razem, dawno, dawno temu był na 'nie' przelotnym przygodom, nie mówiąc o byciu w otwartym związku.
Jak widać ludzie się zmieniają. 

Nie wiem czy na lepsze.

czwartek, 6 lutego 2014

315

W Warszafffce zmiany.

Kierownicy zaczynają mi powoli i nieśmiało w dupę włazić. Jedna z kierowniczek, która zawsze mnie z góry traktowała uśmiecha się teraz do mnie, nawet żarcikiem rzuciła... a drugi (ten co kiedyś jak mnie widział, że wchodzę do niego na dział to wyjściem ewakuacyjnym przede mną uciekał, kiedyś wspominałem chyba o tym :)) to po raz pierwszy mnie zagadał i nawijał przez całe 5 minut...

Tak to jest, gdy wiadomo już, że będziemy mieli wpływ na wysokość ich premii :P

Ale nie tylko w pracy zmiany. Wynosimy się z kożelanką szefową z domku, w którym coś ludzi ostatnio przybywa, do kawalerki, będę miał do pracy jakieś 20 minut autobusem....
Cena jak za pokój, który tutaj mamy i bliżej do pracy, więc super okazja się trafiła.

Inna sprawa, że moje dni w Wawce są 'policzone'. Coraz rzadziej będę tu przyjeżdżać i więcej mam siedzieć na Śląsku. Ale to pewnie jeszcze kwestia kilku miesięcy :)