poniedziałek, 26 października 2015

351

Co do klimatów po-wyborczych: podobnież, jak 10 lat temu, gdy PiS dorwało się do władzy, nikt z moich znajomych rzekomo na nich nie głosował.
I teraz też nie... (?)

Z drugiej strony, może dobrze, że mają pełnię władzy. Jeśli nie popadną w skrajności i skupią na rzeczywistych problemach to może coś dobrego uda im się zrobić.

Wielebnemu pisałem, że ma iść po podwyżkę do szefa, bo przyjąć będzie musiał imigranta pod swój dach, a nawet dwóch, bo trzeba wziąć i MOBa.
MOB z kolei wskazał Londyn albo jeszcze lepiej Toronto.

Walizki można zawsze spakować, bilet kupić. Osobiście nie czuję takiej potrzeby (o boska naiwności!), ale nigdy nie mów nigdy. Prawdaż?

czwartek, 15 października 2015

350

Pamiętam, jak lata temu, gdy pogoniłem Wielebnego, któregoś razu na blogu, po raz kolejny wyrzucając swoje żale napisałem zdanie "Twoje szczęście, moim szczęściem... gówno prawda jeśli nie biorę w nim udziału".

7 lat.
Tyle czasu upłynęło od podania kopniaka Wielebnemu.

Odkąd się odezwał te 3 tygodnie temu piszemy ze sobą codziennie. Czasami to jedno zdanie, czasami wymieniamy myśli, w pewnym sensie prowadzimy takie 'fotoblogi' (dzięki Wielebnemu 'zwiedziłem' francuski sejm, pokazał mi 'główne' atrakcje Paryża, które powinienem zwiedzić obowiązkowo jeśli kiedyś przyjadę; czasami wrzucamy sobie co jemy na śniadanie/obiad/kolację czasami wrzucamy zdjęcie czegokolwiek co akurat się nawinęło).

Gdy mi napisał, że jest z Tępym T. od tych 7 lat nieco dziwnie się poczułem. Ale dzisiaj mogę powiedzieć, że cieszę się jego szczęściem (pewne rzeczy są dla mnie nieco kontrowersyjne jak dzisiaj np wysłał mi zdjęcie chłopaczka, na którego Tępy T. ma ochotę).

Ale cieszę się, że jest szczęśliwy, że żyje, że korzysta z życia na wszelkie możliwe sposoby.

Widocznie szczęście było mu pisane z Tępym T. a nie z Boskim.
Widocznie Boski to dla niego za wysokie progi* ;)

Ale na obiad bym go/ich nie zaprosił. Zawsze jest szansa, że nie oprę się pokusie dosypania arszeniku do ich porcji...

*To taki żarcik, bo wiadomo, bez podobnego stwierdzenia Boski nie byłby Boskim ;)

piątek, 2 października 2015

349

Jako, że czytają mnie głównie panie, temu temat synowa-teściowa nie będzie żadną nowością.


Synowa, której poświęcę łaskawie nieco miejsca w moim sanktuarium i zmarnuję nieco czasu na wystukanie liter oraz zużyję klawiaturę specjalnie dla niej, zwana także żoną brata mego oraz moją bratową, nie przepada za Matką Boską.

Zastanawiałem się nad tym fenomenem nie raz: Matka Boska jest osobą pomocną, wesołą, silną (wychowała synów w liczbie dwóch po tym jak jej mąż a ojciec tych synów poszedł do innej kobiety z innymi dziećmi - bo czemu nie?). I co pewnie nie wszystkim się spodoba, mówi co myśli. Potrafi rzucić komentarzem trafnym, ale ci co ją znają wiedzą, że nie robi tego złośliwie. Z komentarzem można się zgodzić albo i nie.
No więc któregoś razu spytałem bratową, dlaczego nie przepada za Matką Boską. "Bo mnie wkurza".

Zauważyłem, że objawy niechęci nasiliły się od czasu przyjścia na świat mojej uroczej bratanicy-chrześnicy. Nie jestem ginekologiem (i nie szukam problemów tam, gdzie hetero-mężczyźni znajdują przyjemność) ani położną, ale podejrzewam, że w trakcie porodu wskutek podwyższonego ciśnienia, moja szanowna bratowa a żona brata mego mogła stracić którąś klepkę...

Przykładów mnożyć nie będę. W każdym razie Matka Boska zajmuje się wnusią w czasie, gdy bratowa jest w pracy (pracuje w naszej mieścinie, więc nie musi jeździć 20km do swojej mamy ani kombinować kasy na przedszkole). Dlatego że chce, bo sprawia jej to radość i również dlatego, że na wsparcie materialne starszego syna nie może sobie za bardzo pozwolić.
Synowa z teściową w zasadzie nie rozmawia. Rano przywozi dziecinę, mówi czy młoda zjadła, o której kończy pracę. Matka Boska już też się prawie nie odzywa, czasem zapyta o banały czy młodej czegoś ekstra nie trzeba.

Nie ukrywam, że wujek Boski gdy pracuje w domu to zajmuje się swoją bratanicą, bo bratanica tylko "wułek oć!" i w sumie to babcia specjalnie nie jest potrzebna, a jako że tylko ta mała dziecina potrafi do mnie podejść i mnie ni z tego ni z owego przytulić to narzekać nie mogę, nawet gdy na pracy skupić się nie mogę.

Ten tydzień miałem wyjazdowy, oprócz poniedziałku to małej nie widziałem.
Matka Boska powiedziała, że wczoraj i przed wczoraj to mała nawet do domu nie chciała jechać gdy bratowa po nią przyszła, tylko 'wułek nie ma! wułek nie ma!" i płacz. No i powiedziała, z uśmiechem, że młoda to by do wujka chciała a nie do domu...

I dzisiaj Matka Boska dostała smsa, że mała jest u drugiej babci.
Ostatnio, gdy bratowa się obraziła śmiertelnie, to brat mój wziął 2 dni urlopu, żeby z małą w domu zostać, bo bratowa uznała, że najlepiej teściową pokarać przez nie przywiezienie dziecka.

Więc śmiem podejrzewać, że teraz problemem jest, iż mała chce do wujka, więc lepiej oddać ją do drugiej babci, żeby tak za wułkiem nie płakała.

Szkoda tylko, że dziecko przez to wszystko cierpi najbardziej.

środa, 30 września 2015

piątek, 25 września 2015

347

Ponad dwa lata nie miałem od niego żadnej wieści. Jako że choruje, lekarz swego czasu dawał mu tylko rok czasu, powolutku zacząłem się przyzwyczajać do faktu, że po prostu już go nie ma.
O Wielebnym coś tam wspominałem. Moja pierwsza miłość. Moje pierwsze złamane serce - w skrócie: zostawił mnie dla ex swojego ex (to osobna historia, mogąca posłużyć za scenariusz telenoweli).

Parę razy śnił mi się, w takiej zwyczajnej sytuacji, zupełnie jakby przyszedł się pożegnać.

Aż tu wczoraj, ni z tego i owego dostaję bezczelnego smsa z obcego numeru "Żyjesz Ty jeszcze?". 

I piszemy*. Na What's appie. Dalej jest z Tępym T. (7 lat), wyemigrowali do Francji. Trochę mi się przykro zrobiło, ale to raczej z tego, że dotarło do mnie, iż ludzie dookoła mnie układają sobie życie tylko mi nie wychodzi (i nie mówcie, że mam wymagania obniżyć, to pedały muszą zmienić nastawienie ;/).

Nawet złośliwy nie jestem.
Bo po co?

Co było a nie jest, nie pisze się w rejestr...

*Zaskoczył mnie, bo pamięta (i nie tylko to ;)), jak mu puszczałem kiedyś teledysk Ayumi Hamasaki i że się nią zachwycałem. Nawet jej imię poprawnie napisał. Fajnie mieć dobre wspomnienia.

wtorek, 22 września 2015

346

No i tydzień urlopowy minął.
Weekend spędzony u znajomych, gdzie bawiliśmy się w kucharzy....


A kumpela dzień przed spotkaniem dzwoniła i pytała, czy mogą być prażonki, bo drugi raz u nich będę i znowu to samo będzie do żarcia (byłem ponad rok temu)...


Po posiłku nasiadówa przy stole z ginem z kaktusem. Boski postanowił walnąć sobie selfie. (Nie)stety aparat został porażony blaskiem boskości i focia raczej nie jest udana...


piątek, 11 września 2015

345

Z cyklu: "Nie-boskie dylematy".

O tym jak to Boski pierwszy raz pojechał do samego centrum stolycy pisał nie będę. Prawie się zesrał, ale jakoś zajechał, znalazł miejsce parkingowe, trafił gdzie miał trafić.
Szkolenie z I pomocy przeprowadził (4 sympatyczne panie, w tym jedna, która od teraz będzie chyba miała na firmie ksywkę "usta-usta").
Do rzeczy. Tzn do nie-boskich dylematów.

Boski zjechał windą na parter (o windach to osobna notka mogłaby powstać), wyszedł z windy - leci do bramki żeby wyjść, bramka oczywiście zamyka mu się przed nosem (w końcu wspominałem, że o windach osobna notka mogłaby powstać).
Podchodzi pan ochroniarz, otwiera pikaczem bramkę. Patrzy na podejrzaną torbę w boskiej ręce (z fantomem).
- A co to? Gitara?? - (Ukulele kurwa w wersji XXL - pomyślał Boski)
- TO? Fantom... albo zwłoki jak kto woli...
- Aha... no to fajnie, miłego dnia życzę.
Boski wyszedł z budynku, po chwili słyszy, że ktoś biegnie i woła:
- PRZEPRASZAM!! - odwraca się, ochroniarz biegnie do imć Boskości (pewnie rowerek ze zwłokami dojechał - przeszło przez myśl) 

- Przepraszam, może mi pan jeszcze raz powiedzieć co to jest?? (zwłoki? - podpowiedział boski umysł)
- Fantom...
- A czy ja mógłbym zobaczyć?
- Noo... pewnie, ale to może do budynku wrócimy, żeby nie robić wiochy na wsi...
W budynku, koleś ogląda, podpytuje, w końcu gdy zaspokoił ciekawość mówi:
- Ja bardzo pana przepraszam, że tak zawróciłem, ale po prostu jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś tu był z takim sprzętem...

Boski tylko zapomniał zapytać, czy koleś chce sobie zrobić słit focię z fantomem...
A taki widoczek był z okna...