exMOB jutro wylatuje do Londynu...
Mogę sobie w kąciku troszkę popłakać?
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
sobota, 5 kwietnia 2014
317
Z cyklu: (nie)boskie dylematy
Jakiś tydzień temu dostałem na jednym z portali bardzo konkretną wiadomość. Na tyle konkretną, że pozwoliłem sobie odpowiedzieć i zaryzykować szansę posiadania kolegi (mimo iż faceci o statusie 'zajęty' tudzież 'w otwartym związku' trzymam na odległość ostro zakończonego kija).
Z kolegą nawet się spotkaliśmy jakoś w poniedziałek, dość spontanicznie zaproponował spacer. 1,5h chodzenia i gadania, głównie o związkach, ja o tym jaki to świat jest parszywy i że mnie chłop zostawił, on o tym, jaki to świat jest parszywy i go żona wychujała, że żył w kłamstwie i w sumie dobrze się stało a poza tym jaki to on jest TERAZ szczęśliwy ze swoim Miśkiem i oh i ah....
Tak to ostatnie to sarkazm...
Teraz od czasu do czasu muszę wysłuchiwać/wyczytywać na gg jaki to on jest szczęśliwy, a dwa dni wcześniej pisał, że to chyba koniec jego CZTEROMIESIĘCZNEGO związku, bo się o coś tam pokłócił z facetem... no ale na następny dzień się pogodzili i spędzili bardzo upojną noc i och i ach jak słitaśnie... i w ogóle to wpadł jak śliwka w kompot tak się w NIM zakochał i och i ach i sraka taka....
Tak, to ostatnie to sarkazm...
Za to dzisiaj Boski umówił się z kolesiem z własnej mieściny. Mało, że się umówił w ciemno, to jeszcze nie wykluczył, że będzie seks, bo koleś w końcu napisał, że nie ukrywa, iż ma ochotę na seks do tego chata wolna (miałem prezerwatywy, bezpieczeństwo to u mnie priorytet ;).
No niech będzie, posrany byłem, bo randka w sumie w ciemno (nie tak do końca ale o tym zaraz), koleś tak wstydliwy, że zdjęcia nie chciał przesłać.
Ale twardo o 16 stawiłem się w umówionym miejscu, rodzicielce wymijająco powiedziałem, że idę na spacer a może i na kawę (w końcu kawa może mieć wiele znaczeń.... prawda?).
Dzień nie za ciepły, trochę wiaterek chłodnawy, tak szczerze powiedziawszy zmarzłem nieco czekając te 15 minut, ale myśl, że może będzie seks to i się rozgrzeję jakoś dodawała mi optymizmu.
Poza tym koleś prosił o dyskrecję*. Rzeczywiście, koleś sam jest bardzo dyskretny, do tego stopnia, że się nie pojawił. A ja kurwa zostawiłem zapalniczkę w samochodzie i nie miałem czym papierocha odpalić a przy sobie ani złotówki nie miałem. No co? Przecież na kawę się umówiłem...
*rzecz ma się tak: koleś już dawno próbował mnie poderwać. Wiedział jakim autobusem jeździłem, o której godzinie, że mnie z podstawówki jeszcze kojarzy. No słowem - psychofan... Zapraszał mnie do siebie, ale że nie chciał mordy pokazać to go spławiłem. Z anonimami nie mam ochoty rozmawiać.
Teraz postanowiłem dać mu szansę. Mało tego. Koleś przekonany o dyskrecji, nie zdaje sobie sprawy, że przeprowadziłem już poprzednio małe poszukiwania, mój detektywistyczny umysł przewertował wszystkich ludzi, którzy jeździli ze mną autobusem i... znam nie tylko imię, ale i nazwisko owego kolesia, a także wiem gdzie i w jakiej firmie pracuje. Hmm... zaraz, zaraz, to chyba jednak ja jestem psychofanem...
Chciałem mu napisać coś w stylu "wiem, gdzie pracujesz" lub "wiem, jak się nazywasz", ale jeszcze mu coś odbije... więc póki co cichutko w duchu się podśmiewam z Pana Icognito :))
wtorek, 18 marca 2014
316
Z cyklu: (nie)Boskie Historie.
Przy mojej ostatniej wizycie w Warszafffce miałem za zadanie sporządzić odpowiedź do PIPu na nakaz. Dodam, że zawieźć musiałem osobiście, bo to ostatni dzień był, mało tego, nakaz nie został zrealizowany (powiedzmy, że był w trakcie, kierowniczka obiecała załatwić temat przez sobotę i załatwiła).
Ale nic to. Poszedłem do Głównodowodzącego i mówię, że potrzebuję jego podpis na odpowiedzi, żeby dzisiaj o 11ej zawieźć, bo termin upływa, jeszcze nie jest zrealizowany, ale mają to zrobić a odpowiedź i tak trzeba wysłać.
- Do jedenaśtej? To bardzio mało ciaśu mi dałeś... - była godzina 8 rano, myślę sobie co on pierdoli ma mi tylko dać głupi podpis - Ja wiem, zie mieliśmy duzio ciasiu na to. Psijć do mnie o 9 na halę, będę z Siefami chodzić to Ci dam.
Dorwałem go na hali, chodził z Szefami i mówi: - Bośki, ić do direktorki pienienźnej, ona ci podpisie.
Myślę sobie: co ma dyrektorka pieniężna do odpowiedzi skoro ona w biurze siedzi a nie na hali?
No ale dobra, idę, mówię o co kaman (wyszło przy okazji, że ten dział należy do niej oprócz pieniężnego), ona o niczym nie wie a poza tym nie ma upoważnień do podpisywania takich rzeczy...
Idę do zastępcy Głównodowodzącego, z nim może się dogadam, bo tamten to obcokrajowiec.
A ten do mnie z tekstem, że też nie ma upoważnień... W końcu z wielką łaską podpisała pani kierownik, która upoważnienia miała.
No super. Asterix i Obelix misja Kleopatra...
To teraz jazda do PIPu.
Trafiłem nawet bez problemów, taszczę się z walizą, wchodzę do windy, jacyś mili państwo w windzie. Klikamy, drzwi się zamykają, winda pojechała 5 centymetrów w górę i stoi...
Nie, nie da się drzwi otworzyć, naciskamy alarm, robimy raban.
Po 15 minutach pan z technicznego nas uwolnił.
Patrzy na mnie i mówi: A pan to z tą walizą? Pan sobie zostawi tu w rececji, pani sympatyczna przypilnuje, bo pan to do PIPu to na V-te piętro?
- Nie, na IIIcie do inspektora XY.
- Ale tu nie ma takiego...
- Jak to nie ma? Był u nas na kontroli w zeszłym roku.
- Aaaa, to może chodzi o pana ZY??
- A faktycznie, pomyliłem imiona...
- No to jego nie ma, bo on już nie żyje...
- ...
Jeśli chodzi o młodszego to temat zamknięty. Potwierdził, że niczym nie różni się od 99% ludzi na homoportalach. Spotkaliśmy się drugi raz, miło się rozmawiało, dalej dziennie smsy, aż ni z tego ni z owego przestał się odzywać.
Po tygodniu coś do niego napisałem, coś tam odpisał. Tydzień później znowu smsa napisałem, coś tam odpisał.
Za trzecim razem gdy chwyciłem za komórkę, żeby znowu coś do niego napisać stwierdziłem - pierdolę. Z gównażerią się nie zadaję.
Ale nie ukrywam, szkoda mi trochę. Może się wystraszył, że coś może z tego być?
Niestety preferuję facetów z jajami, on widocznie ich nie miał, skoro nie napisał, że nie chce kontynuować znajomości.
A poza tym mam być chrzestnym córki mego brata. Tylko nie wiem co ze spowiedzią zrobić, z wiadomych przyczyn. Świstka ani przykazu, że muszę iść i mieć na to papier nie mam... Więc dylemat moralny czy iść spowiadać się okrężnikami czy odpuścić... Tylko będzie potem pierdolenie, że chrzestny do komunii nie poszedł. Eh.... szczerze liczyłem, że kogoś innego brat weźmie no ale co zrobić...
Gangol kupiłem taki niebieski czy granatowy (pochwalę się - z 1200zł na 650 przeceniony, skarpetki gratis :P), buty też. Buty, mimo że eleganckie bardzo mi się podobają (wrócę do domu to zdjęcie wrzucę).
No i oczywiście na koncie pustki.
Ale czego to się nie robi dla bycia boskim ;)
czwartek, 6 lutego 2014
315
W Warszafffce zmiany.
Kierownicy zaczynają mi powoli i nieśmiało w dupę włazić. Jedna z kierowniczek, która zawsze mnie z góry traktowała uśmiecha się teraz do mnie, nawet żarcikiem rzuciła... a drugi (ten co kiedyś jak mnie widział, że wchodzę do niego na dział to wyjściem ewakuacyjnym przede mną uciekał, kiedyś wspominałem chyba o tym :)) to po raz pierwszy mnie zagadał i nawijał przez całe 5 minut...
Tak to jest, gdy wiadomo już, że będziemy mieli wpływ na wysokość ich premii :P
Ale nie tylko w pracy zmiany. Wynosimy się z kożelanką szefową z domku, w którym coś ludzi ostatnio przybywa, do kawalerki, będę miał do pracy jakieś 20 minut autobusem....
Cena jak za pokój, który tutaj mamy i bliżej do pracy, więc super okazja się trafiła.
Inna sprawa, że moje dni w Wawce są 'policzone'. Coraz rzadziej będę tu przyjeżdżać i więcej mam siedzieć na Śląsku. Ale to pewnie jeszcze kwestia kilku miesięcy :)
środa, 5 lutego 2014
314
Przed chwilą dostałem bardzo miłą wiadomość na jednym z portali.
Koleś napisał, że jestem boski i chciałby mnie pieścić i dać mi mega rozkosz:
"mam takie pytanko. Mogę cię wyjebać w dupę szkarado i spuścić ci się na ryj ?"
Odpisałem mu, że chyba lustra nie ma, na co on do mnie, że moja uroda przyćmiewa piękno witraży w kościołach Watykanu:
"jak ty spojrzysz pedałku to pęknie".
Odpowiedziałem, że wręcz przeciwnie, jak patrzę w lustro to moje odbicie zakochuje się we mnie i staje obok.
Mója boskość chyba mu się bardzo spodobała, bo znowu zachwycał się moją boską urodą i życzył mi dużo satysfakcji seksualnej:
"jeb sie szmato w dupe i ryj"
...po czym mnie zablokował.
Oh moje biedne serduszko, zostało odrzucone, jak ja to przeżyję?? Krwawię, krwawię oh ja biedny nieszczęśliwy ...
:P
czwartek, 9 stycznia 2014
313
Zawsze myślałem, iż w wieku 30+ człowiek panuje nad swoimi uczuciami.
Najwyraźniej się pomyliłem.
Wystarczyło 1 sympatyczne spotkanie, żebym stracił niemal głowę dla 9 lat młodszego...
Chyba mam jakiś kryzys wieku średniego.
Żebym chociaż miał pewność, że to jakoś jest odwzajemnione...
No ale nie mam.
Zobaczymy czy i co czas przyniesie.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)